Flesz: Golden State Houston 1-0


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 15 maja 2018
fot. newspix.pl

fot. newspix.pl

Finał Konferencji Zachodniej

Mecz nr 1: Golden State Warriors @ Houston Rockets 119:106
Stan serii: 1-0

Jeśli obejrzałeś ostatnie sześć minut tego meczu możesz łudzić się, że dokładnie wiedziałeś co się dzieje. Tempo siadło, rozwiązania też. Pojawiło się zmęczenie. Nie była to historia meczu, tylko siedmiominutowy garbage-time Warriors przy 10/12-punktowym prowadzeniu. Warriors już ziewali, jak przez cały ten sezon, oprócz kilku kwart po Weekendzie Gwiazd i pierwszych 40 minut meczu nr 1 finału Konferencji Zachodniej. Meczu, który dla kilku osób mógł skończyć sezon NBA.

Rekord świata w zmianach krycia w jednym meczu play-offów bity będzie w tej serii. Konferencja Wschodnia nie stoi nawet blisko szybkości myślenia i reagowania, która potrzebna jest w meczach Warriors i Rockets w tym sezonie. Ludzie będą szydzić z Houston. Ich zespoły zostałyby rozjechane.

Oglądamy finały NBA. Spoczywaj w pokoju pick-and-roll koszykówko. Śmiej się teraz. Płacz później.


Golden State Warriors zaczęli tę serię ciekawie: z Kevinem Durantem na Jamesie Hardenie, Klay’em Thompsonem na Chrisie Paulu, z Andre Iguodalą pomagającym od P.J’a Tuckera w pasach podaniowych i Draymondem Greenem chętnym zmieniać krycie w każdej zasłonie z Clintem Capelą. I po kompletnie zepsutym pierwszym posiadaniu z hiperczystą trójką Hardena (nie zobaczysz gorszego posiadania Warriors w całym sezonie), minutę później ten sam screen-flare-out Trevora Arizy obronili zdecydowanie lepiej.

Była to zresztą jedna z niewielu zasłon, których w tym meczu nie switchowali.

Warriors switchowali praktycznie wszystko. Switchowali nawet gigantyczne minuty Kevona Looney’a na wszystkim, w ten sposób sprowadzając udział Clinta Capeli w grze pick-and-roll do zera.

Zero akcji zasłona-roll-rzut wykonał Clint Capela w tym meczu. Statystyki mogą to potwierdzić.

Z drugiej strony boiska Steve Kerr izolował rytmiczną w poniedziałek skuteczność izolacji Kevina Duranta na P.J’u Tuckera, na Hardenie, na CP3, nad Nene i zalecał mu rzucać nad nimi. Dobrze, że Twoja mama nie weszła na boisko.

Detale były kluczowe w tym meczu. Warriors nie zagrali bezbłędnego meczu w obronie, bo w takim stylu gry zmieniania krycia praktycznie wszędzie, mikrobłędy można znaleźć na upartego w połowie posiadań. Ale Rockets popełniali ich więcej. Już w pierwszych 10 minutach Warriors mieli 4 dobre trójki, w tym 3 świetne. Choć jeszcze kontrolowali mecz, to po tej stronie boiska przesiadka z Minnesoty i Utah na Warriors była dla Houston jak nie wiemy co w nas trafiło.

Dużo można mówić o strategii i dziwnych rotacjach defensywnych w sąsiednich nie-umiem-tego-nawet-nazwać-finałami-konferencji-przy-Warriors-Rockets, ale wszystko, absolutnie wszystko, zaczyna się w tym sporcie od zatrzymania dribble-penetration.

Jeśli dajesz się mijać w NBA, w 2018 roku tracisz trzy punkty po odrzucie. Jak Houston – kiedy Stephen Curry minął Hardena, Klay Thompson Ryana Andersona. Warriors mieli takie rzuty za trzy z odrzutu. Rockets pierwszy raptem w połowie drugiej kwarty, gdy Chris Paul minął biednego w tym meczu Looney’a i znalazł otwartego Trevora Arizę na 41-41.

Warriors zmieniali krycie i nie przesadzali z pomaganiem. W bardzo szerokim założeniu to taktyka uprawiana przez wiele zespołów przeciwko wielu graczom. Zostawiali ludzi na wyspie – Harden i CP3 mieli razem tylko 10 asyst. To jednak strategia ryzykowna, gdy grasz przeciwko najlepszemu duetowi w historii izolacji mierzonych przez Synergy Sports i wystawiasz graczy do obrony, jak ofiary. 95% zespołów NBA przegrałoby ten mecz z Houston.

Ale ta strategia działa („działa”), jeśli jesteś w stanie rzucić 119 punktów na wyjeździe przeciwko Top-5 obronie NBA.

Paul i Harden szukali cały czas zmian krycia Looney’a i Davida Westa. Interesujące były próby Draymonda Greena, żeby przejmować Paula i Hardena w semi-transition Rockets. Interesujące było to, że aż przez 14 minut w tym meczu Warriors grali w parze z Looney’em i Draymondem Greenem, który wyszedł jako center w pierwszej piątce. I był to najlepszy duet w tym meczu. W tych minutach wygrali mecz. ATAK 137 (punktów na 100 posiadań), OBRONA 78, zbiórki 58%.

Tylko, że Draydog był od startu meczu głową w misce psa – agresywny, przesadzony, uspokoił się dopiero po złapaniu trzeciego faulu do przerwy, więc Looney Parish został zostawiony bez pomocy i obracany był przez Hardena i Chrisa Paula w izolacjach, jak drzwi do saloonu.

Nawet kiedy Warriors próbowali zapobiec zmianie krycia Looney’a na Hardenie (popatrz jak Klay robi pre-switch z Looney’em jeszcze zanim Capela postawi zasłonę):

15052018

…to Harden i tak zaraz znalazł Looney’a po kolejnej zasłonie (Thompson przejął Hardena, a zasłonę postawił mu Paul kryty akurat przez Looney’a). My Kneezy minął go i dał z góry. Tak było rypane w tym momencie.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

56

Komentarze

  1. rzepka

    15 maja 2018 o 06:47

    Pierwsze minuty byłem pod wrażeniem gry Houston, ale dość szybko okazało się, że to jest one-trick-pony pod przywództwem niezawodnego Mike D’Antoni. Ten człowiek nie robi żadnych zmian w stylu gry w trakcie meczu/serii. Nie bez przyczyny nie odniósł sukcesu w postseason a miał kilka poważnych zespołów pod sobą.
    Nie rozumiem sensu wrzucania Nene (och ale czas poleciał, wiek nie ten sam), na koniec trzeciej kwarty, totalnie na pożarcie, ruch z cyklu: a może wyjdzie. Z drugiej strony zmiany Kerra wydawały się cały czas logiczne.
    I jeszcze dwie obserwacje: jak nie cierpię Hardena, to muszę przyznać, że jest spektakularny w swojej grze i fantastycznie gra. Tyle, że jak komentatorzy zauważyli: on się musi zmęczyć na koniec meczu – i zmęczył się.
    A druga rzecz – Kevin Looney – świetna obrona, a wszystko miałem wrażenie na nim wpadało. A koleś brał kolejne trafione rzuty na klatę i na skupieniu grał dalej.
    Ps. Capella – Curry 2:0 – blok i steal. Jaka róznica w porównaniu do Goberta rok temu :)

    Lubię to: 9
    • majki

      15 maja 2018 o 08:03

      W zasadzie zgoda choć był moment, że Kerr zdjął Duranta krzyczącego: why??, bo był gorący i Houston od razu zdobyli punkty w dwóch kolejnych posiadaniach. I…. Durant wrócił. Ale na ławce różnica jest chyba jeszcze większa niż na boisku.
      I szacunek dla Houston za ten sezon, za wynik w rs i że nie można ich skreślać itp. ale ta ich największa broń czyli spazmatyczne ruchy Hardena lub CP3 na wysokim obrońcy i czekanie aż zrobi jeden kroczek za mały/duży, po czym step back 3 – czyli to co amerykanie nazywają eufemistycznie shake&bake – mnie to nie przekonuje. Oni potrafią to grać pięć razy pod rząd, pewnie z jedną trzecią posiadań w meczu. A reszta zespołu stoi i patrzy. Atak GSW przy tym to czysta wirtuozeria. Bez porównania kultura gry.

      Ale liczę na ten 7 mecz w Houston bo w finale możemy w ogóle nie zobaczyć zaciętych spotkań.

      Lubię to: 14
      • Ingiel

        15 maja 2018 o 08:15

        Zgoda, ale z jedną uwagą.
        Atak Warriors to czysta wirtuozeria. Po prostu. Ten ciągły ruch, te 3ki po odrzucie, podania do ścinających, 3ki z 9 metrów, wjazdy pod kosz, kozlujacy Green w szybkim ataku, jeszcze na dodatek izolacje dla smaku i wybicia z głowy chęci do gry.
        Te 2 podania Westa w pierwszej połowie? Jedno do ścinającego Thompsona drugie give and go z Livingstonem. No kaman.

        Lubię to: 10
      • youngpusseydon

        15 maja 2018 o 10:37

        Przecież Celtics w obronie meczują się idealnie na GSW.

        Lubię to: 4
        • majki

          15 maja 2018 o 12:27

          Może błędnie ale zakładam jednak (wciąż) Cavs w finale. Choć rzeczywiście z Celtami mogłoby to wyglądać obiecująco bo obie drużyny grają piłką i szukają przewag w grze. Do tego niezłe szachy trenerskie. Z drugiej strony na Duranta chyba nikt dziś nie ma obrońcy i jednak przewaga doświadczenia miażdżąca więc trudno mi wyobrazić sobie zdrowe GSW przegrywające serię z Bostonem. Na dziś. Ale hej, to NBA. Poczekamy, zobaczymy.

          Lubię to: 1
          • youngpusseydon

            15 maja 2018 o 13:10

            Ja typuje Boston ale obejrzymy najmniej 6 spotkań. Chyba, że Stevens tak to rozgryzie i zawodnicy wyegzekwują, że LeBron będzie robił te swoje 40/10/10, ale supporting cast będzie ciągnął faje.
            A co do matchupu GSW – Celtics, to napewno Warriors by to wygrali, ale nie wiem czy tak gładko jak wcześniejsze serie. Boston postawiłby twardsze warunki niż Ci bezjajeczni i bezbarwni Cavs.

            Lubię to: 3
      • bon3s

        15 maja 2018 o 14:34

        Jeśli Boston będzie w finale to mogą być zacięte mecze. Oni nie leżą Warriors plus mają obrońcę na każdego z big4 Warriors.

        Lubię to: 1
  2. Googlex

    15 maja 2018 o 07:27

    Jeżeli Rakiety się mentalnie podniosą i zapomną o tym meczu, to może dadzą radę i zrobi się nagle 3:3. Ale w game 7 Warriors grając na własnym parkiecie wśród swoich kibiców wywalczą mimo to kolejny finał z rzędu.

    Lubię to: 9
  3. fluber

    15 maja 2018 o 07:33

    Warriors 10/10

    Lubię to: 10
  4. Ingiel

    15 maja 2018 o 08:08

    Jak celnie komentatorzy stwierdzili, Durant nie dyskryminował, nie uczepił się jednego obrońcy, rzucał nad każdym po kolei.
    Warriors i Draymond z pomocy co za obrona. Szkoda trochę tych gwizdków na Arizie, jeden napewno nadprogramowy.
    Przed tą trójka na 4 minuty (chyba) przed końcem na +10 był nieodgwizdany błąd połowy i ta sekwencja to był ostateczny cios w Rockets. Nie żeby to coś zmieniło ale te dwie rzeczy to był cios prooostooo w serceeeerrr….

    Lubię to: 7
  5. Matek

    15 maja 2018 o 08:10

    Miło, że flesze powróciły :)

    Lubię to: 8
  6. BigTeppa

    15 maja 2018 o 08:21

    Przereaguje sobie teraz po pierwszym meczu :D

    Nagle wolę zobaczyć Celtics w finale. Może choć trochę pomęczą obroną Warriors.

    Teraz pytanie, czy w przyszłym roku C’s z Irvingiem i Haywardem będą w stanie nawiązać walkę z Warriors. Mają sporo ludzi mogących switchować (Horford, Smart, Brown, Morris, Hayward, od biedy Tatum), grają b. dobry team defense i mają MVP na ławce.

    Zaraz zlecą się fanboye, ale Durant zepsuł NBA. Oglądam NBA już pewnie z 15 lat, ale kiedy widzę Warriors w pełnym składzie, czuję, że nie ma zespołu, który mógłby im zlać dupę. Lakers z tree peatu z 2000-2002, może Może Miami 2012 powalczyłoby trochę, pewnie Spurs 2013-14. I tyle, reszta to już prehistoria.

    Niech Rockets urwą ze 2 mecze, fuck 3, bo źle to będzie wyglądać, jak mistrzostwo wygrywa zespół bimbający przez 96 meczów sezonu.

    Lubię to: 24
    • Ozzy

      15 maja 2018 o 09:45

      Dla Lakers ta seria byłaby jak „hej, wrzucamy piłkę do Shaqa pod kosz i idziemy na piwo”. Średnia 50/25 gwarantowana

      Lubię to: 11
      • lukostro

        15 maja 2018 o 09:49

        Ło matko, on by tam masakrował wszystko pod koszem jak swojego czasu niszczył Mutombo w Finałach z Philly :)

        Lubię to: 2
      • BigTeppa

        15 maja 2018 o 10:47

        Gorzej w obronie. Curry wyciągnałby Shaqa na obwód i co wtedy?

        Lubię to: 7
        • Siska

          15 maja 2018 o 12:52

          3:2

          Lubię to: 1
          • Lanfaust

            15 maja 2018 o 13:24

            3>2

            Lubię to: 2
    • youngpusseydon

      15 maja 2018 o 10:51

      Na poczatku sezonu tak mi się wydawało, że Ainge tworzy ze Stevensem drużynę przyszłości w obronie – armia wingmanów z centrem podającym, rzucającym za 3; drużyna, która będzie w stanie switchować wszystko co się rusza.

      Lubię to: 6
    • bon3s

      15 maja 2018 o 14:40

      Jeśli 76ers udało by się sprowadzić LeBrona i może George/Leonarda (technicznie jest to możliwe) to nagle Warriors plnie wyglądają już na takich faworytow.

      Poza tym Boston z Irvingiem i Haywardem.

      Wogole to nie przereagowujmy po Rockets jeszcze mogą wrócić, to tylko 1 mecz.

      Lubię to: 1
    • grasshooper

      15 maja 2018 o 14:53

      Z zespołu wiecznie jadącego na farcie i ogrywającego osłabionych przeciwników nagle Warriors urośli do galaktycznej potęgi „bimbającej w każdym meczu”.Zabawne.Aż strach pomyśleć co by było gdyby im się chciało bo do tej pory mecze wygrywały się same.

      Lubię to: 0
      • BigTeppa

        15 maja 2018 o 15:01

        Nagle tzn od momentu decyzji Duranta GSW są galaktyczną potęgą. I tak, bimbali cały sezon. I nie, nie wygrywali na farcie.

        Lubię to: 3
        • grasshooper

          15 maja 2018 o 18:39

          Przecież połowa ludzi przekonywała tutaj do niedawna, że Warriors mają tytuły głównie dlatego, że po drodze mieli autostradę do Finałów.Bimbali cały sezon?Bo?Nie wygrali Konferencji?Nie grali Durantem czy Currym po 40 minut w każdym meczu?O kontuzjach Curry’ego który stracił niemal pół sezonu już zapomniał?O pomniejszych urazach Duranta czy Greena też?Jak LeBron i jego drużyny wielokrotnie odpuszczali sezon regularny to cmokaliście z zachwytu, że znów pokazuje iż sezon regularny nie ma znaczenia wchodząc na wyższy poziom w playoffs.Tymczasem Warriors wygrywając 58 meczy „bimbają” cały rok i taka drużyna to wstyd.Przecież inni ciężko pracują a Durant z ekipą leży całymi dniami na hamaku i pije drinki a mecze same się wygrywają.

          Lubię to: 3
          • BigTeppa

            15 maja 2018 o 18:59

            Uderz w stół a nożyce się odezwą. 4 allstarow w prime, 3 z 5 najlepszych shooterow ever, 2 mvp, Dpoy kolego co chcesz powiedzieć? RS i jakieś tam uraziki nie mają znaczenia teraz jak widać. Są playoffy i Warriors mordują.

            Lubię to: 5
          • Barton

            15 maja 2018 o 19:54

            To wina Warriors że wybrali 3 all-starow w drafcie w tym jednego w drugiej rundzie? Znam bardziej sztucznie budowane zespoły.

            Lubię to: 6
          • BigTeppa

            15 maja 2018 o 23:10

            @Barton Widzisz gdzieś zarzut w mojej wypowiedzi? Takie są fakty. Jednym się podobają drugim nie. To samo z Durantem. Komuś pasuje jego decyzja, komuś nie. Na końcu zostaje fakt, że jest tam. I morduje ligę.

            Lubię to: 2
          • grasshooper

            15 maja 2018 o 23:24

            To sprawdź sobie czym był skład Miami kiedy LeBron tam dołączył.3 All Starów, najlepszy gracz w lidze, top 5 gracz w lidze i top 25 gracz w lidze.Narzekałeś wtedy?Nie!Pewnie powtarzałeś co roku z śliną kapiącą z ust o Konferencji LeBrona Jamesa.CZy to było fair wobec innych drużyn?Czy ktokolwiek inny dysponował takim nagromadzeniem talentu?Może Pacers z Hillem i Westem?Albo Bulls z Boozerem?Dallas z Terrym i Chandlerem?Nikt nie miał 3 top 20 koszykarzy w jednej drużynie a LeBron miał, także po powrocie do Cleveland.
            Poza tym ja już nie wiem o co Ci chodzi, przed chwilą pisałeś o tym, że co to za mistrz ktory bimba przez 96 meczy (w domyśle playoffs też) a za chwilę piszesz, że wszystkich mordują.To w końcu mordują czy bimbają?
            A swoją drogą to mam nadzieję, że jeśli w ciągu kilku miesięcy James dołączy do 76ers i dokooptują mu jeszcze do ekipy takiego np Kawhiego to Ty i wszyscy, którzy tak mocno krytykują dziś GSW (a w szczgólności Duranta) będziecie z równą dozą krytyki i „ciepłych słów” podchodzić do jego ruchu.Wszak najlepszy koszykarz z 3 All Starami i Saricem, który jest borderline All Star to dopiero musi być droga na skróty.Ale zapewne Ty i wielu jego fanów znajdziecie sobie sposób żeby to zracjonalizować.

            Lubię to: 3
          • Barton

            16 maja 2018 o 16:36

            Grasshooper LeBron już nic nie musi.Zdobyl jeden tytuł z Cavs trud skończon. Osiągnął koszykarski Olimp. Jest najlepszy.

            Lubię to: 1
  7. Wypowiem się

    15 maja 2018 o 08:29

    „Dobrze, że Twoja mama nie weszła na boisko.”
    „- Jak ja matkę na boisko miałem wpuścić, jak moja matka siedzi z tyłu.
    – Powiedział, że matka siedzi z tyłu. Matka siedzi z tyłu, tak powiedział!!!”

    Lubię to: 26
  8. yerzol

    15 maja 2018 o 10:04

    „Jedno z tych pięknych miast
    Co dzień piwo, co pół roku cyrk
    Na ulicy zapytałem w nim
    Co się stało z jednym Krzyśkiem P.?”

    Krzysiu 6 ze swoich 23 punktów rzucił jak już było po meczu (3 ostanie kosze Houston). Niby nie zagrał źle, mało strat (1), mało asyst (3), w ogóle jakoś mało go było :(

    Bruszardy, Skipy Bajlesy, Kołhardy, wszyscy w koło od tygodni mędzą, że obaj gwiazdorzy Rockets muszą w meczach z GSW grać bardzo dobrze, bo inaczej nic z tego nie będzie. Dopóki obydwaj nie będą się meldować na meczach nie wróżę dla Houston nic dobrego, pomimo że podejmują walkę i bardzo fajnie się to ogląda.
    Mike D’Antoni kolejny raz pokazał, przy całym ogromnym szacunku do niego, że jest trenerem one-dimension. Szkoda, bo ktoś ciut lepszy mógłby tutaj napsuć krwi Kerrowi.

    Lubię to: 7
    • heinze.mateusz@gmail.com

      15 maja 2018 o 14:11

      Ława ma sie pojawic. Jak ma Paul zrobic asysty jak nie wybiegaja pozycji/nie trafia? Harden moze wrzucac 40. Tylko bez odpowiedniego wsparcia nic z tego nie wyniknie.

      Lubię to: 1
  9. youngpusseydon

    15 maja 2018 o 10:43

    …trzeba tworzyć dobro ze zła,

    bo nie ma nic innego,

    z czego można je tworzyć.

    Lubię to: 2
  10. bubas

    15 maja 2018 o 22:34

    Może przydałoby się uzupełnić słownik na 6g (żeby lepiej rozumieć flesza)?

    Lubię to: 4
  11. PeLe

    17 maja 2018 o 08:44

    Harden jest taaaaakim ręcznikiem w obronie, że to się w głowie nie mieści! Cały mecz był klipem z jego obrony!!!

    Lubię to: 0

Skomentuj