Flesz: Jak Rudy Gobert uratował swoją karierę i teraz niszczy Russella Westbrooka


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 24 kwietnia 2018
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Był 15. dzień czerwca, na niespełna dwa tygodnie przed Draftem 2013. Był to rok, w którym Utah Jazz zapraszali na przeddraftowe workouty praktycznie wszystkich, którzy umieli kozłować i rzucać.

Tego czerwcowego dnia na parkiecie jeszcze wtedy Energy Solutions Arena swoje umiejętności prezentowało dwunastu koszykarzy. Zostali oni podzieleni na dwie grupy: wysokich i obwodowych. Kelly Olynyk i Gorgui Dieng, obok Brandona Daviesa – lokalnej gwiazdy do szpiku mormońskiego uniwersytetu Brigham Young – byli gwiazdami tego workoutu. Po drugiej stronie boiska Isaiah Canaan i Matthew Dellavedova walczyli na zasłonach z Tony’m Snellem i Erickem Greenem.

Ale NBA już zmieniała się – w ligę, w której pozycje na boisku zaczynały tracić na znaczeniu i te zmiany atakowały przede wszystkim koszykarzy, wokół których kręciła się gra w latach 80-tych i 90-tych. Wysocy zawodnicy częściej niż z innymi zawodnikami na bloku musieli radzić sobie z graczami penetrującymi z obwodu. Częściej, niż dostawać piłkę tyłem do kosza, mieli stawiać zasłonę, obracać się w ustalonym rytmie kroczków i ścinać do obręczy.

Na końcu, to wszystko co działo się tamtego popołudnia, działo się przecież w Utah – w domu Johna Stocktona i Karla Malone’a, w domu akcji pick-and-roll.


Był 11. września 2015 roku i byliśmy już nieco zmęczeni.

Po tygodniu spędzonym w subtropikalnym Montpellier, między wybrzeżem morza a nagrzanym od 40-stopniowego słońca bagnem, przejechaliśmy 964 km na północ do Lille. W ciągu jednego dnia, zamieniliśmy śródziemnomorskie biel i beż na brunatną kamienicę niedaleko placu. Przywitał nas północny chłód i deszcz.

Kiedy wstałem następnego dnia, wyszedłem szybko, żeby poczuć chłodniejsze, rześkie, moje powietrze. Czułem się znów jak w domu. Nie kupiłem bagietki i kawy w kawiarni na rogu. Poszedłem od razu do ichniego marketu – pieczywo, rukola, jajka. Zabrałem też pierwszą z brzegu gazetę, na której zauważyłem logo EuroBasketu 2015.

Był to dziennik „La Voix du Nord” – na tyle, na ile rozumiem „Głos Północy”. W samym środku na spince znajdował się krótki artykuł.

„Rudy Gobert, en hautes spheres”

Napisane było dużymi literami po lewej stronie. A tekst zaczynał się od wyliczenia rozpiętości „d’envergure” podstawowego centra reprezentacji Francji. Mówił o „Ses bras touchent à 2,96 m, à 9 cm à peine du panier, fixé à 3,05 m”.

Po środku tego środka gazety na całą szerokość dwóch stron rozłożone zostało zdjęcie Goberta z rozstawionymi ramionami. Istnieje pewna granica wzrostu powyżej, której już nie żartują z ilości centymetrów, tylko proszą żebyś rozstawił ramiona i robią Ci zdjęcie.

Ja dokładnie wiedziałem kim Rudy Gobert jest. W końcu to moje nieśmiałe próby stworzenia jednolitego rankingu wskazały, że jego pierwsze 434 minuty kariery w NBA – czyli wszystkie rozegrane w debiutanckim sezonie 2013/14, kiedy był w rotacji za Derrickiem Favorsem, Enesem Kanterem i Jeremy’m Evansem – to były najlepsze minuty w obronie gracza NBA w tamtym sezonie i jedne z 10 najlepszych minut po obu stronach boiska w całej lidze. Byłem fanem Goberta od startu. Wziąłem go we wszystkich dynastiach fantasy. Roy Hibbert jeszcze wtedy żył.

Jeszcze tydzień temu miałem tę gazetę w rękach.


Ale Generalny Menedżer Utah Jazz Dennis Lindsey, dla którego Draft 2013 był pierwszym draftem w tej roli w Salt Lake City, postanowił w pewnym momencie zmienić ten archaiczny układ treningu.

Lindsey szepnął do ucha Alexowi Jensenowi, jednemu z asystentów Tyrone’a Corbina, żeby na jedną stronę boiska zaprosił giganta z Saint Quentin – 108 km od Lille – wraz z Matthew Dellavedovą. Ten w NBA znany jest dziś jako buldog, ale przychodził do NBA jako Steve Nash Saint Mary’s College of California.

Trenerzy byli zaciekawieni 21-letnim chudzielcem z ekstraklasowego Cholet.

Gobert przebywał w Stanach już od dwóch miesięcy. I chociaż jego rozpiętość ramion została wtedy najdłuższą, którą zmierzono podczas NBA Draft Combine w Chicago, Gobert był surowy. Niezwykle surowy technicznie. W dodatku ważył ledwo powyżej 100 kilo i gdy biegał, to kolanami dotykał podbródka. Na workoutach dla innych drużyn był przestawiany pod koszem przez Dienga i Stevena Adamsa. Tego Stevena Adamsa, z którym prowadzi teraz 3-1 w pierwszej rundzie play-offów 2018.

„Został wrzucony w dżunglę workoutów. W Chicago był naprawdę słaby. Naprawdę bardzo, bardzo słaby” – cztery lata później mówił jego agent Bouna Ndiaye.

Ale Jazz chcieli sprawdzić jak ten wysięg 296 cm i to wspomniane 9 cm, które dzieli jego dłoń od obręczy, przełoży się na najprostsze i najbardziej mordercze zagranie we współczesnej koszykówce. Umieścili Dellavedovę i Goberta w sekwencjach akcji pick-and-roll z lewej i prawej strony parkietu – bez obrońców – i patrzyli.

Ten pick-and-roll w 27 meczach Pro A rozegranych dla Cholet w sezonie 2012/13 nie zawsze był widoczny. Europejski spacing ograniczał tego typu akcje, a Jean-Manuel Sousa korzystał z Goberta jak z wieży, którą przetaczał z jednej strony boiska na drugą i z powrotem.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

31

Komentarze

  1. Bubbles

    24 kwietnia 2018 o 09:47

    Wow

    Lubię to: 35
  2. Ingiel

    24 kwietnia 2018 o 09:53

    Ta historia pokazuje też jaką loterią jest sam draft i ile trzeba mieć szczęścia przy wyborze. Gobert jest gdzie jest (o ile redaktor nie kłamie) dzięki swoim soft skills. Długich, drewnianych kolesi obiło się pewnie setki o drzwi draftu. Skąd widzieć, że akurat ten jeden się tak rozwinie.

    Lubię to: 31
  3. Ninjaqu

    24 kwietnia 2018 o 10:08

    Dzięki Maćku, forma w sam raz na playoffs!

    Lubię to: 42
  4. @mopearls_15

    24 kwietnia 2018 o 10:51

    Piękne napisane.

    Basket Jazz chce się oglądać-team work!

    ISO 3 gwiazdorów z OKC to parodia koszykówki.
    Zamiast nich w drugiej rundzie będzie Slo-Mo-Joe.

    Good.

    Lubię to: 13
  5. dlewandowskidariusz@gmail.com

    24 kwietnia 2018 o 12:56

    Gobert mistrz, autor mistrz.

    Lubię to: 3
  6. rml

    24 kwietnia 2018 o 13:02

    Rewelacyjny Flesz, dzięki.

    Lubię to: 5
  7. pwoloszun

    24 kwietnia 2018 o 13:33

    Miau!!!

    Lubię to: 2
  8. bubsatchi

    24 kwietnia 2018 o 15:34

    Ten art powinien powędrować wprost do Twojej książki. Rozdział I – Nemesis.

    Lubię to: 0
  9. Manny Emha

    24 kwietnia 2018 o 15:43

    Mitchel gra jak combo Irvinga i Lillarda – wow !

    Lubię to: 0
  10. Lucas

    24 kwietnia 2018 o 17:22

    Dzieki za ostatni akapit ;)

    Piękna jest ta seria Jazz. Dobro ze złem, system z indywidualnością, rozum (Ingles, Rubio) z atletyzmem (George, Westbrook).

    Niech żyje system :)

    Lubię to: 6
  11. Olga

    24 kwietnia 2018 o 21:00

    Ekstra! (głosem Przemka K.)

    Lubię to: 3
  12. Josh

    24 kwietnia 2018 o 21:27

    Maciek, wpis top of the tops. Wieki szacun!

    Lubię to: 0

Skomentuj