12G, Super Bowl 52: Doug Pederson szuka odpowiedzi na Patriots


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 3 lutego 2018
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Piotr Stokłosiński

Gdy Minnesota Vikings byli powoli i bezlitośnie rozstrzeliwani dwa tygodnie temu przez Nicka Folesa miałem wrażenie, że każda minuta przybliża nas do najmniej wyrównanego i najmniej atrakcyjnego Super Bowl ostatnich lat.

Bardzo chciałem zobaczyć Case’a Keenuma i spółkę na ich terenie w Minneapolis, przed własną publicznością, próbujących obalić dynastię… Zamiast tego dostaniemy Folesa i bandę orłów underdogów, które jednak czują się w tej roli, jak ryby w wodzie.

Miasto Filadelfia czeka na jakiekolwiek ważne sportowe trofeum już od ponad 50 lat. A szansa na to, żeby je zdobyć, zrodziła się w momencie, którego mało kto się spodziewał.


Jeszcze dwa lata temu Chip Kelly zostawił Eagles w stanie, który sprawiał wrażenie niekontrolowanego chaosu, wymagającego kilkuletniej przebudowy. Żeby wrócić do Super Bowl po 13 latach przerwy wystarczyły jednak dwa lata, tylko na pierwszy rzut oka zbyt agresywny trade po wyższy wybór w drafcie i zgarnięcie wielkiego znaku zapytania w postaci Carsona Wentza. Ten zrobił ogromny postęp w porównaniu z pierwszym sezonem i w tym sezonie poprowadził Eagles do pierwszego miejsca w NFC. Na koniec, przekazał pochodnię Nickowi Folesowi z powodu zerwania więzadeł ACL i PCL.

Wtedy nagle okazało się, że Eagles to nie tylko Wentz, a pogłoski o ich śmierci były mocno przesadzone. Doug Pederson zagrał wszystkim na nosie udowadniając, że dysponuje rosterem silnym, zbalansowanym i przygotowanym na stratę rozgrywającego.

Ogromna siła obu linii – ofensywnej i defensywnej – sprawia, że skreślanie Philadelphii w niedzielnym meczu z Patriots – w którym Eagles są tylko 4,5 punktowym underdogiem – może okazać się nierozsądne. To rywal zupełnie inny od tych, z którymi w swoich dwóch ostatnich Super Bowls mierzyli się Patriots. To w pewnym sensie ich synteza – co prawda ani defensywa nie jest tak fizyczna i precyzyjna, jak ta Seahawks z 49. Super Bowl, a atak nie jest aż tak eksplozywny, jak ten w wykonaniu zeszłorocznych Falcons, ale hej, obie te drużyny przegrały!

Dziś Bill Belichick szykuje się na drużynę, której siła nie leży tylko w jednej formacji, ale może cię zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, jak szalonym pick-six Patricka Robinsona z Conference Championship, które zmieniło momentum meczu z Vikings. Z każdą chwilą gospodarze odcinali potencjalnym gospodarzom Super Bowl prąd. Vikings nie mogli biegać, a w lewą stronę defensywnej linii Eagles, Vikings pobiegli tylko jeden raz przez cały mecz. Bali się Fletchera Coxa, bali się tej linii defensywnej. Zaczęli z impetem, ale gdy tylko się potknęli nie potrafili podnieść rękawicy. Tom Brady w odrabianiu strat nie ma sobie równych, ale z pewnością nie będzie chciał, żeby ten mecz znowu dla Patriots polegał na odrabianiu strat.


Obrońcy tytułu rozbili Jaguars w czwartej kwarcie między innymi dzięki przemęczeniu rywali po arcyciężkim boju ze Steelers i fakcie, że ci nie mieli bye-weeku w trakcie Wild Card Round. Dzięki temu presja na Brady’m była z kwarty na kwartę mniejsza, ten miał czas, mógł szukać opcji i dokonywać cudów. Dziś Eagles są po tygodniu odpoczynku, plus druga połowa z Minnesotą nie była dla nich tak wykańczająca, jak dla Patriots comeback z Jaguars w ich finale konferencji.

Patriots dostają świeżego, głodnego, silnego i agresywnego rywala, który w zeszłą niedzielę obnażył wszystkie wady Keenuma. Stopniowo robił to coraz skuteczniej, nie kombinując, po prostu konsekwentnie blitzując środek, rzadko kiedy więcej, niż czterema liniowymi. Częściej nie trzeba było. Sprawiło to, że linia ofensywna Vikings tego meczu po prostu nie wytrzymała, a w efekcie już po pierwszej kwarcie Keenum nie mógł dostać odpowiedniej ilości czasu na podanie. Brady lubi rozdawać piłki na boki, a to do running backów, a to do Amendoli. To podziałało z Jacksonville, ale czy podziała w starciu z Eagles?

Może, ale nie musi. Bo Brady, zwłaszcza w kluczowych momentach lubi podawać do Gronkowskiego. Tu może to mocno utrudnić presja rywali (utrudniła już dwa tygodnie temu, gdy Gronk przed zejściem z powodu kontuzji nie złapał żadnego podania w środek; ba, nie był nawet targetowany). Eagles taktykę, którą Bellichick najbardziej lubi w trudnych meczach może niejako na Patriots wymusić. Na nich może to jednak nie działać tak dobrze. Ekipa Pedersona blitzując czwórką liniowych potrafi wyrządzić tyle szkód, co inni dodając do tego linebackerów. To daje im przewagę liczebną w rejonie, w który najbardziej lubi podawać Brady i ewentualne podania na skrzydło mogą być szybko ubijane do zysku nie większego niż 2-3 jardy. Szukanie szansy dla Filadelfii w tym meczu wcale nie musi być arcytrudne, choć mi też ciężko uwierzyć, że Belichick nie wymyśli czegoś, co tę obronę ominie.


W głowie Belichicka plan na najtrudniejszy mecz był już zresztą od dawna, z tym że najpierw rywalem mieli być Steelers w finale AFC, a sprowadzenie Jamesa Harrisona miało tylko ułatwić zadanie. Los jednak nieco zadrwił z najlepszego trenera ligi, Steelers odpadli, a po zwycięstwie z Jaguars, w Super Bowl napotykają Eagles z LeGarrettem Blountem, właścicielem dwóch pierścieni, które zdobył przecież w barwach Patriots.

Oczywiście o jego wpływie na taktykę i ‘przekazanie wiedzy’ możemy wróżyć z fusów, ale nie bez powodu do Blounta w trakcie sezonu został dokooptowany Jay Ajayi. Nick Foles ma w tym sezonie celność podań na poziomie 56%, w sezonie zasadniczym gorszą mieli tylko C.J Beathard i DeShone Kizer. Pederson jednak wyciągnął wnioski, uprościł playbook do granic możliwości i w efekcie dostał aż 78%% skuteczność podań Folesa. W sezonie zasadniczym do takiej średniej zbliżył się tylko Brees (72%), następny w kolejce Keenum miał już 67%.

(Pozornie) Proste jest piękne, Brady w ostatnich latach udowadniał to wielokrotnie, teraz udowadnia to Foles. Eagles używają w ofensywnie wspomnianych running backów rzadko do biegania, a częściej do robienia zamętu w szeregach defensywnych rywali. Zagrywki, którymi Philadelphia zgniotła Vikings były tylko z pozoru proste. Notorycznie powtarzane hand-offy, po których Blount i Ajayi albo uciekali do boku, albo pomagali w bloku dawały podwójnie pozytywny efekt. Z jednej strony Foles dostawał kolejne sekundy w kieszeni na szukanie głębszych opcji (co kilka razy się przecież udało dwa tygodnie temu), a z drugiej strony dostawał tylko kolejne opcje do podań, z których bardzo często korzystał. Były rozgrywający Rams nie jest ani najmobilniejszy, ani nie ma najsilniejszego ramienia, ale gdy trzeba, rzuca deep balla bardzo celnie, a co najważniejsze zachowuje spokój i potrafi świetnie odnaleźć drugą czy trzecią opcję.

W całej krytyce Folesa nie można odmówić mu tego, że jest jednak lepszy od Bortlesa, który wymuszał swoim brakiem jakości z góry zaplanowane, proste zagrywki. 29-latek potrafi szybko reagować, nie panikuje i można pod niego rozpisać zagrywki tylko z pozoru proste, a w rzeczywistości wymagające wielkiej trzeźwości umysłu pod presją. Zwłaszcza, że Patriots zapewne nie będą go tak naciskać, jak robili to Vikings. Swoboda w playcallingu i opcje wytwarzane (nie tylko) przez running backów mogą sprawić, że w pewnym momencie defensywa Patriots zmęczy się jak zeszłoroczna Falcons. Tym bardziej, że Pederson zapowiada granie bardzo agresywne – wie, że jego podopieczni znów są underdogiem, będą musieli wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję i zapewne będą często próbować konwertowania w czwartych próbach. W tym sezonie próbowali tego 26 razy, siedemnaście razy skutecznie – najczęściej w lidze.


Nie chcę wpędzać fanów Eagles w huraoptymizm, bo będzie bardzo ciężko, ale walkę Eagles podejmą. Są też oczywiście zespołem wypełnionym wadami i niedoskonałościami, które Belichick widzi z całą pewnością lepiej, niż ktokolwiek z nas. Na pewno zorientuje się jakim cudem beznadziejni Giants władowali im w dwóch meczach ponad 900 jardów. Na pewno obejrzy mecz z Seahawks i zobaczy to, co zobaczył Pete Carroll. A już na pewno sprawdzi, czy fakt, że Cowboys sprowadzili tę ofensywę (już bez Wentza) do zero punktów w Week 17 wynikał tylko i wyłącznie z faktu, że mecz był o nic.

W niedzielę gra jednak toczyć się będzie o najwyższą stawkę w amerykańskim sporcie, Tom Brady gra jeden z najlepszych sezonów w karierze i będzie chciał go zwieńczyć kolejnym pierścieniem. Znów gra jednak przeciw całemu światu, a już na pewno przeciw wszystkim rozgrywającym NFL. W końcu jeśli Nick Foles zdobędzie tytuł, choć przed sezonem mało kto uważał go choćby za słabego, ale jednak startera, to każdy QB w tej lidze będzie mógł sobie powiedzieć:

Dlaczego nie ja?

Dlaczego to nie ma być ten rok?

14

Komentarze

  1. czarny piotruś

    3 lutego 2018 o 10:26

    Drobna korekta – miasto Filadelfia w ostatnich 50 latach zdobyła 2 Puchary stanleya, 2 World series baseballu i 1 mistrzostwo NBA. to są w stanach dość istotne trofea :). rozumiem że ważny był dramatyczny wstęp ale nie róbmy z Filadelfii Cleveland :):)
    PS
    Patriots wygrają :):)

    Lubię to: 9
  2. Spurs Protector

    3 lutego 2018 o 10:28

    Jeśli rzeczywiście uda się odciąć Gronka to eagles mogą powalczyć(jak Jags).Tyle,że Brady jest zbyt dobry i ma zbyt dobrego trenera by tej obrony nie odczytać,szansą dla eagles jest szybko zapunktować(może jakieś pick six?) a potem grać długo w ataku i trzymać ofensywę pats poza boiskiem.

    Tak czy siak Super Bowl dla New England

    Lubię to: 0
  3. Pozdro_600

    3 lutego 2018 o 15:43

    Go Eagles!

    Lubię to: 2

Skomentuj