Dniówka: Krajobraz po kontuzjach Cousinsa i Robersona


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 29 stycznia 2018
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Sobotni pojedynek Stephena Curry’ego z Kyrie’em Irvingem to był klasyk, ale poza tym nie był to najlepszy weekend dla NBA, ponieważ główną historią stały się poważne kontuzje. DeMarcus Cousins i Andre Roberson zakończyli swoje występy w tym sezonie, a do tego okazało się też, że Mike Conley już nie wróci.

DeMarcus Cousins zaliczał imponujące statystki, znajdując się w historycznie niewielkim gronie zawodników będących na poziomie co najmniej 25 punktów, 12 zbiórek i 5 asyst. Do tego dokładał jeszcze średnio 1.6 bloków, tyle samo przechwytów i trafił w sumie 104 trójki ze skutecznością 35%. Nadal oczywiście pozostał irytującym graczem, który nie wkłada wystarczająco dużo energii w powroty do obrony, popełnia za dużo błędów i często nie pomaga drużynie, ale wreszcie, po raz pierwszy w karierze był częścią wygrywającego zespołu i został doceniony wyborem do pierwszej piątki Meczu Gwiazd.

To był dla niego udany sezon, który miał się zakończyć podpisaniem maksymalnego kontraktu, dlatego w tym kontekście ta kontuzja jest dla niego jeszcze większym ciosem. Nie tylko nie będzie miał okazji zadebiutować w playoffach, ale przede wszystkim pod ogromnym znakiem zapytania znalazła się jego przyszłość.

Zerwanie Achillesa to jedna z najgorszych kontuzji i niestety nie ma wielu przykładów zawodników, którym udało się po niej wrócić do wysokiej formy. To właśnie ta kontuzja była początkiem końca kariery Kobiego Bryanta. Oczywiście on miał już wtedy prawie 35 lat, a potem też inne urazy. Często jednak bywa właśnie tak, że zawodnik wracający po długiej przerwie spowodowanej zerwanym Achillesem, później ma problemy z innymi częściami swojego ciała. Choć nie zawsze musi tak być, co udowadnia Wesley Matthews (28 lat w momencie kontuzji), który od czasu powrotu do gry w trzech sezonach opuścił w sumie tylko 13 meczów. Jednak mimo że jest zdrowy, nie jest już tym samym zawodnikiem co wcześniej. W trzech sezonach przed kontuzją zdobywał średnio 15.7 punktów ze skutecznością 44% z gry i 39% za trzy, po kontuzji jego skuteczność spadała do 39.5% i 36.7% zza łuku.

Rudy Gay (30 lat w momencie kontuzji) jest natomiast przykładem, że można wrócić i być lepszym. W tym sezonie grając w barwach Spurs trafia najlepsze w karierze 47.6% z gry, ma rekordowy wskaźnik zbiórek (12.6%) i drugi najwyższy wskaźnik bloków (2.4%). Ale w jego przypadku mamy niestety inne kłopoty zdrowotne – przez uraz prawej pięty opuścił już 18 spotkań i przewiduje się, że wróci dopiero pod koniec lutego.

Cousins ma 27 lat, więc wydaje się, że ten młody wiek powinien pomóc mu wrócić do pełni formy, ale Tom Haberstroth z Bleacher Report zwraca uwagę, że według specjalistów wzrost i duża postura spawają, że będzie to trudniejsze. Historie Eltona Branda czy Memo Okura nie napawają optymizmem.

Okur miał 30 lat gdy zerwał Achillesa i dwa lata później zakończył karierę, bo od momentu powrotu udało mu się rozegrać tylko 30 meczów w NBA. Brand wydaje się być bardzo zbliżonym przypadkiem do Cousinsa, ponieważ miał 28 lat i był gwiazdą, kiedy jego kariera zaczęła się sypać. W momencie kontuzji miał za sobą cztery kolejne sezony na co najmniej 20 punktów i prawie 10 zbiórek. Potem jego najlepszym osiągnięciem były rozgrywki na poziomie 15-8. Do tego w pierwszym pełnym sezonie po powrocie rozegrał tylko 29 spotkań, ponieważ pojawiły się kłopoty z barkiem.

Warto przypomnieć, że Brand także doznał tej kontuzji w swoim contract-year. Mimo to, Clippers chcieli mu zapłacić, a ostatecznie Sixers podpisali z nim ogromny kontrakt, czego potem bardzo żałowali. Dlatego ten przykład na pewno będzie czymś, czemu poważnie będą przyglądali się GMowie wszystkich drużyn biorących pod uwagę zatrudnienie Cousinsa w wakacje.

A do tego dochodzi jeszcze fakt, że sztab medyczny Pelicans, który w najbliższych miesiącach będzie zajmował się jego rehabilitacją, nie ma najlepszej opinii w NBA. W końcu Pelicans już od kilku lat są jedną z najbardziej kontuzjowanych drużyn, co wiele mówi o ich lekarzach, którzy też nie byli w stanie zaalarmować sztabu trenerskiego, że może trzeba zmniejszyć obciążenie Cousinsa. Haberstroth zwraca uwagę, że badania wskazują, iż tego typu uraz w większości przypadków jest związany z przemęczeniem, a kontuzja Boogiego zdarzyła się pod koniec miesiąca, w którym grał on średnio aż 38.3 minut (najwięcej w karierze). Bo też Pelicans rozegrali łącznie cztery dogrywki w siedmiu wcześniejszych meczach, w tym dzień po dniu w Nowym Jorku i Bostonie, a w starciu z Bulls Cousins grał 52 minuty. Doliczając do tego szybkie tempo gry drużyny, obciążenie było bardzo duże i jak niestety się okazało, jego ciało nie wytrzymało.

Od razu dodajmy, że Anthony Davis opuścił w styczniu jeden mecz, ale poza tym gra jeszcze dłużej 39.3 minut (w pierwszym spotkaniu bez Cousinsa było to 41). To duży znak ostrzegawczy, bo wiemy, że AD nie należy do tytanów zdrowia, a jego zdrowie jest w tym momencie kluczowe dla szans na playoffy.

Pelicans umacniali swoją pozycję w tabeli wygrywając siedem z ośmiu meczów i byli już prawie pewnikami do miejsca w najlepszej ósemce, ale bez Cousinsa wywalczenie awansu będzie dużo trudniejsze. Na szczęście nadal mają Davisa, który jest najważniejszą postacią drużyny. To on robi największą różnicę i kiedy gra bez Boogie’go Pelicans spisują się nawet nieco lepiej (NetRtg 4.3, gdy grali razem 4.1). AD jest w stanie pociągnąć za sobą zespół razem z Jrue Holiday’em, ale będzie musiał robić więcej na boisku, a będzie miał trudniej, bo obrona będzie mogła bardziej się na nim koncentrować, co wpłynie na jego efektywność. Do tego większe obciążenie to też większe ryzyko kontuzji. Natomiast każda jego nieobecność, nawet krótka, to będzie ogromny problem dla drużyny. Wyzwaniem będą już minuty, gdy Davis będzie odpoczywał na ławce, bo dotychczas prawie zawsze któryś z ich gwiazdorów był na boisku.

Problemem będzie także wsparcie z ławki i wypełnienie minut pod koszem. Nagle Pelicans mają bardzo niewielkie pole manewru wśród wysokich. Alexis Ajinca nawet nie zdążył pojawić się na parkiecie i już zakończył sezon. Omer Asik wrócił niedawno po długiej przerwie związanej z poważną chorobą, ale już wcześniej był właściwie nieprzydatny. Cheick Diallo jest poza rotacją. Jakąś nadzieją jest powrót Salomona Hilla (leczy się po operacji ścięgna udowego), który może się przydać jako smball-ballowa czwórka, ale nadal nie wiadomo kiedy wróci (może w lutym), a trudno oczekiwać, że od razu będzie w stanie znacząco pomóc.

Ale Pelicans są zdeterminowani, żeby dostać się do playoffów, więc nie będą rezygnować z walki i pewnie jeszcze przed trade deadline będą szukali sposobu na wzmocnienie. Choć od razu trzeba dodać, że są ograniczeni przez hard cap, a nie mają też nic poza pickiem, czym można handlować, więc trudno będzie coś zrobić.

Pelicans znajdują się obecnie na szóstej pozycji w tabeli Zachodu, mając taki sam bilans jak Blazers, mecz przewagi nad Nuggets i dwa nad dziewiątymi Clippers. Nie jest to znacząca przewaga, dlatego ich osłabienie otwiera furtkę pozostałym drużynom, co może przełożyć się na decyzje przed trade deadline. Clippers mają kolejny argument za tym, żeby jednak nie osłabiać się i nie rozbijać zespołu, podczas gdy dla Jazz (5 meczów straty do ósemki) to może być zachęta, żeby poszukać wzmocnień i dalej gonić playoffy.

Dużo niepewności jest teraz w Nowym Orleanie, a najgorsze jest to, że nie tylko playoffy stanęły pod znakiem zapytania, również przyszłość drużyny. Cousins i Davis tworzyli coraz lepszy duet i mieli być fundamentem drużyny na kolejne lata, ale niestety bardzo możliwe, że  wszystko co najlepsze w wykonaniu Boogiego już widzieliśmy. Co Pelicans zrobią w tej sytuacji? Podpisanie z Cousinsem długoletniego kontraktu będzie ogromnym ryzykiem, a o maksymalnej umowie w ogóle nie powinno być mowy. Ale to Pelicans. Rok temu przepłacili Jrue Holiday’a obawiając się, że może odejść, a ze swoim zapchanym salary cap i tak nikogo nowego nie znajdą, więc istnieje też duże prawdopodobieństwo, że mimo wszystko będą bardzo chcieli zatrzymać Cousinsa i sporo mu zapłacą.


Na początku sezonu, kiedy Thunder byli wielkim rozczarowaniem, dużo mówiło się o tym jak dużym problemem jest Andre Roberson, jak przeszkadza w ataku i jak jego przesunięcie na ławkę mogłoby otworzyć grę dla gwiazdorów drużyny. Wtedy rzeczywiście był dużą przeszkodą w ofensywie i kiedy był na boisku mieli jeszcze większe problemy ze zdobywaniem punktów. Ale z czasem, kiedy gwiazdorzy Thunder nauczyli się lepiej współpracować, kiedy Russell Westbrook znowu zaczął grać jak przystało na lidera drużyny, nawet Roberson przestał im zawadzać (z nim zdobywali tylko o 1.5 punktów na sto posiadań mniej) i teraz gdy go stracili mówi się właściwie tylko o tym, ile znaczył dla ich obrony.

Stał się ich x-faktorem, ponieważ robił największą różnicę w obronie, co dobrze było widać na początku stycznia, gdy Roberson opuścił osiem meczów. Thunder w tym okresie oddawali rywalom 106.1 punktów na sto posiadań, o 3.1 więcej niż średnio w całym sezonie ich do wczoraj jeszcze top-5 obrona NBA. Z Robersonem na parkiecie tracili aż o 12.2 punktów na sto posiadań mniej i pewnie już przez weekend dużo razy widzieliście statystkę pokazującą, że pierwsza piątka z nim broniła na poziomie lepszym od Celtics, a bez niego są gorsi nawet od Cavaliers. To jeszcze kilka cyferek – wskaźnik defensywny pierwszej piątki to 95.9, starterzy bez Robersona 114.8, bez Paula George’a 102.8, bez Stevena Adamsa 96.3. To dobrze pokazuje, że to właśnie Andre był tym kluczowym elementem.

Choć też nie można zapominać o tym – średnio 5.0 punktów, 8/36 za trzy i 31.6% z linii. Do ataku właściwie nic dobrego nie wnosił i dlatego był zostawiany przez rywali, co byłoby dużym problemem w playoffach. Równocześnie jednak większym problemem w playoffach będzie chyba to, że zabraknie go do pilnowania Jamesa Hardena czy Kevina Duranta. Obrona Thunder straciła na swojej sile, a to była ich największa broń w starciu z najlepszymi drużynami Zachodu.

Duża wartość Robersona wynika także z tego, że Thunder nie mają dobrej alternatywny dla niego. Terrance Ferguson to debiutant, nie będzie można na niego liczyć w playoffach, a do tego trafia tylko 29% za trzy. Alex Abrines ma dużo lepsze 38% zza łuku, ale nic poza tym nie wnosi do gry, dlatego jest poza rotacją. Przydałby im się chociażby solidny 3-and-D gracz i Sam Presit powinien szukać kogoś takiego przed trade deadline. Może być jednak ograniczony ogromnymi wydatkami drużyny, których pewnie nie będą chcieli zwiększać.


(17-33) 3w4b2b Phoenix @ (17-31) Memphis 2:00

Mike Conley podobno już od dłuższego czasu brał pod uwagę operację, ale próbował jej uniknąć. Niestety ostatecznie musi trafić pod nóż i kończy sezon na tylko 12 meczach. To jednak nie ma już żadnego znaczenia dla Grizzlies, którzy musieli pogodzić się z tym, że playoffy dawno im uciekły i nawet powrót Conley’a nic już by nie zmienił. Dlatego dobrze, że nie próbuje wracać, tylko zdecydował się na operację, co daje nadzieję, że do przyszłego sezonu zdąży się w pełni wyleczyć. Teraz tylko to pozostaje Grizzlies, skupić się na przyszłości. Zakonotować po wysoki pick i zadbać o zdrowie swoich kluczowych zawodników, żeby w za rok było lepiej.

Przy okazji pojawiły się plotki, że Grizzlies odezwali się do ludzi Chandlera Parsonsa w sprawie ewentualnego zakończenia kariery z powodów zdrowotnych, ale sam zainteresowany i jego agent szybko temu zaprzeczyli.

To jest pewnie coś, o czym marzą w Memphis, żeby wyrwać się z tego fatalnego kontraktu Parsonsa. Ale umowa Conley’a też w tym momencie wygląda bardzo źle, bo to już jego druga poważna kontuzja w ostatnich trzech sezonach, ma 30 lat, a jeszcze prawie $98 milionów zapisane na kolejne trzy sezony.

Parsons jest poza grą od końca grudnia. Nie wiadomo czy jest to spowodowane jakimiś kolejnym urazem jego kolan, czy tylko zapobiegawczo dają mu wolne, ale skoro Grizzlies już o nic nie grają, to lepiej go nie narażać. 33-letniego Marca Gasola (dzisiaj ma urodziny) też powinni zacząć oszczędzać, bo co do transferu nie zmieniają stanowiska i nie zamierzają go oddawać.

(24-22) 3w4b2b Philadelphia @ (26-22) 3w4b2b Milwaukee 2:00

W ich pierwszym pojedynku tydzień temu zabrakło Giannisa Antetokounmo, a teraz wydawało się, że nie będzie Joela Embiida, jako, że Sixers wczoraj grali w Oklahomie, ale lider Sixers wreszcie, po raz pierwszy w karierze dostał zielone światło, żeby grać w back-to-back. Jeśli tylko jego ciało wytrzyma to obciążenie, to będzie duża sprawa dla Sixers, gdy nie będzie musiał opuszczać meczów (bez niego są 2-7).

Bucks będą bez Malcolma Brogdona (uraz łydki). Cały czas czekają też na Jabariego Parkera, który jest już coraz bliżej powrotu, trenuje bez ograniczeń i ma zacząć grać tydzień przed All-Star Weekend.

To będzie pierwszy pojedynek Antetokounmpo i Ben Simmonsa, czyli dwóch zawodników, którzy udowadniają, że można w dzisiejszej koszykówce grać na obwodzie i dostarczać dużo punków nie dysponując rzutem za trzy. W tym momencie w NBA jest 60 zawodników zdobywających co najmniej 15 punktów, tylko siedmiu z nich oddaje średnio mniej niż 2 rzuty zza łuku, a tylko w przypadku pięciu próby za trzy stanowią mniej niż 10% ich wszystkich rzutów z gry:

Dwight Howard 0.004% (0/2)
Ben Simmons 1.7% (0/10)
LaMarcus Aldridge 8.5% (24/74)
Giannis Antetokounmpo 8.6% (22/71)
TJ Warren 9.5% (15/73)

Zamiast rzucać za trzy, dostają się w pomalowane i Antek jest numerem jeden w punktach w paint. Zdobywa ich 16.7, o ponad dwa więcej niż drugi Anthony Davis. Simmons jest czwarty z średnią 13.2.

Giannis i Simmons mają też po 10 meczów na 20 punktów bez celnej trójki. Wyprzedza ich tylko Dwight Howard (17), natomiast kolejnym na tej liście nie-podkoszowym jest Jimmy Butler z trzema takimi występami.

Przy okazji warto dodać, że Grant Hill w 1998/99 był ostatnim zawodnikiem obwodowym, który zdobywał ponad 15 punktów i przez cały sezon ani razu nie trafił za trzy.

(35-15) Boston @ (26-23) Denver 3:00

Gordon Hayward robi postępy w rehabilitacji, wiedzieliśmy już filmiki jak rzuca na hali treningowej Celtics czy przed meczem w Staples Center i podobno w marcu może już zacząć regularnie podróżować z drużyną. To wszystko sprawia, że pojawia się coraz więcej spekulacji, że uda mu się wrócić wcześniej niż przewidywano i jeszcze zagra w tym sezonie. On sam już w grudniu mówił, że bierze to pod uwagę i chce wrócić najszybciej jak się da. Ale Celtics nie chcą robić sobie i nam nadziei. Konsekwentnie przekonują, że nic się nie zmieniło. Przed Haywardem nadal jeszcze mnóstwo pracy i ma być gotowy na przyszły sezon.

(20-28) 3w4 Charlotte @ (27-23) 3w4 Indiana 1:00
(32-20) Minnesota @ (14-35) 3w4 Atlanta 1:30
(28-21) Miami @ (16-34) 3w4 Dallas 2:30

22

Komentarze

  1. Roo

    29 stycznia 2018 o 21:18

    Sporo ciekawych informacji z historii odnośnie kontuzji achillesa. Swietna robota, Adam.

    Lubię to: 8
  2. rzepka

    29 stycznia 2018 o 21:22

    zacna dniówka, świetnie opisany temat Cousinsa. Dzięki

    Lubię to: 8

Skomentuj