Nagrody na półmetku sezonu 2017/18


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 20 stycznia 2018
fot. newspix.pl

fot. newspix.pl

Przed trzema dniami rozmawiałem z kolegą, który jest tutaj z nami na Szóstym Graczu. Powiedział, że nie widział jeszcze meczu Warriors-Cavaliers, nie zna wyniku i poprosił, żebym mu nie spoilował (była środa, mecz był w poniedziałek). Dodał też, że nie subskrybuje naszego newslettera. Nie miałem akurat przy sobie godzinnej wideo-prezentacji naszego newslettera, z którym ruszyliśmy pięć lat za późno. Ale (ALE!) nasz newsletter przydaje się właśnie w takich sytuacjach. W takich momentach sezonu regularnego. No chyba, jeżeli nie chcesz, żeby w piątek ktoś zespoilował Ci, to co wydarzyło się w poniedziałek.

Nasz newsletter – który jest nasz – otrzymujesz na swoją skrzynkę pocztową właśnie w piątek między godzinami 12 i 18. Znajdziesz w nim napisane w piątek rano szybkie podsumowanie tego co wydarzyło się w ostatnim tygodniu – skondensowaną wersję tego co powinieneś wiedzieć, wraz z odnośnikami. Jeżeli nie subskrybujesz Szóstego Gracza, zapisz się też. Nie jesteśmy namolni. A znajdziesz tam także mailbag, w którym odpowiadamy na zadawane przez Was pytania. A jeśli tych pytań nie ma, to przyznajemy np nagrody na półmetku sezonu.


Najpierw trzy nagrody, które przyznaliśmy w newsletterze w zeszły piątek.

MVP

Adam Szczepański: James Harden. Najlepszy strzelec ligi (32.3), drugi najlepiej asystujący (9.1) i lider drużyny, która jeszcze w połowie grudnia była numerem jeden na Zachodzie, mimo że przez pierwszy miesiąc Rockets grali bez Chrisa Paula. Harden rozgrywa jeszcze lepszy sezon niż poprzednio i nawet mimo kontuzji, pozostaje faworytem w wyścigu po MVP.

Maciej Kwiatkowski: James Harden. W czasie opuszczanym przez Hardena, czyli w ostatnich dwóch tygodniach, LeBron James miał szansę odseparować się od niego w tym, co w grudniu wyglądało na wyścig dwóch osób. Ale Cavaliers przegrali 7 z 10 ostatnich spotkań, a wciąż trudno znaleźć mi trzecią drogę. Giannisowi Antetkounmpo brakuje dobrego wyniku Bucks.

Najlepszy debiutant

Adam: Donovan Mitchell. Ben Simmons miał imponujący start sezonu i nadal ma najlepsze cyferki wśród rookies, ale to Mitchell wyrósł na pierwszoplanową postać swojej drużyny. Ciągnie atak Jazz, zdobywając średnio 20 punktów od połowy listopada i to głównie dzięki niemu w Utah jeszcze nie stracili nadziei na playoffy.

Maciek: Ben Simmons. Jeszcze dwa tygodnie temu powiedziałbym: jednak nie Simmons, tylko Donovan Mitchell. Ale po kilku tygodniach dołku Simmonsa, które zbiegły się z przejęciem przez Mitchella roli opcji nr 1 w Utah, mierzący 208cm playmaker 76ers gra znowu lepiej. Simmons zaczyna robić też coraz większą różnicę w obronie, dzięki możliwości krycia praktycznie każdej pozycji na parkiecie.

Najlepszy trener

Adam: Brad Stevens. Miał do dyspozycji niemal nowy zespół, bo tylko czterech graczy pozostało z zeszłego sezonu, do tego już na starcie Celtics stracili jednego ze swoich kluczowych zawodników, a mimo to Stevens bardzo szybko i sprawnie poukładał drużynę. Są zdecydowanym numerem jeden na Wschodzie i dysponują najlepszą obroną ligi, mimo że w wyjściowej piątce mają Irvinga i dwóch bardzo młodych zawodników.

Maciek: Gregg Popovich. Ten sezon wreszcie mam wrażenie odkrył to, że Popovich wciąż gra w innej lidze, niż pozostali trenerzy w NBA. Kawhi Leonard nie zagrał dotychczas nawet 200 minut w tym sezonie, a mimo tego Spurs mają 2. obronę NBA i 5. wynik w lidze (28-15). Kto był po Aldridge’u drugim najlepszym graczem w tym zespole, kiedy Leonard nie grał?


I trzy, które przyznaliśmy wczoraj:

Most Improved Player

Maciek: Victor Oladipo. Po trudnym sezonie w Oklahomie nagle okazało się, ile nowego w grze Dipo nie zostało w Thunder odkryte. Przede wszystkim piłka wróciła do jego rąk i właśnie dzięki temu nr 2 Draftu 2013 demonstruje obecnie, jak duże postępy zrobił w trafianiu rzutów za trzy po koźle. Nawet jeśli na poziomie czysto koszykarskim nie jest to postęp dramatyczny, to we współczesnej NBA zyskuje on inny wymiar. Co jednak najważniejsze, dziś widać już, że jego znakomity listopad nie był tylko pojedynczym wystrzałem.

Adam: Victor Oladipo. Na pewno sprzyjają mu okoliczności, styl gry drużyny i to, że dostał piłkę do rąk, ale nie byłoby tej niespodziewanej eksplozji jego talentu, gdyby nie przepracował wakacji i nie poprawił swojej gry. Przede wszystkim dodał pull-up jumper (ma już 50 celnych pull-up trójek ze skutecznością 41%, w poprzednich dwóch latach było to łącznie 33 i 31%), jest lepszy w kończeniu przy obręczy i stał się jednym z najlepszych strzelców ligi. W dodatku stał się też prawdziwym liderem drużyny, a jeszcze rok temu był tylko role-playerem w Oklahomie.

Najlepszy obrońca

Maciek: Al Horford. Wreszcie Al Horford ma szansę wygrać nagrodę dla najlepszego obrońcy w NBA. Rudy Gobert i Kawhi Leonard opuścili zbyt dużo spotkań, żeby w tym sezonie w ogóle być kandydatami. Między Horfordem, a Draymondem Greenem – wybieram tego pierwszego. Nie tylko dlatego, że to Celtics mają nr 1 obronę w NBA, najczęściej udaje im się zatrzymywać rywali poniżej 90 punktów i tylko ich wyniki spotkań przypominają te sprzed 15 lat. W pierwszej części sezonu Horford nie tylko bowiem pokazał znaną nam doskonale już wszechstronność i klasę w bronieniu nawet 8-9 metrów w promieniu od kosza, ale okazał się bardzo dobrym plastrem na Giannisa Antetokounmpo i Kristapsa Porzingisa, czyli dwie gwiazdy, które Celtics mogą zobaczyć w play-offach w tym i w kolejnych sezonach.

Adam: Al Horford. Jego statystyki defensywne nie robią wrażenia, dlatego nie wiem czy to co Al robi na parkiecie wystarczy, żeby na koniec sezonu dziennikarze przyznali mu tytuł Defensive Player of the Year, ale póki co na pewno na to zasługuje. Jest kluczową postacią najlepszej obrony NBA.

Szósty Gracz

Maciek: Lou Williams. Ta nagroda powinna zostać już rozdana pod koniec zeszłego roku kalendarzowego. A w tym roku, licząc od 1 stycznia do dziś 19 stycznia, Sweet Lou jest 3. strzelcem w NBA. Nie 3. strzelcem w NBA wśród rezerwowych, ale ze średnią 30,0 punktów na mecz jest tylko za Stephenem Curry’m (30.7) i Anthony’m Davisem (30.0). To co robił już dobrze wcześniej – rzuty za trzy, penetracje, wymuszanie fauli – robi w tym sezonie na jeszcze wyższym poziomie.

Adam: Lou Williams. Bezsprzecznie. To w dużej mierze dzięki jego świetnej dyspozycji Clippers pozostają w grze mimo plagi kontuzji. Jeśli Lou co najmniej utrzyma swoje obecne 23.3 punktów będzie najlepszym rezerwowym strzelcem w historii NBA. Przed nim tylko trzech zawodników z ławki zdobywało średnio 20 punktów. Nikt od 1991 roku.

47

Komentarze

  1. bubas

    20 stycznia 2018 o 13:35

    Ten wspomniany mailbag to: redakcja [at] szostygracz.pl?

    Lubię to: 0
    • Adam Szczepański

      22 stycznia 2018 o 07:23

      Tak, albo wystarczy po prostu odpowiedzieć na newslettera

      Lubię to: 0

Skomentuj