Sitarz: Uśpieni Bucks


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 20 stycznia 2018
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Na pierwszy rzut oka ofensywny system w jakim od 2014 roku poruszają się Milwaukee Bucks wygląda tak samo i jest równie nieefektywny. Mniej więcej ten sam koncept, kontynuacja pewnych zachowań i zagrywek, sporo rzutów w repertuarze, które przeciwnicy chcą przyjmować, aż wreszcie pogląd, że Jason Kidd nie jest dobrym trenerem po obu stronach parkietu. Za to powściągliwym. Takim co to zamiast rozwijać, woli doskonalić grę zespołu w pewnych ustalonych przed laty ramach.

Wrażenia estetyczne potęgują efekt przeciętności. Tego, że wiele rzeczy nie pasuje do siebie, a graczom tyle samo przeszkadza co pomaga. Na czele z trenerem właśnie. Ale po rozegraniu ponad 40 spotkań, to Milwaukee Bucks mają 8 efektywność ofensywą w lidze. Zdobywają 107.4 punkty na 100 posiadań. Głównie dzięki Giannisowi Antetokounmpo, postępowi Khrisa Middletona i takiej oto statystyce – każdy z sześciu najczęściej rzucających graczy trafia minimum 45% swoich rzutów.

Zawodnicy wykonują narzucone zadania więcej niż dobrze, ale świat, w którym można chwalić się efektywnością, zaczyna i kończy się w Milwaukee. Bo to co pasuje Kiddowi, nie zdało jeszcze egzaminu w NBA. Tylko Tony Snell, trafia więcej niż 40% rzutów za 3 punkty, a na dwóch kluczowych pozycjach Eric Bledsoe i Giannis Antetokounmpo składają się na 2 trójki z ponad 6 prób w każdym meczu. I nikt ich nie kryje, i do tej pory tylko San Antonio Spurs udowodnili, że mogą grać przez 48 minut na półdystansie i wygrać 60% spotkań. Oczywiście przy pomocy obrony. A jeśli komuś mało, to właśnie Bucks mieli w tejże obronie dominować.

Kiedy nie działa, a oni rzucają mniej niż 80 punktów, to rywal prawie 100. Wszystkie ścięcia, siłowa gra Antetokounmpo i penetracje Bledsoe idą na marne, ponieważ dobrzy trenerzy potrafią tę przeklętą obronę przeczytać i wykorzystać. A jeśli mają obrońców, którzy potrafią ustać przed Giannisem, to po drugiej stronie parkietu robią mini runy. I kiedy zdobywają punkty, to nie tracą ich z rąk zawodników Jasona Kidda. Tym bardziej więc frustruje “nic nie robienie” z wadami, które na dodatek męczą graczy. A że Giannis i Middleton chcą grać pełne 48 minut…

Należy przywyknąć, że ta dobrze znana historia, mimo iż schemat zelżał, skończy się wraz ze zmianą trenera. Do końca sezonu podwajani będą gracze, którzy nigdy nie powinni, a obrona wielokrotnie zostanie rozbita podaniami, bo tutaj ktoś przeleciał closeout, tutaj za bardzo doskoczył, a tam dwóch graczy pomyliło rotacje. Jeśli w grze obronnej szukać pozytywów, to przynajmniej pomaga im zachować niemal identyczne tempo co w roku poprzednim, gdyż zmusza rywali do cierpliwej, a więc długiej gry. Jednocześnie przeszkadza ofensywie wyrwać się o stopień wyżej.

Jeśli chodzi o atak – sam Jason Kidd nie wykonuje optymalnej roboty. Thon Maker nie gra lepiej, a że trenera słuchać musi, to oddał prawie dwa razy więcej rzutów z półdystansu niż w sezonie ubiegłym. A przydałby się Bucks zawodnik mogący robić pop w wysokich pick-and-rollach, na których deficyt cierpią Bledsoe i Giannis, Brogdon i Middleton, Dellavedova i od biedy Snell. Grają na dwóch centrów plus Giannisa w ustawieniach, których nie można nazwać 5-0. To problem, że w żadnej konfiguracji Bucks nie mogą wystawić stabilnego ustawienia z wysokimi, którzy poszerzają parkiet. Maker trafił w tym sezonie 19 z 57 rzutów za 3 punkty, ale per 100 posiadań oddaje tylko 3.6 rzutu z dystansu w porównaniu z prawie 7 z sezonu 2016/17. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby grał podobną lub mniejszą liczbę minut. A nie dwa razy więcej – 18 obecnie, 10 wtedy.

Drugi środkowy, John Henson, gra niezły sezon. Jego zadania w ataku są jasno określone – łapać podania i kończyć alley-oopy. Kidd przytomnie skończył z ustawianiem wysokich na łokciach i podaniami do nich, dlatego Henson wie czego się spodziewać, a regularnosć pomaga mu spać i zachować mentalny spokój. Oczywiście dalej operuje w okolicach łokci, ale tylko i wyłącznie jako screener. Zniknęły podania od wysokich do ścinających graczy (z wyjątkiem Giannisa), centrzy nie rozpoczynają tam manewrów tyłem do kosza, piłka nie zatrzymuje się w niekozłujących dłoniach – czasami dobrze mieć gracza, który jej nie potrzebuje. Wszystko to jest efektem pozbycie się Grega Monroe i pozyskanie Erica Bledsoe.

Ciężko powiedzieć czy te trzy elbow-posiadania (tyle wynosi różnica) zamienili na lepsze rzuty, skoro przejawiają problemy z doprowadzaniem do nich. Niemniej jednak jeśli o grę na bloku chodzi, to robią to teraz gracze niżsi i głównie przeciwko mismatchom. Stali się bardziej otwartym zespołem, który pozoruje szeroką grę. I nie chodzi tylko o niewielką w skali ligi liczbę rzutów za 3 punkty, ale ciągłe akcje pick-and-roll z trzech, a nawet czterech, par dłoni.

W dobrych meczach, kiedy piłka siedzi lub obrona rywali gra słabo, kreują rzuty krótkim ruchem piłki i zmianami pozycji na parkiecie; to prawda, że przesunięcia są niewielkie i często niedokładne. Grają pick-and-rolle po obu stronach parkietu, atakują obręcz z lewej i prawej wzdłuż linii końcowej, mają też szybkie trójki (Tony Snell) po krótkim hand-offie np. z Middletonem. W złych lub normalnych, to wszystko jest olbrzymim wysiłkiem ozdobione. Ale Kidd próbuje, wprowadza, i mimo szerzących się opinii, że źle i słabo, trenuje.

Minimum od pierwszego meczu z Bledsoe w składzie, Bucks zaczęli częściej grać na dwóch rozgrywających, ale to wszystko zintensyfikowało się 6 stycznia, kiedy Kidd ogłosił, że miejsce Tony’ego Snella w pierwszej piątce zajmie Malcolm Brogdon. Od dwóch tygodni zaczynają mecze  trójką ball-handlerów. I fakt, sporo posiadań polega na tym, że kozłujący mija obrońcę i dzieje się po prostu gra przeciwko reakcjom obrony, ale widać w tym zamysł trenera i poszukiwanie innych być może lepszych rozwiązań.

Póki co tercet Bledsoe-Brogdon-Dellavedova rozegrał nieefektywne 38 minut w 12 meczach (-24.1 per 100poss). Najmniej, bo po 6 minut na mecz gra para Bledsoe-Delly oraz osamotniony Australijczyk od pewnego czasu parowany ze Sterlingiem Brownem. W takiej konfiguracji Bucks są odpowiednio -1.2 oraz -2.5.

Dwójka starterów gra z Giannisem, ale mimo to Bucks z Bledsoe i Brogdonem są gorsi o 1.6 punktu od rywali. Osamotniony Brogdon nie robi różnicy, a Bucks muszą jej szukać. I być może poprzez dodanie w najbliższym czasie strzelca, pomogą nie tylko Giannisowi ale też Ericowi Bledsoe, który bez Dellavedovy i Brogdona pomaga wygrywać Bucks z rywalami aż o 12.2 punktu w 100 posiadaniach. I w tych 15 minutach w każdym meczu widzimy możliwie najszersze ustawienia jakie może stworzyć Jason Kidd. Najczęściej z Khrisem Middletonem na pozycji numer cztery, bez Giannisa, i mającym miejsce do gry drive-and-kick Bledsoe.

*

Są to ustawienia z potencjałem na przejmowanie gry i meczów. Bledsoe bez Giannisa to projekt, który czym prędzej powinien znaleźć się wysoko na liście rzeczy do rozwoju przed fazą playoff, bo Bucks z Bledsoe bez Greka, Brogdona i Delly’ego są na niewielkim minusie – -1.5 per 100poss. To można i należy podciągnąc do góry. Zwłaszcza, że point-guard potrzebuje wolności i przestrzeni. Odpoczynku od bliskich pick-and-rolli na łokciu.

Poniżej Giannis ze standardowej w Milwaukee zasłonie UCLA przeszedł do zasłony dla kozłującego Bledsoe. Ten odchodzący nieco od obręczy pick-and-roll na wyczyszczonej stronie jest jednowymiarowy, bo Giannis tylko i wyłącznie roluje do obręczy, a na słabej stronie albo brakuje strzelców albo obrona (Heat) tak ustawia dobrą strefę i jeśli nie odetnie od podania, to zrobi close-out (np. do Snella):

Nie można zrobić wiele, kiedy obrońca z pomocy (J.Richardson) chroni zespół przed rzutem po koźle, nominalny podąża za plecami, rolujący jest dobrze kryty, a przed twarzą pojawia się środkowy. To nie są sytuacje dla Bledsoe, bo nisko postawiona zasłon pomaga obrońcom. Sprzyja zejściu do pomocy i utrudnia oddanie piłki kozłującemu, dla którego parkiet też się zmniejsza. A gdy mniej widzi przy aktywnej help-defense, która zabezpiecza wszelkie opcje numer dwa, trzy i tak dalej – na przykład prawy narożnik – to w najlepszym wypadku posiadanie ratuje faul rywali.

Ten sam set z meczu w Waszyngtonie przyniósł Bucks niemal podwojenie w lewym rogu, ale też mismatch. A później pomoc Marcina Gortata:

Ten set ma jeszcze jeden mankament. Spójrz na miejsca w których John Henson stawia zasłonę lub stoi, gdy ścinający mija Giannisa i zmierza do prawego rogu. Na pierwszym klipie mógłby zatrzymać na sobie Tylera Johnsona. Na drugim nie podejmuje próby ustawienia pierwszej zasłony w staggerze na Kellym Oubre. Kto jak kto, ale Bucks w tych bardzo limitowanych wyjściach graczy po zasłonach potrzebują co najmniej solidności.

Tym razem przypadek Giannisa, który jednak regularnie zaczyna penetracje z 6 metra – biorąc pod uwagę ustawienie partnerów, tylko jeden (Middleton) znajduje się na pozycji do podania, drugi (Bledsoe) jest dobrze kryty, trzeci (Henson) stawia zasłonę pierwszemu, a czwarty (Brogdon) znajduje się za linią piłki. Spośród graczy, którzy penetrują minimum 10 razy w każdym meczu, tylko sześciu wykonuje mniej podań, ale każdy z nich dysponuje rzutem m.in. Lou Williams, LeBron, Victor Oladpio, nawet D’Angelo Russell. Giannis ma być w tym zespole point-forwardem, point-centrem nawet, kimś kto te zmasowane ataki obrony na siebie rozbija podaniem. Czasami po prostu nie może. Widzi i nie może.

Od przyjścia Bledsoe, Giannis stawia więcej zasłon. Jako rolujący zdobywa dobre 1.14 PPP – jest lepszy od 62% graczy, ale własnymi ograniczeniami hamuje rozgrywającego. Bo spójrz na klasyczny pick-and-roll na środku parkietu. Jak mało oddechu ma kozłowana piłka, jak ciężkie podanie musi wykonać Bledsoe, i jak nikt nie kryje w rogu Johna Hensona. I ponownie – tylko jeden gracz znajduje się mniej więcej na linii podania, ale ruch do góry z prawego rogu wykonał gdy było już po akcji:

Bledsoe musi grać z Giannisem, bo Grek jest najlepszym wysokim Bucks, a Thon Maker nie robi kroku do tyłu i nie straszy obecnością na 7 metrze – rozgrywający czasami potrzebują mieć gracza za swoimi plecami, nie tylko obok i przed twarzą. Naturalne więc Kidd łączy dwóch z trzech najlepszych graczy zespołu i będzie to robił. Zgodzi się na błędy i zagrożenia, bo ufa zespołowi i wierzy w słuszność pewnych zagrań. Ale para Bledsoe-Giannis jest łatwa do rozszyfrowania i często sprowadza się do gry 1-na-1. Plus, że jeden i drugi ma sporo szans grać przeciwko odpowiedni wyższym lub niższym i słabszym fizycznie zawodnikom, nie wydaje się rekompensować wielu posiadań zmierzających donikąd. I racja, że Bucks nie grają tak przez 48 minut i szukają alternatyw, ale pick-and-rolle Bledsoe-Giannis to póki co potencjalna go-2-akcja, której efektywność mocno zależy od dyspozycji obrony rywali. A do playoffów zostały trzy miesiące.

Rzuty za trzy punkty są problemem, ale względnie łatwym do rozwiązania – trade deadline, jeden ciepły offseason. Za to przewlekłym kłopotem jest to, że Giannis nie przybliża się do zostania popującą opcją. Choćby na mid-range. Widać, że bliższe pick-and-rolle przeszkadzają grze Bledsoe. On ma swoje klepki na półdystansie, natomiast częściej niż w Phoenix czuje oddech obrońcy za plecami. Rzadziej atakuje obręcz z możliwie największym impetem i popełnia więcej strat w penetracjach niż na przykład w poprzednim sezonie.

Na dodatek Bucks nie do końca wykorzystują fakt, że obrona robi kilka kroków w stronę Giannisa, a więc schodzi z pomocą do jego zasłon i na małej przestrzeni roi się od graczy w obu koszulkach. A dodając do tego brak systemowego zaangażowania w dwójkowe akcje pozostałej trójki (niedbałe przesunięcia, słaba strona jakby pokryta lodem) oraz obronę under-screen, z którą Bledsoe czasami spotyka się w posiadaniach po sobie (bo Bucks mają tendencję do gry tego samego, mimo słabych rezultatów), otrzymujemy szerokie spektrum konsekwencje gry w bliskim pick-and-rollu.

Dbając o to by być lepszym w tym w czym jest się lepszym, a nie próbować innych, z punktu widzenia dotychczasowej gry, rewolucyjnych rzeczy, Kidd trenuje przezornie. Jeśli dokłada to ostrożnie. A widać to w większej liczbie posiadań we wczesnej ofensywie z szybkimi drag-screens w drugiej fazie, w podwójnych zasłonach dla Giannisa z piłką czy w posiadaniach, w których ustawia go na łokciach. Nic z tego nie może jednak zatrząść obecnym stanem rzeczy.

*

Bucks poczynili pewne kroki by w jakimś stopni złe posiadania w obronie i ataku rekompensować. Szybciej niż w latach poprzednich przechodzą do ofensywy, przy czym efektywność po zbiórkach w obronie i przechwytach udało się mniej więcej utrzymać. Korzystanie z presji jaką nakłada na rywali Giannisa, jest ukłonem w stronę Bledsoe, bo widząc Greka z piłką, obrona musi postawić przed nim gracza. Pojawia się wtedy przestrzeń oraz regularnie już minimum dwa mismatche. Bucks są coraz sprawniejsi w wykorzystywaniu tego lepszego, ale jak to z tym zespołem bywa – istnieją druga strona medalu. Mianowicie – mismatche, nie są przecież optymalnym rozwiązaniem w kontrach i akcjach pochodnych.

Jakoś jednak w każdym meczu dają sobie więcej punktowych szans przy zachowaniu około 97 posiadań z sezonu poprzedniego. Wykorzystują obecność kilku kozłujących graczy i z wyjątkiem Hensona i Makera każdy zawodnik przeprowadza piłkę przez linię środkową. Rzadko kiedy skrzydłowy zatrzymuje się, czeka na rozgrywającego, i wciska piłkę w jego dłonie. Również zmieniły się decyzje po wejściu na atakowaną połówkę. I chociaż gra w transition wygląda na nieskoordynowaną, to Bucks zdobywają w niej więcej niż dobre 1.13 PPP. Dzięki pociągowi „Giannis” lub dwom powtarzającym się schematom. Pierwszy to szybka catch-and-shoot trójka Snella, Middletona lub jednego z point-guardów. Drugi to nieco wolniejsza, ale za to wysoka zasłona i atak obręczy, półdystansu lub cofnięcie się do gry w pick-and-rollu. Całkiem słusznie.

Wiedzą, że nie mają “high-volume shooterów”. Tylko dwa zespoły oddają mniej pull-up trójek na mecz, ale tylko w przypadku pięciu catch-and-shoot trójki stanowią większy procent wszystkich rzutów trzypunktowych – w przypadku Bucks aż 80%. To prawdopodobnie najmądrzejsze rzuty z dystansu dla tejże grupy zawodników.

*

Od początku sezonu grają w kratkę. Przegrali 6 z 10 ostaniach spotkań, Giannis nie zagra w nocy przeciwko 76ers, i mimo łatwego kalendarza aż do All-Star Weekend (m.in. Suns, Bulls, Magic, Hawks i po dwa razy z Nets i Knicks), mogą balansować na granicy pułapu 50% wygranych spotkań albo i spaść poniżej. Bo z Bucks, jak zawsze, nigdy nie wiadomo.  Potrafią przegrać z Chralotte i Chicago, a następnie wygrać back-2-back z Minnesota i Oklahomą. Bronić jak Top3 obrona NBA albo Cleveland Cavaliers. Atakować i robić runy, ale gdy rywal dobrze wraca do obrony, to mimo obecności wielu kozłujących, możliwości ataku obręczy i kreacji na koźle, wrócić do punktu wyjścia. Ataku pozycyjnego, który za kadencji Jasona Kidda prawdopodobnie nie przestanie budzić wątpliwości. Jak zresztą wszystko co Bucks, zespół od którego być może wymaga się zbyt wiele, od dłuższego czasu robią.

22

Komentarze

  1. JWill

    20 stycznia 2018 o 17:36

    Dzięki Piotrek za tekst, ale jak już wspomniałeś o trade-deadline, jak widzisz wmontowanie tutaj Jabariego Parkera (ostatnio słyszałem, że jakoś do końca miesiąca może wrócić)?

    Właśnie z powodów tego shaky shootingu odradzałbym Bucksom wchodzenie w jakiegoś DeAndre Jordana, bo granie Giannis – Bledsoe – Jordan zamorduje ten team ofensywnie, a obawiam się, że Bucks mogą zdecydować się na taki ruch.

    Lubię to: 0

Skomentuj