12G Zapowiedź Week 11: Winter is Coming (Kaepernick 2.0?)


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 19 listopada 2017
fot. AP Photo

fot. AP Photo

W Cleveland leży śnieg. To znaczy, że fascynująca gra w profesjonalny futbol amerykański wchodzi w najbardziej urokliwy i prawdziwy czas. Machaj już na pożegnanie do tych egzotycznych montanowych ofensyw z 50-jardowymi przyłożeniami, machaj do Mattów Praterów, którzy bez mrugnięcia okiem popychają piłkę nogą z 60 jardów. Przywitaj się z błotem, witaj ślizgających się receiverów, przywitaj się z grą na krawędzi przypadku.

Przywitaj się z 8-minutowymi drive’ami, przywitaj się z dużymi chłopami przesuwającymi ciężko biegających running-backów, a nie małe, zmieniające gwałtownie kierunki, ale teraz ślizgające się helikopterki. NFL wchodzi w najtrudniejszy, ale w najprawdziwszy czas sezonu. Z kibicami ryzykującymi nadchodzący tydzień pracy, żeby w temperaturze minusowej chuchać w zaciśnięte kciuki i zagrzewać do walki swój zespół, ale też i siebie.

Popatrz za okno… Już za chwilę tak będzie wyglądać też aura dla nas zamieszkujących Nizinę Środkowoeuropejską i dla chłopaków w Sudetach i Karpatach. Przeszywający chłodem wiatr, gdzieniegdzie śnieg. Zimne, niedzielne wieczory z koniecznie czymś rozgrzewającym w kubku i oglądanie zimnych, niedzielnych wieczorów, podczas których rozstrzygnie się to, który zespół złożony jest z prawdziwych mężczyzn i który zespół to wszystko wygra.

„Legiony Boolu”

„Pauza”, którą w Week 8 DeShaun Watson wcisnął meczem na 402 jardów podaniem i 67 dołem, zastąpiona została przyciskiem „stop”. Prawdopodobnie najbardziej utalentowana formacja w futbolu już nią nie jest. W zeszłotygodniowym Thursday Night Football z kontuzją Achillesa (6-3) Seattle Seahawks stracili Richarda Shermana, ale niestety nie skończyło się tylko na utracie swojego najlepszego cornera.

W sobotę Mike Garafolo z NFL Network poinformował, że człowiek od „boomu” w „Legions of Boom” też już w tym sezonie nie zagra. Kontuzja karku wykluczyć ma z gry do końca sezonu Kama Chancellora, który nawet zmagając się z urazami był oceniany wg PFF jako nr 5 safety NFL w tym sezonie.

Pete Carroll żywi jeszcze nadzieję, że Chancellerowi uda się wrócić w późniejszym punkcie tego sezonu. Zobaczymy. Przekonamy się. Dowiemy się, jak faktycznie istotną postacią w obronie jest ten, bez którego ta obrona w zeszłym sezonie się rozpadła. Earl Thomas wraca po dwóch meczach przerwy na poniedziałkowy mecz z Falcons, ale my przekonamy się, czy w tak otwartej i pełnej dobrych drużyn NFC uda się w ogóle Seahawks awansować do play-offów. Przed nimi mecze z Falcons, Eagles, Jaguars, Rams i Cowboys już z Elliottem.

Chuda AFC

Każdy kto uważał, że (6-4) Tennessee Titans są tylko błyskotką i to mało zachęcającą, że są drużyną, która straciła swoją tożsamość z zeszłego sezonu, że są zespołem, którego seria czterech zwycięstw do czwartku nie znaczyła nic, nie mógł poczuć się zaskoczony tym, co wydarzyło się w czwartek. Titans przegrali na Heinz Field 17-40 z (8-2) Pittsburgh Steelers. I choć wynik nie oddaje tego, że w gruncie rzeczy przez długi czas był to zacięty mecz (Steelers wygrali 17-0 czwartą kwartę) i że nie był to też jeden z najlepszych meczów Steelers w tym sezonie, to 52 jardy z 21 prób biegowych pokazały co stało się z grą biegową wokół DeMarco Murray’a i Derricka Henry’ego. Pokazały co stało się z blokowaniem dla biegu linii ofensywnej, która była rewelacją zeszłego sezonu. Pokazały, jak może nie działać „play-fake” dla Marcusa Marioty i jak ani „exotic”, ani „smashmouth” nie są już częścią gry Titans.

I to jest problem. Bo jest wyrazem kompromitującego poziomu futbolu w AFC. Nie tylko konferencja naznaczona jest 7-8 drużynami tak fatalnymi, że w Week 11 nie ma już sensu o nich wspominać, ale poza Steelers, Patriots i być może jeszcze – choć coraz mniej jestem tego pewien – Chiefs brakuje zespołów, o których można by pomyśleć, że są w stanie grać do połowy stycznia, że są w stanie grać do przedostatniego weekendu sezonu. I powodem tego nie jest wcale to, że Steelers czy Patriots są tak dobrzy. Bo nie są.


fot. AP Photo

fot. AP Photo

Piotr Stokłosiński

Kozioł Ofiarny czy Kaepernick 2.0?

Kiedy na początku sierpnia Buffalo Bills oddawali Sammy’ego Watkinsa do Los Angeles Rams i Reggiego Raglanda do Kansas City Chiefs w zamian za paczkę gruszek wszyscy przewidywali, że Bills zaczną tankować i budować zespół zupełnie od nowa. Może już nie wokół tego samego rozgrywającego, może w zupełnie nowym kształcie, ale od nowa. Tymczasem wszystko zaczęło iść zaskakująco dobrze.

Nie od dziś wiadomo, że Tyrod Taylor raczej jako starter mistrzostwa NFL pewnie nie zgarnie (ma już pierścień z czasów gry w Ravens), ale w głównie biegających Bills, przy zupełnie przyzwoitej defensywie, potrafił wyciągać przyzwoite wyniki, a okazjonalnie grać naprawdę świetne mecze. Teraz wszystko się jakby ustabilizowało. Bills zaczęli sezon od 5-2, którego nie wróżył im chyba nikt na świecie. Po tym przyszły dwie wpadki, jedna koszmarna w TNF z Jets i druga jednak przewidywana (z Saints). To wystarczyło, żeby pozbawić Taylora miejsca startera – w lidze, w której Blake Bortles i Brock Osweiler ciągle rzucają piłki do innych ludzi.

No i się zaczęło, Colin Kaepernick 2.0.

Zdecydowanie jestem rozczarowany tą decyzją i nie zgadzam się z nią, ale to decyzja trenera McDermotta – mówił Taylor.

Przy okazji wyciągnięto mu jednak wypowiedź z października – Zawsze muszę grać dwa razy lepiej, niż przeciętny QB w tej lidze z powodu tego kim jestem, czyli Afroamerykaninem. Wystarczy tylko spojrzeć na resztę ligi. Aby utrzymać miejsce w składzie musimy być właściwie perfekcyjni – przekonywał na łamach ESPN.

Normalnie uznanoby go za kolejnego wariata, który chce skończyć jak Kaepernick, ale przyjmijmy na moment może nie tyle, że ma rację… W końcu latem zabrano mu jego najlepszego receivera, a z Kelvinem Benjaminem dostał tylko kilka treningów i jeden mecz. PFF uznaje go za 9. QB w lidze, ale… w marcu dostanie potencjalnie 6 milionów bonusu i Bills zaczynają się zastanawiać co dalej?

Gdzieś między wierszami możnaby się tam doszukać całkiem sensownej układanki, prawda? Załóżmy, że ten sezon i wcześniejsze wymiany miały dać argumenty do wyrzucenia Taylora i przebudowy zespołu wokół kogoś innego. Załóżmy, że jego pierwsze mecze i zupełnie niezłe wyniki nawet ucieszyły sztab, który dostał do ręki kolejne argumenty, żeby oddać go gdziekolwiek i zaoszczędzić nieco salary cap. Załóżmy, że tak właśnie miało być, nawet mimo świetnego bilansu i faktu, że Taylor poprawił się we właściwie każdej kluczowej statystyce.

Rok temu podawał ze skutecznością 61.7%, teraz ma 64.2%. Ponadto ma lepszy rating (91.4 do 89.7), a co za tym idzie nie musi już tak często biegać (co zresztą robi nie tylko rzadziej, ale i gorzej niż w poprzednich latach). Niemniej ogólny obraz Taylora znacząco się nie zmienił, a już na pewno nie na gorsze. Na pewno nie na tyle, by sadzać go na ławce na rzecz Nathana Petermana, pierwszoroczniaka z piątej rundy. Oczywiście, Taylor miał koszmarny mecz przeciwko Saints (ledwie 56 jardów górą przed posadzeniem na ławce), ale w dwóch wcześniejszych tygodniach podaniowo zaliczył dwa ze swoich trzech najlepszych meczów w tym sezonie.

Pół ligi szuka teraz rzetelnego rozgrywającego, który może nie będzie w top5, ale – jak Taylor – będzie gwarantował nie tylko całkiem przyzwoity poziom, ale przede wszystkim małą ilość strat przez wzgląd na swój styl gry. Jaguars, Browns, może nawet Cardinals i kilka innych ciekawych zespołów może usiąść niedługo do rozmów z włodarzami Bawołów. Tylko co jeśli ci się przeliczą, bo całe to zamieszanie powoduje, że właściwie wszyscy widzą, że coś jest nie tak i jego dni w tej ekipie są policzone?

Zwłaszcza, że panujące przekonanie o tym jak bardzo Bills są typowo biegową drużyną jest nieco przesadzone. Na akcje dołem decydowali się co prawda częściej, niż górą, ale różnica między oboma sposobami zagrywek wynosi jeden. Jakość biegów mimo McCoy’a i przecież lubiącego biegać Taylora też nie powala – ekipa z Buffalo ma dopiero 22. wynik w jardach na taką próbę. Co najważniejsze, Bills stali się drużyną, która właściwie nie traci piłek, co też jest zasługą rozgrywającego – drive kończący się stratą częściej rzadziej zdarza się tylko Chiefs i Patriots.

Okej, Patriots wrócili i Bills nie mają szans na wygranie dywizji, ale patrząc na to kto ich goni (Ravens, Raiders, Dolphins), z całą pewnością mogliby powalczyć o (pierwszy od osiemnastu lat!) postseason.

Gdyby sezon kończył się dziś, w Wild Card Round graliby z Jaguars, gdzie wcale bym ich na pożarcie nie skazywał. Jakkolwiek nie wygląda drugie dno sytuacji Taylora, włodarze Bills muszą się zastanowić, czy rewolucja faktycznie jest potrzebna. Wywracanie wszystkiego do góry nogami może się okazać zbędne. Gdy ma się duże szanse na play offy, dziewiąte największe wolne pieniądze w lidze i sztab szkoleniowy, który szokująco szybko posprzątał po Rexie Ryanie i wyciska maksimum ze składu, który ma, może warto powalczyć i pokazać reszcie ligi, że Buffalo znów jest atrakcyjnym miejscem do gry w tej lidze. Miejscem, w którym jedyną perspektywą wcale nie jest tylko oglądanie pleców Patriots w dywizji.


ZAPROŚ KOLEGĘ, TONY ROMO KOMENTUJE: (7-2) New England Patriots vs (4-5) Oakland Raiders (Mexico City, godz 22:25). Ten mecz ląduje w tej kategorii tylko dlatego, że komentował go będzie duet Nantz/Romo. Czy wiesz, że są bardzo dobre mecze duetu Nantz/Phil Simms? W 8 z 10 ostatnich sezonów (licząc ten) drużyny prowadzone przez Billa Belichicka miały wg Football Outsiders wyższe DVOA na koniec sezonu, niż po Week 6. Kombinacja wszechstronnego personelu z umiejętnościami Belichicka atakowania właściwych matchupów – obecnie np atakowanie RB Rexem Burkheadem wolniejszych linebackerów – czyni z Patriots faworytów AFC. Nr 1 atak ligi atakuje zawsze do słabości rywala. Trzeba ominąć w Denver Aqiba Taliba i Chrisa Harrisa?
Omija. Trzeba uciec spod presji Bosy i Ingrama? Ucieka. Innym drużynom wystarczyłoby kopiować to co Belichick robi, gdyby nie ten – no wiesz – mało znaczący fakt, że żadna z nich nie ma Toma Brady’ego, który potrafi te usprawnienia natychmiast wprowadzić w życie. Po drugiej stronie zagra tymczasem najgorsza pass-defense NFL, formacja nie tylko niepoważna, ale nie mająca nawet szczęścia – żaden zespół w historii NFL, tylko ci Raiders, nie rozpoczął sezonu od 9 meczów bez interception. Powinni tę pasę przedłużyć w gorącej atmosferze latynoskich gardeł, które kochają ten sport nie mniej niż Amerykanie. W dodatku mecz jest na legendarnej Aztece. Okej, być może nie tylko z powodu Romo powinien być w tej kategorii.


WARTO OBEJRZEĆ! (5-4) Atlanta Falcons @ (6-3) Seattle Seahawks (poniedziałek 02:30). NFC stała się zbyt wyrównana, żeby zwycięzca tego meczu mógł mieć spokój. Ten mecz można tylko przegrać. I ten kto go przegra znajdzie się w opałach. O osłabieniach Seahawks pisałem wyżej, ale nie byle jakie w Falcons: nie zagra Devonta Freeman. Mecz w zeszłym sezonie na Century Link Field zakończył się nieodgwizdanym faulem Shermana na Julio Jonesie i przez to porażką Falcons 24:26. Niech to będzie kolejny powód, dla którego Falcons chcieli będą zacząć w poniedziałek sezon od nowa. Największa słabość Falcons (nr 28 run-defense) stanie na przeciw największej słabości Seahawks i to jak Earl Thomas będzie w stanie nawigować secondary bez swoich najlepszych ziomków, może rozstrzygnąć ten mecz.

(7-2) Los Angeles Rams @ (7-2) Minnesota Vikings (godz. 19). Gdyby ktoś o tej porze rok temu powiedział, że pojedynek Jareda Goffa z Case’m Keenumem będzie najlepszym meczem o godz. 19, myślę, że nawet Jeff Fisher – a może przede wszystkim Jeff Fisher – by w to nie uwierzył. Dla osób, które dotychczas nie poznały się jeszcze na nowych Rams i odmienionych Vikings: zobaczymy w tym meczu nr 2 atak podaniowy ligi (to przede wszystkim praca nowego trenera Rams Seana McVay’a, którego „big plays” robią w tym sezonie za nowych „Shanahana i Falcons”) i nr 1 drużynę na 3rd downach (48%), ale zobaczymy też nr 4 atak podaniowy NFL (sensacyjnie), czyli Keenuma podającego do najlepszego duetu receiverów tego sezonu Stefona Diggsa i Adama Thielena. Ten drugi zwłaszcza jest skarbem NFL Game Passa, bo Vikings w national-tv pokazywani nie są (podobnie Rams). Ale to nie wszystko: Rams mają najlepszą obronę wg DVOA (Wade Phillips) i najlepsze special-teams (to nie tylko punter Johnny Hekker), a Vikings ze swoim front-7 mają nr 5 obronę biegu. I to nie jest jeszcze wszystko! Aaron Donald w środku defensywnej linii Rams i Linval Joseph w środku defensywnej linii Vikings to moim zdaniem dwie największe bestie w NFL (sorry Suh) i przynajmniej jedna z nich będzie dziś na boisku cały czas – może nawet na 3rd downach, bo zapowiada się mecz ciężkiego gatunku. Nie zdziwi mnie 17-15. I możemy nawet zobaczyć dziś już Teddy’ego Bridgewatera w drugiej połowie. Co za mecz, co za mecz.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

14

Komentarze

  1. bubsatchi

    19 listopada 2017 o 12:06

    Martwią kolejne kontuzje, kładą się na tym sezonie długim cieniem.

    A śnieg najlepszy jest w Buffalo ;-)

    Dzięki za art.

    Lubię to: 0

Skomentuj