Fantasy 6G: Najlepsi z najlepszych (Top-10 graczy do Dynastii)


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 17 listopada 2017

eric-roberts-nznRelacje

Nie ważne, czy to Rafał Juć na Zlocie Szóstego Gracza, czy Bob Myers w podcaście Adriana Wojnarowskiego, Zach Lowe uchylający rąbka swojego warsztatu, czy Steve Kerr opowiadający o prowadzeniu jednej z najlepszych drużyn w historii. To jedno słowo zawsze usłyszysz z ust osób związanych z NBA, kiedy zostaje im zadane pytanie „Co jest najważniejsze w Twojej pracy?”.

To oczywiście przekłada się też na życie codzienne. Nasze relacje, Relacje, z innymi ludźmi to jedna z najważniejszych rzeczy jakie mamy. Jeśli odpowiednio szeroko spojrzysz na to słowo, jest to wręcz kwestia najważniejsza.

Za to właśnie kocham koszykówkę – niemal wszystkie najważniejsze relacje w moim życiu są z nią związane.

Zakochałem się w koszykówce, nie przez to, że ojciec przyprowadzał mnie na salę, a przez to, że chciałem być lepszy od mojego Przyjaciela, co nie było łatwe, bo on grał w klubie. Teraz z Przyjacielem drogi mi się nieco rozeszły: ja mam rodzinę i pracuję w korporacji, a on jest młodym lekarzem. Wspólne okno naszego wolnego czasu trwa może 2 godziny w miesiącu, a mieszkamy po przeciwnych stronach miasta. Dlatego teraz spotykamy się głównie na boisku.

Po skończeniu liceum miałem wielu znajomych z różnych towarzystw, ale najważniejsza grupa ludzi jaką poznałem, to moja drużyna z amatorki. Na pierwszym roku studiów, wprowadził mnie do niej gość o ksywie Zawsze Spoko, po tym jak przez cały trening studenckiego AZS-u wkurwialiśmy trenera rzucając sobie alley-oopy, zamiast ćwiczyć rzuty. 10 lat później ciągle gramy razem i choć różnie losy się układają, ta drużyna to już bardziej rodzina, niż grupa przyjaciół.

Kobietę mojego życia poznałem przez jednego z nich, kumpli z drużyny, a zacząłem się zakochiwać, kiedy przypadkiem siedziała na kocu na warszawskiej Agrykoli i patrzyła jak gramy. Zszedłem z boiska i gadałem z nią przez dwie godziny o pierdołach. Ona nawet tego dnia nie pamięta. Rok później była moją dziewczyną.

Z tym samym Maćkiem, który wprowadził mnie do mojej drużyny z amatorki, przejeździliśmy całą Polskę za turniejami 3×3. Wygranymi i częściej nie. Każdy wyjazd to wspomnienie, głupie zdjęcie, czasem melanż przed, czasem po turnieju.

Najlepsze były te do Sopotu, w piątek po pracy. Wieczorem impreza, w sobotę turniej, po południu plaża, wieczorem impreza, w niedzielę drugi turniej, wieczorem powrót. Więzi były coraz mocniejsze, a Facebook przypomina je wspomnieniami głupich zdjęć, na których jeden matoł wdeptuje twarz drugiego matoła w plażę.

Jeździł z nami zawsze jeszcze jeden kolega. Jeden z kilku ludzi w Polsce, którzy mieli realne szanse grać na najwyższym poziomie. Miał zaproszenie do Ligi Letniej, ale zdrowie nie pozwoliło. 210 cm snajpera i atlety. Poznaliśmy się, bo po meczu AZS-u, w którym będąc na boisku z 4 ludźmi z ekstraklasy był najlepszym graczem Koźmina, dodał mnie na fejsie. Poczuł, że się dogadamy, kiedy go przeprosiłem za rozbicie twarzy łokciem w rewanżu za wsad nad głową. To było 7 lat temu. Teraz ja mam dziecko, on ma dziecko, jesteśmy poważnymi ludźmi z korporacji i na pępkowym nieprzytomnie się napierdolimy.

Z Sebastianem Hetmanem dzwonimy do siebie co najmniej raz w tygodniu. Gadamy o rodzinach, everyday struggle, zbyt niskiej pensji, zbyt dużym zapierdolu, czasem o koszu. Widzieliśmy się może trzy razy w życiu, mieszkamy kilkaset kilometrów od siebie, a jakimś cudem to mój dobry kumpel. Poznaliśmy się na zlocie Szóstego Gracza i wiąże się z tym jeden z najgorszych kaców mojego życia.

Z Michałem Górnym lubiliśmy się, zanim po raz pierwszy podaliśmy sobie rękę. Znaliśmy się z widzenia, a poznaliśmy, bo byliśmy częścią tej samej małej internetowo-twitterowej społeczności koszykarskich nerdów. Jak zaczęliśmy gadać na FB okazało się, że mamy tych samych znajomych, obaj lubiliśmy czwartki w Underze i graliśmy  w basket na tych samych salach. Zamiast na FB zaczęliśmy gadać na żywo i przez telefon, obaj byliśmy trenerami w Lidze Wiatrów (on lepszym). Ciągle się lubimy, choć sobie jedziemy, kiedy tylko możemy.

Nie zliczę ludzi, z którymi znajomość sobie cenię, którzy kiedyś w życiu mi pomogli, a których poznałem na parkiecie. Z niektórymi biłem się na boisku, z innymi wyzywałem. Ale poza boiskiem ludzie z kosza zawsze mieli u mnie pierwszeństwo przed innymi.

Na salę, najlepszą w Warszawie, chodziłem z ludźmi o skrajnie różnych światopoglądach. Wręcz z takimi, którzy są twarzami opcji politycznych, których nie cierpię i nie szanuję. Ale na boisku i siedząc na ławce gadaliśmy o koszu, NBA, życiu i to naprawdę wartościowi ludzie. Potem widzę ich w telewizji, jak robią rzeczy, od których chce mi się rzygać i wiem, że to tylko maska, którą zakładają. Każdy musi z czegoś żyć, a ja dzięki koszykówce widzę w nich ludzi – nie wrogów.

Pojawiłem się na Twitterze, żeby dawać tam upust mózgowemu ekshibicjonizmowi. Wrzucać myśli o NBA, którymi nie chcę zarzucać „prawdziwych” znajomych. Interesuję się tym bardziej, głębiej, niż mój klasyczny kumpel z kosza, który po prostu chce grać. Przy okazji, przypadkiem, poznałem masę ludzi, którzy też tak głęboko interesują się ligą. Jak teraz chcę pogadać o NBA, to nie muszę wcale zamęczać znajomych czy dziewczyny, a mogę zwyczajnie odpalić sieć i zagadać do któregoś z „internetowych znajomych”. Hardkorowym fanom NBA często bardzo brakuje ludzi do rozmów o koszu, więc bardzo cenię możliwości jakie dali mi ludzie, których w innych okolicznościach bym nie poznał. Oni też, już od dawna, są dla mnie całkiem prawdziwi.

Teraz gram tak mało, że te wszystkie relacje są trochę dalej ode mnie, a nowe nie powstają. Na swój sposób zastępuje mi to internet i fantasy. Jeśli chcesz zrobić udaną wymianę, nie jedną, a kilka, nie możesz po prostu wysyłać propozycji wymian. Musisz rozmawiać z ludźmi, poznawać ich, sposób myślenia i ich potrzeby. Budować relacje. To nie są działania cyniczne: „pogadam z nim o książkach, a potem wydymam”. To jest raczej rozmawianie z ludźmi, bo ludzie są ciekawi. To jest poznawanie innych światopoglądów i odkrywanie wspólnych płaszczyzn z prawakami, lewakami i nawet z fanami Bostonu i Lakers. Przy okazji grasz z nimi w fantasy. Przy okazji robisz jakieś deale. Ale przede wszystkim wzbogacasz się o tych ludzi.

Z tego powodu dużo bardziej cenię Dynastie Fantasy, gdzie przez lata grasz z tymi samymi ludźmi i poprzez rozmowy o graczach, często zbaczasz na inne tematy, aż w końcu się na swój sposób poznajecie. To co jest rewelacyjne, to fakt, że teraz aplikacja mobilna Y! dodała też czat, co pozwala ludziom rozmawiać o koszu, przy okazji fantasy. Wcześniej sezonówki były raczej anonimowe. Już widzę, że to się sprawdza i że np. w mojej lidze 6G Fantasy Blue uczestnicy rozmawiają w ten sposób między sobą, między jednym szalonym dealem, a drugim. Między propozycją Love’a za Giannisa czy Holiday’a za Conley’a. Justina Holiday’a.

To wszystko sprawia, że, mimo, że występuję tu w kategoriach eksperta, kiedy wymyśliłem sobie tekst o najlepszych, najbardziej perspektywicznych graczach w fantasy, wiedziałem, że nie zrobię go sam. Tu moje wspaniałe wszystkowidzące spojrzenie krótkowidza nie wystarczy. Potrzebowałem opinii z zewnątrz, więc poprosiłem ludzi, których zdanie szanuję, zwłaszcza o fantasy, o przygotowanie dla mnie Top-10 graczy, których wybieraliby w dynastii. Nie obecny Top, bo to sobie możesz sprawdzić w dowolnym rankingu. Top-10 do dynastii oznacza balansowanie między potrzebą wygrywania już, a szerszym spojrzeniem na przyszłość. To wybieranie najlepszych z najlepszych.


Najlepsi z najlepszych

Prawie wszyscy mi odpisali. Dali swoją listę. I to nie na odpierdol, tylko przemyślaną. Ludzie prosili o czas, nie chcieli robić po łebkach. Wiem, że to duże ćwiczenie umysłowe, bo sam mam pewniaków do Top-2, potem mam poważne wahania, a w okolicy 8-9 gracza zaczynam tracić grunt pod nogami. Otrzymanie tych list trochę mi ten grunt ustabilizowało, a z drugiej strony przestałem być taki pewien tych pewniaków. Bo oczywiście niemal z każdym przy okazji pogadałem i poznałem jego racje. I oczywiście przy okazji dostałem masę zajebistych pomysłów na kolejne teksty. Na połowę z nich w życiu bym nie wpadł. Dostałem też od jednego z nich właściwie gotowy tekst o Top-10, który mógłbym tu wrzucić i uwierzcie, mielibyście co czytać, bo jest pełen fascynujących przemyśleń. To nie w kij dmuchał, bo ten gość to też mój największy rywal w naszej dynastii i w ten sposób trochę się przede mną odsłonił. Dzięki Jędrzej, tekst jest kozacki. Z kolei Przemek Kujawiński nie dość, że rzucił mi milion pomysłów, czym zawstydził moją inwencję twórczą, to jeszcze poświęcił kilka godzin życia na przygotowanie przekozackiego zestawianie najlepszych graczy z… ostatnich 15 lat (!!!), które jest właściwie tematem na osobny tekst i które dziś będzie ważne. Obym nie spierdolił pracy Przemka.

Ci ludzie, moi najlepsi z najlepszych od fantasy to, kolejność losowa (w nawiasie ich Twitter):

Jędrzej Mirowski (@jjmirowski) – pokonał mnie w lidze, w której rzuciłem na szalę wszystko co miałem. Nigdy nie zaangażowałem się tak bardzo w wygranie żadnej ligi i nigdy tak bardzo żadnej nie przegrałem.

Przemek Kujawiński (@Sobriquet84) – Przemka nie tylko wszyscy tu dobrze znacie i kochacie, ale też jest naprawdę dobry w fantasy. W naszej Dynastii wszedł do ligi, wziął słaby team, popatrzył, policzył i przeprowadził najbardziej agresywne tankowanie dwóch kategorii, jakie w życiu widziałem. Odpuścił 2 kategorie niemal do zera i wygrał ligę. Teraz jest jej bezwzględnym, autorytarnym i czarno-biało sprawiedliwym komisarzem. Poza tym przygotował tę niesamowitą historyczną tabelę do której będę się odwoływał – ot tak, bo był ciekawy. W negocjacjach ostatni skurwiel, odrze Cię do gołego, a potem wycofa z dealu widząc, że została Ci metka od majtek i wróci do stołu tylko jak ją też dołożysz. Bydlę. Nie sposób tego nie szanować.

Maciek Kwiatkowski (@mackwiatkowski) – Głupio by było, gdybym to ja go tu przedstawiał. (Od edytującego: to ja się sam przedstawię – jestem Maciek i nigdy nie oddam Matthew Dellavedovy)

Michał Tomaszewski (@HermmanM) – Jest jedna osoba w fantasy, której czasem się radzę co zrobić kiedy nie mam pomysłu. To właśnie Michał. W naszych ligach zawsze zmaga się z obrzydliwą ilością pecha i prawdopodobnie jeszcze ich nie powygrywał tylko dlatego, że za bardzo lubi mieć swoich ulubionych graczy.

Mateusz Babiarz (@matbabiarz) – Założycieli i komisarz ligi NBATwitterPL. Mało kto tak kulturalnie będzie z Tobą negocjował. Niezwykle wyważony w poglądach. Król memów na Twitterze – jak spojrzysz na jego konto, będziesz miał wrażenie, że nic innego w życiu nie robi, tylko zgarnia lajki. A tak naprawdę jest niezły w fantasy.

Maciek Rabiniak (@Yuuzek) – Podobno Król Fantasy. Nie wiem czy król, ale jakbym się tu nie zżymał, jest znakomitym graczem. Nawet kiedy Cię wkurwia i przejmuje gotowe mistrzowskie drużyny.

Piotr Złotowski (@PiotrDrwalu) – Mój kolega z Pistons Poland. Jakiś czas temu zaprosił mnie do ligi, w której ssał i którą wygrałem nawet się nie przykładając i nie miałem wtedy o nim zbyt wysokiego mniemania. Od tej pory zmiażdżył mnie i całą konkurencję we wspomnianym NBATwitterPL i zrobił na mnie olbrzymie wrażenie swoimi strategiami w Dynastiach. Naprawdę trudny rywal.

Był jeszcze tutaj Oskar Pilch (@oeskaer), ale chwilowo zawiesił swoją działalność w fantasy, niestety. Wcześniej w nieprawdopodobnym stylu przebudował swój skład w naszej, „elitarnej” Dynastii. Jego drużynę przejął wspomniany wyżej Yuuzek. Wszyscy nienawidzimy za to Yuuzka, bo dostał samograja.

Ranking, który powstał na podstawie ich ocen poniżej. Za pierwsze miejsce gracze dostawali 1 punkt, za drugie 2 itd., a jeśli gracz był u kogoś poza Top10: 15 punktów. W ten sposób mamy Ranking 10 najlepszych graczy do Dynastii w fantasy (plus 7 dodatkowych), na podstawie głosów prawdziwych ekspertów.

KLIKNIJ ŻEBY POWIĘKSZYĆ

ranking

Zaskoczeniem tu jest brak głosów na Damiana Lillarda, Joela Embiida, Paula George’a, Otto Portera i CJ’a McColluma. Kandydatury Dame’a i CJa dałoby się łatwo obronić, zwłaszcza tego drugiego, a PG, Otto i Embiid, to dla mnie gracze z Top-15 w ligach dynastycznych.

Ja jednak spróbuję, także tutaj, być od moich głosujących cwańszy. Swoją dziesiątkę stworzę na podstawie rozmów z tymi ludźmi, lat rozmów z niemal wszystkimi uczestnikami lig, w których gram i grałem, tekstu od Jędrzeja i zestawienia od Przemka. To wszystko stworzy moje założenia, a na ich bazie wykiełkuje ranking najlepszych z najlepszych graczy fantasy w spojrzeniu długoterminowym. Najlepszy ranking jaki znajdziesz w sieci. Nie dlatego, że piszę go ja, ale dlatego, że piszę go ja, dysponujący mądrością masy mądrych ludzi, ludzi, od których wcale nie czuję się lepszym lub wyraźnie lepszym graczem.

Założenia ogólne, co brać pod uwagę:

1) Bieżąca wartość gracza.

W Dynastiach i nawet w ligach sezonowych, największym możliwym błędem przy drafcie i wymianach jest branie graczy o potencjale dużym lub olbrzymim przed sprawdzonymi topowymi zawodnikami. Nie wiesz jak długo będziesz grał w lidze dynastycznej i nawet nie masz pojęcia ile razy zdążysz przebudować po drodze swój skład grając w niej. Nie wiesz jak szybko Twoi top gracze Ci się znudzą. Nie wiesz, czy potem nie przydarzą Ci się kontuzje. Nie wiesz czy Twoi gracze nie zmienią drużyn i roli. Nic nie wiesz. Wiesz tylko kto jest dobry teraz. Uważam, że budując skład w Dynastii, warto patrzeć na niego tak, żeby mógł wygrać już teraz. Dobrym rozwiązaniem jest skrócenie swojego horyzontu czasowego. To nie NBA. Patrz na maks dwa lata do przodu. Jeśli Twój gracz będzie prawdopodobnie równie dobry za 2 lata od teraz, co teraz i teraz jest zajebisty, to bierz go. W ten sposób już na drafcie ukradniesz masę świetnych zawodników, a drugie tyle w wymianach. To jak w NBA – wygraj kiedy możesz, bo przyszłość jest zbyt mocno obarczona ryzykiem.

2) Wartość gracza za 2 lata.

Oczywiście. Jeśli chcesz grać long-term, musisz patrzeć też w szerszym horyzoncie czasowym. Jeśli budujesz się na teraz, warto nie budować się na jeden strzał. To też jest zbyt duże ryzyko – jeśli postawisz wszystko na jedną kartę i przegrasz, potem czeka Cię mozolne odbudowywanie przez lata. Nie wiem czy jest taki scenariusz, żeby przebudowywać się na topie jak Boston w prawdziwej NBA, ale żeby zminimalizować ryzyko musisz mieć szansę wygrać teraz, za rok i za dwa. Ligi fantasy ogólnie są pełne rywalizacji, jeśli 20 graczy gra o zwycięstwo musisz być skrajnym arogantem lub mną, czyli skrajnym arogantem, żeby zakładać, że wygrasz już. Jak oszacować wartość gracza za 2 lata? Dzięki zestawieniu Przemka, do którego przejdziemy, będzie to dla Ciebie dużo łatwiejsze.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

31

Komentarze

  1. Bartg

    17 listopada 2017 o 14:43

    Zdrowia życzymy panie komisarzu :)

    Lubię to: 3
  2. zNYKający

    17 listopada 2017 o 14:46

    Jesteś lepszy o jeden uraz od Jabari Parkera. Teraz Parker zadzwoni do Ciebie. Może też mu coś przeprowadzisz.

    Zdrowiej Wooden.

    I do zobaczenia na jakiejś sali. Gdzieś. Kiedyś.

    Lubię to: 13
  3. turobert@tlen.pl

    17 listopada 2017 o 16:33

    Bardzo dobry tekst, mimo że nie czytałem tej części o graczach w fantasy.
    Wystarczy mi ta o roli koszykówki w „naszym” życiu.

    Lubię to: 4
  4. fluber

    17 listopada 2017 o 16:51

    Przykra sprawa z Twoim kolanem. Podziwiam Twoja odwage. Mi po pierwszym rozwaleniu kolana lekarz zabronil gry w cokolwiek i sie posluchalem. Na parkiet juz nie wyszedlem.

    Mam tylko nadzieje ze nie bolalo i bolec nie bedzie.

    Tylko sie nam nie zalam psychicznie i najlepiej rob sobie terapie tekstami na 6g. 😀

    Gorąco pozdrawiamy!

    Lubię to: 3
  5. Sebastian Hetman

    17 listopada 2017 o 20:05

    Łzy <3 :*

    Lubię to: 2
  6. siepu

    17 listopada 2017 o 21:51

    Jeden z najlepszych artykułów jakie ostatnio czytałem i nawet nie gram w dynastii. Świetnie piszesz.

    Lubię to: 5
  7. Poziomas

    18 listopada 2017 o 01:11

    Hej, nie ma Lebrona, gdzieś jest błąd :)

    Lubię to: 2
  8. host3234

    18 listopada 2017 o 09:36

    Wooden, co za tekst! <3

    Lubię to: 1
  9. goozman

    18 listopada 2017 o 14:49

    damn Komiszu warto było czekać na ten tekścior. od razu w ulubionych a rzadko coś tam dodaję.. znajduję dużo analogii i prawd do których też doszedłem dzięki koszykówce. piona!

    Lubię to: 1
  10. Maka Paka

    18 listopada 2017 o 17:05

    Bardzo ładny tekst. Gratulacje. Ale w naszej lidze Blue komisarz Wooden na razie nic nie pokazał oprócz wyjęcia Antka za worek ziemniaków. Powiem więcej, oprócz poniżających ofert, nie wykazuje żadnej inicjatywy. I nie dostałeś oferty Love za Antka, tylko w pakiecie 2 za 2, więc nie ściemniaj pan.

    Lubię to: 1
  11. ozee90@gmail.com

    18 listopada 2017 o 18:41

    Współczuje kolan, dwa razy rozwaliłem, ten drugi tez bolesny dla żony bo była w końcówce ciazy – No ale juz wróciłem i gram dalej 😜 ustaliłem ze Pogram do następnego urazu i wtedy zawieszam buty na kołku. Także zdrowia wooden, jeszcze cos pograsz

    Lubię to: 2
  12. Wooden

    19 listopada 2017 o 15:23

    Dzięki za dobre słowa i dzięki za krytykę mojej aktywności w fantasy :)

    Lubię to: 1

Skomentuj