Kolanowski: Milion lat przed naszą erą


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 5 listopada 2017
fot. nba.com

fot. nba.com

Być może niektórzy pamiętają jeszcze ten film z 1966 roku o przygodach jaskiniowca Tumaka. To klasyka kina, która na pierwszy rzut oka może dziś nieco śmieszyć, ale – z uwagi na rozmach – trudno jej jednak nie docenić. Podobnie jest z historią Warrena Jabaliego. Choć jego kariera nie ma wiele wspólnego z dinozaurami, to z pewnością zasługuje na szerszy opis ze względu na podziw, jaki wzbudzał w swoich czasach.


Kinematografia to bardzo specyficzna i złożona dziedzina. Ostatecznie trudno przecież znaleźć osobę, która nie lubiłaby oglądać filmów. Mamy krytyków filmowych, mamy też szarych widzów, którzy chodzą do kina na mniej lub bardziej wyrafinowane dzieła, podbijając przy tym wszelkie rekordy box office’ów. Są również tacy, którzy zabijają nudę i oglądają filmy w domowym zaciszu z mniej lub bardziej legalnych źródeł.

Czym jest dobry film? Nie ma konkretnej odpowiedzi na to pytanie. Lubimy oglądać różne rzeczy w zależności od nastroju. Często do pewnych dzieł wracamy głównie z sentymentu, zdając sobie sprawę z ich niedoskonałości czy wręcz niekiedy kiczowatości. Sam mam sporo ulubionych filmów i ciężko byłoby mi się zdecydować na ten jeden, jedyny. Tu nie ma miana „GOAT” – o każdej porze mogę zarzucić sobie zarówno „Psy” Pasikowskiego, starą trylogię Indiany Jonesa, jak i „Wielką drakę w chińskiej dzielnicy” Carpentera (o wszelakich klasykach z Arnoldem nie mówiąc). Ten ostatni film, to takie moje trochę „smaki dzieciństwa”. Na poprawę humoru niezastąpiony. Do dziś marzę o takim podkoszulku, jaki miał w nim Kurt Russell, jako niezapomniany Jack Burton.

O gustach się oczywiście nie dyskutuje. Z filmami jest jednak tak, że jedne dobrze się starzeją, inne trochę słabiej, a niektóre wręcz fatalnie. Wszystko zależy od gatunku. Najgorzej mają na pewno te filmy, które swój sukces w dużej mierze zawdzięczają charakteryzacji lub efektom specjalnym. Don Chaffey (miał na koncie także kilku odcinków „MacGyvera” oraz „Aniołków Charliego”) wyreżyserował „Milion lat przed naszą erą” pół wieku temu i trudno oczekiwać, żeby dziś komukolwiek opadła szczęka z wrażenia.

Stare filmy mają jednak swój klimat. Jeżeli będzie się miało na uwadze datę ich powstania, możesz nawet pokiwać głową z uznaniem. Wraz z moim znajomym z siłowni, panem Rysiem – dziarskim 61-latkiem i przy okazji wielkim fanem NBA oraz bukmacherki – zastanawialiśmy się kiedyś, jak właściwie nakręcono scenę z przejściem Izraelitów przez Morze Czerwone w „Dziesięcioro przykazań” z Charltonem Hestonem. Pamiętajmy, że był to rok 1956 – Bill Russell dopiero poznawał zakamarki Boston Garden, a Jerry West wciąż umawiał się na randki z koleżankami z liceum. Na szczęście, z pomocą youtube’a powyższa zagadka została rozwikłana.

Nie inaczej jest ze starymi meczami, czy zawodnikami sprzed lat. Na pierwszy rzut oka z pozoru archaiczna technika, czy przykrótkie spodenki mogą śmieszyć, ale po dłuższej chwili, zdajesz sobie sprawę, że to wciąż ta sama gra. A ci gracze – w swoich czasach – byli naprawdę nieźli. I wcale nie byli tak mało atletyczni, jak mogłoby się wydawać. W sieci nie brakuje takich, którzy mają na to swoje dowody.

Warren Armstrong vel. Jabali, to całkiem dobry przykład pasujący do powyższej tezy. Przy swoich parametrach a’la Eric Bledsoe najlepiej czuł się w walce pod koszami. Choć w latach 70-tych nie miał większych szans na angaż w NBA, dziś mógłby być mokrym snem wszystkich miłośników smallballu. Byłby niczym Raquel Welsch ze wspomnianego na wstępie filmu o jaskiniowcach, do której prywatnie wzdychał stawiający swoje pierwsze kroki w Hollywood Arnold Schwarzenegger.

Na łamach „Szóstego Gracza” omawialiśmy już kilku szajbusów z ABA, którzy wyróżniali się nieprzeciętną brutalnością i skłonnością do niesportowych zachowań. Podobnie jak Wendell Ladner i John Brisker, Warren Jabali nie należał do tych, którzy dawali sobie w kaszę dmuchać. Napierał ostro jak Tong Po. Nie miał w planach brania jeńców. Jeśli tylko znalazł powód (albo i nie), to lał rywali niczym sadystyczny ojczym swoich pasierbów. Nie trudno było dostać od niego w papę. Szczególnie nie lubił białych. Wolał oddać nieprzemyślany rzut, niż podać piłkę białemu koledze z zespołu na wolnej pozycji. Mówiąc delikatnie, był przeczulony w kwestii rasowej i w bezpardonowy sposób potrafił o tym przypominać na każdym kroku. Gdyby żył, można by założyć się o swoją najlepszą parę domowych kapci, że nie byłby fanem Donalda Trumpa.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

29

Komentarze

  1. youngpusseydon

    5 listopada 2017 o 11:46

    Po pierwsze to tekst mega spoko. Fajnie się czytało.
    A co do samego Jabaliego to z opisu jego kariery poza samą grą kształtuje się trochę obraz wyalienowanego i uprzedzonego patusa, który był pierwszy do bicia się bo bazował tylko na sile. (może miał ku temu jakieś powody z przeszłości, nie wiem, ale brak choćby powitania w nowym klubie to zwykle buractwo z jego strony)

    Natomiast po zakończeniu kariery, wydaje się spoko gościem z tego krótkiego opisu z jego życia w Miami.

    Dla mnie osobiście niezbyt ciekawa postać, ale mino wszystko fajnie mieć świadomość ze ktoś taki kiedyś był.

    Lubię to: 5
  2. zNYKający

    8 listopada 2017 o 21:42

    Dzięki Piotrek!

    https://www.youtube.com/watch?v=i1p7s5eu90Y

    Jak myślę o Wielkiej Drace to mam w oczach tę scenę – i to tłumaczenie w kinie – Wal stara, nie pękam…

    Lubię to: 1

Skomentuj