NBA w polskiej TV: Cavaliers kontra „Najlepszy zespół Wschodu”


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 3 listopada 2017
fot. newspix.pl

fot. newspix.pl

(3-5) Cleveland Cavaliers @ (4-3) Washington Wizards

na żywo w nocy z piątku na sobotę 0:00 w CANAL+ Sport
powtórki: sobota 9:00 w Canal+ Sport, sobota 23:15 w nSport+

Przed rozpoczęciem sezonu Bradley Beal powiedział, że „czujemy się jak najlepsza drużyna Konferencji Wschodniej”. Słowa oczywiście zrozumiałe – sportowcy tak mają – ale z rzeczywistością wciąż mało mające wspólnego. Ale w rzeczy samej to właśnie Washington Wizards mogą wiosną stać się największym rywalem dla Cleveland Cavaliers w Konferencji Wschodniej. W przeciwieństwie bowiem do Celtics i Raptors, Wizards już dobrze wiedzą, kim są. Fundamenty zostały postawione jeszcze zanim Randy’ego Wittmana zastąpił półtora roku temu Scott Brooks. Trzon zespołu pozostaje praktycznie bez zmian. I dziś Wizards są faworytem meczu u siebie z pogrążoną w głębokim kryzysie drużyną LeBrona Jamesa.

Ale oba zespoły grają dziś po porażkach na własnym parkiecie. Po powrocie z całkiem udanej trasy po Konferencji Zachodniej Wizards przegrali w środę klasyczny mecz-pułapkę (116:122). W dodatku ich rywalem byli zwyżkujący Phoenix Suns, a zagrali w tym meczu Wizards bez swojego trzeciego najlepszego gracza Otto Portera (rozchorował się). Dziś jednak Wizards po raz pierwszy zobaczymy w pełnym składzie. Rehabilitację po operacji przepukliny zakończył Markieff Morris i dziś od razu pojawi się w pierwszej piątce. Wg trenera Brooksa ma zostać w tym meczu ograniczony jeszcze do 15-16 minut gry. Pierwsze dwa tygodnie sezonu pokazują jednak, że niezależnie czy w piątce gra Morris, czy ktoś inny, kwartet Wall-Beal-Porter-Gortat jest jednym z najlepszych w NBA. Powrót Morrisa tylko poprawi głębię składu Wizards i poszerzy rotację, wzmacniając tym samym ławkę rezerwowych, która powinna być od dziś właśnie lepsza, niż była w zeszłym sezonie i jest dotychczas na starcie tego sezonu.

Historią są jednak Cavaliers. A konkretnie kryzys zespołu, który wygrywa Wschód od 2015 roku.

Od czasu, gdy w zeszłym tygodniu zapowiadałem sobotni mecz z Pelicans, Cavaliers przegrali wszystkie trzy: z Pelicans u siebie (-22), z Knicks w Nowym Jorku (-19) i w środę w Quicken Loans Arena z Pacers (-17). Nie pomogło nawet spotkanie zawodników i trenerów we wtorek, podczas którego „powiedzieli sobie wszystko”.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy zdolna dominować drużyna NBA, na początku sezonu osiada na laurach. Chicago Bulls sezon 1997/98 rozpoczęli bilansem 8-7, a Miami Heat sezon 2013/14 zaczęli wynikiem 3-4. A to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów. Ale podejrzana już w zeszłym sezonie obrona Cavaliers natrafiła nagle na wiele bardzo zdeterminowanych i dużo szybciej grających zespołów (np Orlando i Indiana), które dotychczas robią jej – cytując klasyka – z dupy jesień średniowiecza. Cavaliers nagle pozwalają rywalom trafiać 14.0 trójek w meczu (najwięcej w NBA) i zamiast grać szybko, grają w tempie jak na nich ślimaczym. W dodatku w ataku LeBron James i Dwyane Wade grają ze sobą tak, jakby nigdy w życiu ze sobą w koszykówkę nie grali.

Statystyka na mecz: W poprzednim sezonie Wizards zdobywali 116.2 punktów na 100 posiadań w meczach przeciwko Cavaliers. To wynik na poziomie ataku nr 1 w NBA.

I kiedy po tej serii porażek można by wreszcie spodziewać się mobilizacji – bo dzisiejszy mecz pokazany zostanie nie tylko przecież w Canal Plus Sport, ale w amerykańskim ESPN – Cavaliers grają na trudnym terenie w Waszyngtonie i w dodatku grają bez kontuzjowanych w tym tygodniu Tristana Thompsona (po naciągnięciu łydki opuści 3-4 tygodnie) i bez Imana Shumperta (wróci w przyszłym tygodniu), czyli bez dwóch ze swoich zaledwie kilku solidnych obrońców, którzy są w składzie.

„W ostatnim roku (naszej wspólnej gry z LeBronem), kiedy awansowaliśmy razem do Finałów, nie wiem w jaki sposób to zrobiliśmy. Jako zespół, byliśmy podobni do tego, co jest teraz w naszej drużynie. Było gorzej, bo byliśmy drużyną bez świeżej krwi. Byliśmy już ze sobą za długo. Żarty już nie śmieszyły nas nawzajem, przychodziliśmy bardziej do pracy, niż żeby popracować i pocieszyć się tym co robimy. Mieliśmy siebie trochę dość. To było jak koniec małżeństwa”

To część wypowiedzi Wade’a z wczoraj – nieco makabrycznie brzmiącej, kiedy Wade odnosi te słowa, do tej drużyny Cavaliers (która pamiętajmy, że wciąż do stycznia grała będzie bez Isaiaha Thomasa – drugiego najlepszego zawodnika w składzie). W końcu w tamtym sezonie 2013/14 Heat fakt, że weszli do Finałów, ale w nich zostali rozjechani przez San Antonio Spurs 1-4, a James odszedł.

Pytanie więc raz jeszcze: ile meczów jeszcze muszą przegrać Cavaliers, żebyśmy my faktycznie zaczęli się o nich martwić?

Bo póki co, oni wyglądają jakby wciąż mieli ten sezon gdzieś, a Beal i John Wall tylko czekają na to, żeby dziś poczuć krew. Chcą zająć ich miejsce.

20

Komentarze

  1. xyz

    3 listopada 2017 o 14:22

    Nie sądzę żebyśmy w ogóle musieli się o nich martwić, przynajmniej nie w tym sezonie (a w przyszłych sezonach tylko wtedy jeśli zabraknie Lebrona). W mniejszym lub większym stopniu wszytko to przerabialiśmy już kilkukrotnie. Sezon regularny naprawdę niewiele dla nich znaczy, drużyny Jamesa wchodzą do finałów już od chyba 8 lat z rzędu. Teraz zaś jeszcze Cleveland jest osłabione na dwa sposoby. Nie gra ich drugi największy talent i dość istotnie zmienił się skład osobowy drużyny. Z czasem jednak oba te problemy właściwie zanikną i prawdopodobnie w playoffach nie będzie po nich śladu.

    Nie jest to jednak wcale takie dobre dla Cavaliers. Obecny skład (nawet w najmocniejszej wersji, ze zdrowym Thomasem i zgraną, starającą się w grze drużyną) dalej wydaje się być za słaby na Golden State. Myślę, że w trakcie sezonu najlepiej dla nich byłoby wymienić posiadany wysoki pick. Przy pewnej dozie szczęścia taki Cousins może być do wyjęcia z Pelicans. Z nim na parkiecie szanse byłyby już bardziej wyrównane.

    Lubię to: 2
    • krog

      3 listopada 2017 o 17:40

      Jesteś zbyt wielkim optymista. Cavs w tym roku nie zagrają w finale NBA, jeśli tylko Wizz będą zdrowi lub do Celtics wzmocnią się z kasy za Haywarda..
      Może to zły znak dla mnie, bo pisze to słuchając muzyki z Powrotu Króla ;-)

      Lubię to: 3
  2. Kuba

    3 listopada 2017 o 15:06

    Maciek już w drugim tekście piszesz o 8-7 Bulls z początku sezonu 97-98. To prawda (było 8-5, a potem 8-7), ale grali pół sezonu bez Pippena. Wrócił w styczniu. To trochę zmienia w kontekście „osiadania na laurach” po mistrzowskim sezonie. Nie pasuje do schematu obecnych Warriors. Mieli też inne problemy i kłopoty, ale to już mniej ważne.

    Lubię to: 6
  3. Iceman

    3 listopada 2017 o 17:26

    Nie żebym chciał się czepiać Jimson, ale pisząc o meczach Cavs w tym tygodniu chyba źle spojrzałeś na to, kto był gościem, a kto gospodarzem ;)

    Co do Cavs, to grają padlinę w obronie i tak, jakby im nie zależało. Dzisiaj zwycięstwo Wizards jest wielce prawdopodobne, ale pewniejsze jest to, że nawrzucają słabej obronie Cavs więcej niż 110pkt.

    Lubię to: 2
  4. fluber

    3 listopada 2017 o 19:38

    Irving odszedł, a Thomas jeszcze się nie wykurował. Poza tym tak się zacząłem zastanawiać, ile spotkań w sezonie wygrałaby taka oto drużyna:
    PG – Derrick Rose
    SG – J.R. Smith
    SF – Jae Crowder
    PF – Kevin Love
    C – Tristan Thompson
    6th man – Dwyane Wade
    Pozostali: Jeff Green, Kyle Korver, Jose Calderon, Iman Shumpert, Channing Frye, Ante Zizić, Cedi Osman.

    25? 30? LeBron już nie ma siły ciągnąć aż takich patałachów sam. Love rzuca 41% z gry, Rose rzuca 20% za 3, Smith rzuca 19,5% za 3 Crowder rzuca 28%, a Wade dokłada do tego 25%. W lidze, w której wszyscy rzucają za 3. Tam tylko Kyle Korver obok LeBrona gra na swoim poziomie w tej chwili.

    W Cavs jest aktualnie 3 graczy, którzy mają lepszy Offensive Rating niż Defensive Rating: Korver, James i Frye.

    Chłopaki, pobudka!

    Lubię to: 5
    • Wolver

      3 listopada 2017 o 21:28

      25-30? Kim, jak? Taka ekipa królowały niepodzielnie na dnie ligi. Gdyby te niedobitki były w stanie uzbierać pod 30 zwycięstw, to z Bronkiem i Izajaszem walczyliby chyba o okolice 70 😉

      Lubię to: 1
    • bulls2006pch24

      3 listopada 2017 o 21:42

      Takich ludzi chcial Lebron, takich ma. Zespół jest tak ustawiony i dobrany aby pod Jamesem dzialal. Inaczej nie będą grać bo oni nie sa od tego aby cos robic na swoja reke. Taki byl podzial ról już jak tam przychodzili. Irving tego nie chciał i teraz mu raczej dobrze w Bostonie. Inna sprawa ze sa starzy slabi w obronie i przeplacani. Dlatego nie ma sensu się zastanawiac ile by wygrali a ile nie bo to też nie fair wobec tej zgrali która ma biegac wobec Jamesa i która on zaakceptowal. Zresztą jest tak jak to widzialem przed sezonem ze na zachodzie by drzeli o play offs

      Lubię to: 3
    • jarokrk

      3 listopada 2017 o 22:49

      Czyli przy obecnej tu narracji? LeBron doprowadzający Cavs do Finału to GOAT? Ciągnąc za sobą stado emerytów i drużynę, która bez niego wygrałaby 30 zwycięstw :)

      Lubię to: 2
      • fluber

        3 listopada 2017 o 23:14

        Jakby thomas w tym sezonie nie zagral a lebron dociagnal ich do finalow to jak najbardziej.

        Dla mnie lebron to goat tu i teraz. Juz nie musi niczego udowadniac.

        Lubię to: 1
        • bulls2006pch24

          3 listopada 2017 o 23:26

          Dobry żart. Ciekawe do jakich narracji dojdziemy jeszcze w tym sezonie.

          Lubię to: 0
      • Wolver

        3 listopada 2017 o 23:42

        @Jarork
        Tylko Ty dorabiasz tą narrację, nikt inny. Ja tylko odniosłem się (żartobliwie z resztą – co chyba widać) do komentarza flubera, co do potencjału Cavs na liczbę „W” bez Jamesa i IT. Ale chętnie posłucham Twojej zapewne fascynującej opowieści jak i kogo by oni nie skroili, żeby w obecnej lidze dochrapać się do 30 lub wyżej, jeżeli uważasz inaczej. Pozdro ☺

        Lubię to: 1
  5. youngpusseydon

    3 listopada 2017 o 19:55

    A może kibice Cavs powinni porozmawiać ze swoimi ulubieńcami i ich zmotywować w stylu kibiców Legii Warszawa i Lechii Gdańsk? :)

    Lubię to: 8
  6. czardi

    4 listopada 2017 o 02:48

    LEBRON ISN’T DONE

    Lubię to: 6

Skomentuj