12G: Zapowiedź Week 6 (Upadek Giants i Dzień Świstaka Saints)


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 15 października 2017
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Derek Carr i Marcus Mariota wracają po jednym tygodniu przerwy do swoich drużyn. I, o jak bardzo Raiders i Titans ich potrzebują, bo przecież, gdy Carr z Mariotą schodzili przedwcześnie z boiska w Week 4, ani Raiders, ani Titans nie mieli się dobrze. Teraz oba teamy, które przed sezonem spokojnie miały zrobić play-offy w słabej konferencji AFC, są 2-3. Teraz Carr i Mariota wracają i sytuacje w obu drużynach mogą już zaraz stać się kryzysowe.

Sezon NFL znajduje się w punkcie, w którym nie ma jednego zdecydowanego faworyta. Zawodzą Patriots, zawodzą Steelers, a będący 5-0 Kansas City Chiefs nie kupi się nawet, gdy stanie się to „16-0 Kansas City Chiefs”. Za to w NFC Green Bay Packers wydają się być na najlepszej ścieżce do SuperBowl. Ścieżce, po której tylko jedną nogą idą już Seahawks, a Carson Wentz i Philadelphia Eagles właśnie się na nią wdrapali.

W tym momencie aż 21 z 32 drużyn jest o tylko jedno zwycięstwo lub porażkę od poziomu 0.500 – to najwięcej po Week 5 od 1994 roku. Tylko jeden zespół nie przegrał dotychczas meczu (Chiefs).

Wolne (bye) w tym tygodniu mają Seattle Seahawks (3-2), Buffalo Bills (3-2), Dallas Cowboys (2-3) i Cincinnati Bengals (1-3).


Kat stoi i czeka

Sąd Federalny wstrzymał w tym tygodniu ważność odwołania 6-meczowego zawieszenia Ezekiela Elliotta. W piątek rzecznik prasowy NFL Joe Lockhart potwierdził, że zawieszenie rozpocznie się od kolejnego meczu Dallas Cowboys w Week 7. „Pan Elliott jest w tym momencie zawieszony. Nie będzie grał przez 6 kolejnych spotkań, chyba, że dojdzie do innego orzeczenia sądu” – powiedział. Tylko, że wg znawców prawa pracujących dla NFL.com możliwe jest to, że jeszcze w przyszłym tygodniu uda się prawnikom Elliotta odwołać to …odwołanie zawieszenia. Nie jest więc wcale pewne, że zobaczymy Zeke’a dopiero w Week 13.

Cowboys mają „Bye” w tym tygodniu, więc zawieszenie weszłoby w życie od wizyty w San Francisco (22.10), a rolę running-backa za gorszą, niż w ubiegłym sezonie linią pełnić by mieli Darren McFadden i Alfred Morris. Znakomity sezon Eagles i dalszy terminarz sprawia już prawie niemożliwym, żeby Cowboys udało się wygrać NFC East. Zawieszenie Elliotta mogłoby przekreślić to, że uda im się skończyć sezon w play-offach.

Odell Beckham i Marshall skończyli sezon

Odell Beckham w zeszły poniedziałek przeszedł operację kostki i jeszcze tego samego dnia Ben McAdoo potwierdził, że najlepszy gracz New York Giants i jeden z czterech najlepszych wide-receiverów ligi nie zagra już w tym sezonie. W poniedziałek na swoim koncie Instagram WR2 Giants Brandon Marshall potwierdził, że operacja kostki zakończy także jego sezon.

Trudno jednak rozpatrywać to nawet w kategoriach ciosu, który powali New York Giants (0-5). Bo przecież już przed kontuzjami obu receiverów Giants leżeli na deskach.

O skomplikowanej sytuacji i przyszłości New York Giants Futbolu Amerykańskiego poniżej pisze Piotr. Piotr wczoraj wziął ślub. Gratulacje!

Koniec sezon Watta i Mercilusa

W zeszły poniedziałek Bill O’Brien potwierdził, że swój sezon niestety zakończył już J.J. Watt. 3-krotny najlepszy obrońca ligi wracał po sezonie 2016 praktycznie w całości straconym przez kontuzję pleców. I choć w dotychczasowych meczach w tym sezonie nie miał ani jednego sacka, to od Week 2 Watt był w samej czołówce „hurries” i odzyskiwał dawną dynamikę. Złamanie kości piszczelowej przywraca jednak pytania: czy Watt jest jeszcze w stanie być dominującym obrońcą w NFL.

Nie zagra też już inny pass-rusher Texans Whitney Mercilus. OLB fantastycznego front-7 zerwał mięśnie klatki piersiowej. Watta i Mercilusa zastąpić mają podpisani w zeszłym tygodniu weterani DE Kendall Langford i OLB LaMarr Houston – gracze oczywiście klasy nieporównywalnej.

W zeszłym sezonie Texans byli jednak w stanie awansować do play-offów bez Watta – teraz mają dużo lepszego QB, niż Brock Osweiler (…). Nie wszystko jeszcze stracone, aczkolwiek terminarz Texans jest w tym sezonie dużo trudniejszy.

Rozterki Big Bena

Przez dwa ostatnie offseason Ben Roethlisberger zastanawiał się nad zakończeniem kariery. Mało kto brał to oczywiście na poważnie, ale po blamażu z Jacksonville Jaguars w zeszłym tygodniu, w którym rzucił career-high 5 interceptions (nie wszystkie były jego winą, ale…) „Big Ben” powiedział w szatni:

„Może już nie mam tego, co miałem kiedyś”

Historią nie jest tutaj to, że Big Ben zagrał jeden ze swoich najsłabszych meczów kariery w starciu z być może najbardziej utalentowaną obroną w NFL. Historią jest to, że Roethlisberger już w zeszłym sezonie wyszedł z grona 3-4 najlepszych QB’s ligi, a w tym sezonie do meczu z Jaguars już nie był nawet tej czołówki blisko.

Wg Next Gen Stats Roethlisberger w sezonie 2016 kończył tylko 39% podań rzucanych w tzw „tight-windows” (receiver był w odległości mniej niż jednego jarda od obrońcy). To był dopiero 20. wynik w NFL. W tym sezonie Big Ben ma w takich sytuacjach passer-rating na fatalnym poziomie 24.2 – i jest to najgorszy wynik w całej lidze.

I to klucz do zrozumienia tego co dzieje się z Big Benem. Bo często ostatnio podkreśla się to, że rok temu rzucił aż 14 touchdownów długimi podaniami, a w tym sezonie gorszy passer-rating od niego w takich podaniach ma tylko DeShone Kizer.

Czy Big Ben jeszcze to ma? Jak pisałem przed rozpoczęciem sezonu – to ma być sezon Steelers, bo to wygląda na najlepszy skład Steelers w ostatnich latach, a zarazem ostatni akord kariery Roethlisbergera. W tym tygodniu biorą udział w Meczu Weekendu w Kansas City.

Wentz i Eagles fruną

Jeden z najlepszych meczów sezonu rozegrano w czwartek. Stanęły na przeciw siebie bardzo podobne drużyny: doskonałe front 7’s (4-2) Carolina Panthers i (5-1) Philadelphia Eagles (23:28), gorący w ostatnich tygodniach quarterbackowie i nieprzekonujący, ale solidni receiverzy. Różnica? Jedna drużyna ma grę biegową, druga kompletnie ją zatraciła. Christian McCaffrey i Jonathan Stewart za linią pozbawioną centra Ryana Kalila wybiegali cały …1 jard z 13 prób. Przez cały mecz biegali praktycznie do tyłu, a Fletcher Cox sprawił, że Newton już od pierwszej kwarty czuł podchodzący mu pod gardło pocket i rzucił ostatecznie 3 INT (choć po prawdzie tylko jedna z nich była jego winą).

Zła informacja z tego meczu to fakt, że przy stanie 10-3 Panthers w drugiej kwarcie stracili ze wstrząśnieniem mózgu Luke’a Kuechly. To już trzecie w trzech ostatnich sezonach wstrząśnienie mózgu najlepszego middle linebackera ligi. Kuechly mówił przed tym sezonem, że kolejne wstrząśnienie może przekonać go do tego, żeby zakończyć karierę. Dobra informacja w tym wszystkim to fakt, że w piątek po meczu Kuechly czuł się ponoć bardzo dobrze i „normalnie”.


fot. AP Photo

fot. AP Photo

Piotr Stokłosiński

Eksplodujący talent Sterlinga Sheparda i oswobodzone z kajdan o nazwie New York Jets ręce Brandona Marshalla w połączeniu z gwiazdą ligi, Odellem Beckhamem Jr. spowodowały, że rzesze ekspertów typowało (0-5) New York Giants jako głównych kandydatów do udziału w Super Bowl. Nic z tego, w zeszłą niedzielę nowojorczycy stracili nie tylko kolejną szansę na wygraną, ale i perspektywy. Są 0-5 i konia z rzędem temu, kto postawi pieniądze na to, że zaraz nie zrobi się z tego co najmniej 0-8.

Chcąc przyjrzeć się bliżej anatomii upadku Giants trzeba by sięgnąć znacznie głębiej, niż problemy z kontuzjami i kiepska linia ofensywna.

Atuty, które pozwoliły przed rokiem awansować im do Wild Card Round straciły na sile. Elementy funkcjonujące nieźle (choćby Eli Manning) przestały działać, a te do których można było mieć zastrzeżenia (wspomniana linia ofensywna) stały się jednymi z najgorszych w lidze. Drużyna zamiast po złapaniu roku doświadczenia i powalczenia o coś więcej, za chwilę może walczyć o pierwszy wybór w drafcie.

W 2016 roku defensywa Giants była tak dobra, że nawet coraz częstsze gorsze dni Manninga nie przeszkadzały im w wygrywaniu. Przez cały sezon dołem oddali więcej niż 100 jardów tylko sześć razy, w tym roku dopuścili się tego w każdym meczu. Górą nie bronią lepiej, a zawodził Eli Apple, dziesiątka zeszłorocznego draftu, który w sezonie 2016 grał jak wybór z Top-3 i wyglądał jak przyszły lider tej defensywy. W niedzielę, po czterech pierwszych meczach sezonu Apple starcie z Chargers rozpoczął na ławce. Dla 24-latka był to dość jasny sygnał, że jeden dobry sezon nie czyni go automatycznym starterem. Co na to Apple? “Nie byłem zachwycony, rozejrzano się, powiedziano ‘Ok, tu leży problem’, ale to nie jest problem jednego członka zespołu, chodzi o całość, musimy się temu przyjrzeć i naprawić”. Ciekawe, czy cornerback z NY nabierze nieco więcej samokrytycyzmu po kolejnych porażkach.

A te wiszą w powietrzu. Gorzej od nowojorczyków biegają tylko Cardinals i Dolphins, a hipotezy o tym, że w skali od 0 do 100 Eli nie ufa swojej linii ofensywnej na 120, żyją własnym życiem na Twitterze od niemal pierwszego tegorocznego snapu. Eli nie ryzykuje, często widząc, że pierwsza opcja w danej zagrywce jest dobrze kryta, oddaje piłkę byle komu, byle szybko, najczęściej do running-backa. Zresztą, tylko Brian Hoyer wypuszcza piłkę z rąk po snapie szybciej (2.39 s) od Manninga (2.41). I choć paradoksalnie w samych jardach górą Giants są obecnie 10. w lidze (sezon temu dopiero 17m.), to wynika to bardziej ze słabości konkurencji – sami Giants mają tylko sześć jardów na mecz więcej, jeśli chodzi o podania.

A najgorsze dopiero nadchodzi. Nadchodzący terminarz rozbitych kontuzjami Giants to mecze z Broncos, Seahawks i Rams – trzy z pięciu najlepszych front-7’s w lidze. Polscy fani Giants będą musieli odnaleźć w sobie mnóstwo silnej woli, aby na ten pierwszy mecz wstać w poniedziałek o 2:30. Von Miller zapewne długo będzie śnił się Manningowi, a tego przecież kilka dni później będą go atakował wypoczęci po bye week K.J. Wright, Bobby Wagner, Michael Bennett, Frank Clark, Jarran Reed i inni. Później ekipa z MetLife Stadium ma swój bye week, ale wtedy może być już po sezonie, bo chyba mało kto wierzy w zwycięstwa w powyższych potyczkach. Jeśli spojrzeć na dalszy terminarz NYG, to właściwie niewielu tam jest dużo łatwiejszych rywali. Jeden mecz, w którym będą wyraźnymi faworytami nawet mimo kontuzji to wyjazd do San Francisco na mecz z 49ers, ale później? Chiefs, Redskins, Raiders, Cowboys, Eagles, Cardinals, Redskins. Jeśli masz wśród znajomych fanów Bena McAdoo, to życzenie im Wesołych Świąt może być nieco ironiczne.

W NFC East otaczają Giants drużyny co najmniej bardzo dobre, młode, utalentowane, z opcjami w ofensywie. Giants jeszcze przed chwilą wpisywali się w ten obrazek. Umówmy się, to 0-5 to jedna z największych sensacji tego sezonu, może nawet największa. Teraz mało kto spodziewa się poprawy, ale jak się do tego zabrać, z której strony właściwie zacząć, skoro w drużynie, która wydawała się niemal kompletna, spadek jakości niemal w każdym aspekcie gry skumulował się w to, co widzimy teraz?

Kto wie, może wystarczy odrobinę więcej szczęścia, zdrowia, jeden czy dwa dobre picki w drafcie i jeszcze będzie przepięknie. Może nawet na skalę skoku wykonanego przez Cowboys w latach 2015-2016. Może taki rok jak ten jest potrzebny? Może potrzeba kilka odważnych decyzji, jak ówczesne odstawienie Romo na rzecz Prescotta…


fot. AP Photo

fot. AP Photo

Dominik Kędzierawski/Pelicans.pl/Saints

Bill Murray to postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Komik, aktor, pogromca duchów, a w trakcie sezonu najbardziej znany kibic Uniwersytetu Xavier na świecie. Największą sławę jednak osiągnął dzięki roli Phila Connorsa w komedii „Dzień Świstaka”, komedii która na dobre wpisała się do popkultury przełomu wieków. Podobnie jak wpisał się motyw prezentowany przez ten film – bohatera przeżywającego ten sam dzień w kółko.

Jak się to ma do sportu? Tak, iż każdy zespół w swojej historii przeżywał los mniej lub bardziej zbliżony do Phila Connorsa. Wszak drodzy fani Sixers, czy przez ostatnich kilka lat każdy kolejny sezon nie wyglądał dla Was tak samo? Wysoki wybór w drafcie – przeznaczony na kontuzjowanego zawodnika i kolejne porażki, dające następny wybór w drafcie. Déjà vu? A Wy, fani Browns? Budzący się i przeżywający te same problemy zespołu od przeszło dwóch dekad? Różnica polega na tym, iż dla jednych wiosna już przyszła, a na drugich czeka jeszcze sześć tygodni zimy.

Lecz żaden klub nie przeżywał tego tak, jak przeżywają (2-2) New Orleans Saints. Co więcej, historia Saints zgodnie pokrywa się z fabułą filmu. Nowe zespoły zawsze potrzebują czasu, aby włączyć się do poważnej walki o mistrzostwo, lecz Święci przebili wszystkich, do pierwszych playoffów dostając się dopiero po 27 latach istnienia.

„Co byś zrobił, gdybyś utknął w jednym miejscu, każdy dzień był taki sam i nic, co zrobiłeś, nie miało znaczenia?”

Kiedy w 1966 roku Saints byli tworzeni, towarzyszyło temu niemałe zainteresowanie. Wszak proces sprowadzenia zespołu do Crescent City trwał już wtedy od kilku dobrych lat, a zaangażowani w niego byli między innymi stanowi: senator oraz kongresmen. Zainteresowanie to pobudzało tylko zatrudnienie Jima Taylora, byłego MVP ligi oraz czterokrotnego mistrza w barwach Packers. Koniec końców skończyło się jednak na trzech wygranych i zapał ostygł.

Co sezon Saints udawało się wygrać kilka spotkań, ale nie potrafili przebić bariery 5 wygranych. A w międzyczasie zmieniało się wszystko – stroje, kolory, zawodnicy, trenerzy, a nawet i stadion. Zwyżka formy przyszła w latach 1978-1979, kiedy to prowadzeni przez Dicka Nolana, z Archie’m Manningiem za centrem, Saints wygrali 15 spotkań przez dwa lata. Za wyjątkiem Manninga, który został zawodnikiem roku konferencji, dzisiaj głównie pamięta się o Russelu Erxlebenie, znanym także jako „Najgorszy wybór w historii NFL”. Nie wierzycie?

„Saints sięgnęli po niego, licząc, iż zajmie on się obowiązkami zarówno kopacza, jak i puntera. […] Saints jednak przegrali pierwsze trzy spotkania, a to pierwsze, przeciwko arcywrogom – Atlanta Falcons, przegrali na oczach 70,940 fanów w Superdome. Przegrali przez Erxlebena. Przy stanie 34-34, w środku dogrywki, piłka po snapie przeleciała obok głowy Erxlebena, zatrzymując się na linii jednego jarda. Ten podniósł piłkę i próbując ratować akcję, rzucił piłkę. Została ona jednak przechwycona przez Jamesa Mayberry’ego na 6 jardzie, a ten spokojnym krokiem zdobył przyłożenie na zwycięstwo. W swoim drugim spotkaniu Erxleben doznał kontuzji i więcej już nie wystąpił w tym sezonie.”

Aż do czasu przejęcia zespołu przez Jima Morę, który stworzył jedną z najlepszych defensyw w historii ligi – Dome Patrol – Saints cierpieli.

Przez 27 lat zaledwie dwa razy osiągnęli bilans 0.500, ani razu go nie przekraczając… Z perspektywy czasu bardzo trudno jest nawet wskazać pięć pozytywów tamtych sezonów. Wtedy właśnie powstał przydomek „The Aints'” oraz słynna już tradycja papierowych toreb na głowach fanów. Od Jima Taylora do Russella Erxlebena, wybory dokonywane przez sterowników nie miały znaczenia, gdyż Saints stale byli na dnie, a każdy sezonu był taki sam. Tak jak dzień Phila Connorsa.

„Ten dzień był idealny. Nie mogłeś zaplanować dnia takiego jak ten.

– Cóż, mogłem. Wymaga to po prostu wiele pracy.”

Tak jak Phil ze swoich działań, tak i Saints w końcu postanowili wziąć nauczkę z kolejnych sezonów. Era Mory rozpoczęła się od bilansu 7-9, aby już w następnym sezonie osiągnąć rekordowe dla zespołu 12 zwycięstw, za co sam Jim został nazwany trenerem roku. Playoffowy debiut Saints był jednak bardzo bolesny – 10-44 z Vikings w Superdome. W siłę coraz bardziej rosła czwórka linebackerów Saints, nazwana potem Dome Patrol: Rickey Jackson, Pat Swilling, Sam Mills oraz Vaughan Johnson. Za wyjątkiem ich pierwszego sezonu razem, zawsze prowadzili Saints do dodatniego bilansu. Jeszcze trzykrotnie osiągnęli playoffy, w latach 1990-1992, a ukoronowaniem ich dominacji była nagroda Defensive Player of The Year dla Pata Swillinga. W 1992 roku cała czwórka została nominowana do Pro Bowl, będąc jedynym unitem w historii NFL, który w pełni trafił do Pro Bowl. Ogólnie, przez siedem lat wspólnej gry w Superdome, Dome Patrol zebrał razem 18 nominacji do Pro Bowl oraz 10 nominacji do zespołów All-Pro. W 2012 NFL Network nazwali ich najlepszym unitem linebackerów w historii ligi.

Ale podobnie pierwsze podejście Phila do Rity, nie poskutkowało to szczęśliwym zakończeniem. Era Mory była pierwszym, co przyniosło radość do Superdome, lecz zawsze jej czegoś brakowało. Na dziesięć pełnych sezonów Jima w Nowym Orleanie nie przypadła żadna wygrana w playoffach. Gwoździem do trumny trenera Saints okazały się ruchy kadrowe, rozpoczęte już po porażce z Eagles w play-offach 1992 – oddanie Swillinga do Detroit w wymianie, odejście Jacksona oraz Johnsona rok później i Millsa jako ostatniego w 1994 roku. Święci trzymali poziom przez ten czas, kończąc sezony z bilansem 8-8, 7-9 oraz 7-9 już bez jakichkolwiek śladów Patrolu. Jim Mora odszedł po ośmiu spotkaniach sezonu 1996, lecz do dzisiaj jest wspominany ciepło w NOLA, w końcu to za jego kadencji zespół zaczął osiągać sukcesy.

„Czy miewa Pani déjà vu, Pani Lancaster?”

Morę zastąpił Mike Ditka, który z kolei wsławił się przeprowadzeniem jednej z najgorszych wymian w historii ligi – oddaniem wszystkich picków draftu 1999 oraz wyboru w pierwszej rundzie 2000 za 5 wybór draftu i biegacza Ricky’ego Johnsona, którego już po trzech sezonach nie było w Nowym Orleanie.

Poza tą wymianą, jego rządy lepiej przemilczeć, gdyż były dalekie od tych z Bears AD 1985. Zastąpił go Jim Haslett, który w swoim pierwszym sezonie awansował do playoffów oraz zgarnął nagrodę dla trenera roku, ale w następnych sezonach był równie stabilny, jak dzisiejsi Saints – 7-9/9-7/8-8/8-8. Najbardziej bolesny zaś sezon 2002, gdzie potężna ofensywa prowadzona przez Jeffa Horna oraz Deuce’a McAllistera zaprzepaściła playoffy przegrywając trzy spotkania z rzędy na zakończenie sezonu. Zespół Hasletta był solidny, ale podobnie jak ekipie Mory zawsze mu czegoś brakowało. W 2005 roku zaś morale zespołu było w gruzach, po tym jak uderzył huragan Katrina, a Saints byli zmuszeni tułać się po kraju. Zaledwie trzy wygrane oznaczały koniec Hasletta.

„Wiesz co jest dzisiaj?

– Nie, co takiego?

Dzisiaj jest jutro. Stało się.”

Zarówno Phil, jak i Saints zaznali happy endu na koniec dnia świstaka. Phil znalazł miłość, zaś Święci zdobyli jedyny mistrzowski pierścień w historii miasta. Sean Payton stworzył jedną z najlepszych ofensyw w historii, wraz z Drew Breesem bijąc wiele rekordów, choć zaczął niemal identycznie jak poprzednik 10-6/7-9/8-8.

Saints Paytona jednak wzięli nauczkę z błędów, budując silny zespół, bez większych wad, o ile takie w ogóle istniały w 2009 roku. Efektem było wygranie trzynastu spotkań z rzędu na rozpoczęcie sezonu 2009 – sezonu mistrzowskiego.

Ale co z jutrem? Co z zespołem po wyrwaniu się z dnia świstaka? A odpowiedź brzmi:

„Cóż, to Dzień Świstaka… znowu…”

Rok w rok Saints towarzyszą wielkie oczekiwania, świetna ofensywa, dziurawa defensywa (która przy okazji pobiła parę rekordów…), a na koniec rozczarowanie i szydera z powodu BountyGate. Przez tych parę lat po wygraniu pierścienia Saints mieli realne szanse na kolejny, ale nie potrafili tego dokonać – wystarczy wspomnieć sezon 2011 i rekordowe 5466 jardów Drew Breesa, zakończone już w Divisional Round. Tak blisko, a tak daleko zarazem, jak za Mory i Hasletta. Saints zamiast tego jednak popadli w przeciętność, bo jak inaczej można wyjaśnić czterokrotną powtórkę bilansu 7-9 w ciągu 5 sezonów?

„Co dzisiaj robiłeś?

To co zawsze.. to co zawsze…”

Może jest to istotą bytu Saints?

Wszak od przybycia Jima Mory w 1986 roku zaledwie pięciokrotnie mieli mniej, niż 7 zwycięstw i tylko trzykrotnie mniej niż sześć, każdy z tych trzech sezonów kończąc z bilansem 3-13. Playoffów było dziewięć. Szesnaście więc razy sezon kończyli bez udziału w nich, piętnaście razy kończąc go z jednym z tych trzech bilansów: 7-9/8-8/9-7. Przeciętność, oto jej idealna definicja. I nic, co zespół robił, nie miało na to wpływu, gdyż tak jak mieszkańców Punxsutawney, czekały ich tylko i wyłącznie dwie wizje losu: wiosna (playoffy) albo sześć tygodni więcej zimy (przeciętność).

Z pewnością zarzucić zespołowi można, iż jest zbyt dumny. Iż woli wygrać kilka spotkań więcej, niż wywalczyć wysoki wybór w drafcie. Taki jest obecny zespół, który w dwóch minionych latach dostawał niespodziewanej zwyżki w formy w grudniu, choć był już poza jakąkolwiek walką o mistrzostwo.

Fabułę filmu w wydaniu nowoorleańskim serwuje nam także trwający sezon. Cały lipiec i cały sierpień trwała wielka euforia wobec tego, iż w końcu mamy w Nowym Orleanie defensywę, że ona w końcu zaskoczy! Tylko po to, aby już w pierwszym tygodniu wrócić do błędnego koła i przeżywać dokładnie to samo raz za razem. W drugim tygodniu sezonu? Déjà vu. I dopiero w trzecim, idąc śladami fabuły, Saints się przełamują. Ich defensywa żyje. Jest młoda. Jest gniewna. I przede wszystkim, wszystko jej się udaje. Tydzień później? To, co w trzecim. Młoda i gniewna defensywa, której wszystko się udaje. I jeśli zamierzają się jej trzymać do końca sezonu, a ich każde spotkanie ma wyglądać tak, jakbyśmy je już widzieli, to są powody do wiary w szczęśliwe zakończenie. I nawet jeśli szczęśliwego zakończenia w tym sezonie się nie uda osiągnąć, to zmówimy modlitwę i wypijmy za pokój na świecie, najlepiej w rytmie Jazzu – po nowoorleańsku.

Koniec końców, New Orleans Saints to Phil Connors, a ich Ritą jest defensywa. Zajmie im to wiele długich dni, ale w końcu znajdą wspólne szczęście. Tak jak oni, będzie to w lutym, jeszcze zanim wiosna nadejdzie.

Dominika Kędzierawskiego znajdziecie na Twitterze, a więcej tekstów na stronie o New Orleans Pelicans i New Orleans Saints.


ZAPROŚ KOLEGĘ: (3-2) Pittsburgh Steelers @ (5-0) Kansas City Chiefs (godz. 22:25). Co tu dużo mówić – to „Statement Game” dla Big Bena. Ale to też „statement game” dla Alexa Smitha, bo właśnie po przegranej ze Steelers w Divisional Round menedżment Kansas wybrał w I rundzie ostatniego draftu Patricka Mahomesa. Smith lideruje nr 1 pass-offense w NFL i wciąż rzuca bardzo krótkie podania (4.7 jarda na 3rd down – jest ostatni w NFL), ale dzieje się to, co działo się już w drugiej części poprzedniego sezonu – Travis Kelce i Tyreek Hill wyrośli na gwiazdy ligi i Chiefs królują w jardach po chwycie. A do tego dołączył running-back Kareem Hill i nagle Chiefs mają gwiazdy, i fajerwerki, które …mieli mieć w tym sezonie Steelers.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

13

Komentarze

  1. Pagór

    15 października 2017 o 11:40

    Panowie super robota, oby tak dalej!

    Lubię to: 2
  2. bubsatchi

    15 października 2017 o 23:54

    49ers znowu byli w końcówce…

    Lubię to: 0

Skomentuj