12G: Zapowiedź Week 3 (London Jaguars)


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 24 września 2017
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Trzecia niedziela sezonu 2017 przynosi atrakcje innego typu, niż te w dwóch pierwszych tygodniach. Nie mamy ani jednego meczu z gatunku „must-see”, za to NFL Sunday rusza dziś już od godz. 15, czyli od 15-tej do 5-tej rano futbol będzie trwał i trwał.

A najlepiej go oglądać przy użyciu NFL GamePass, bo poza możliwością oglądania tam meczów, 40-minutowych skrótów i specjalnego wideo dla trenerów, znajduje się w archiwum jakieś 15 dni historycznych materiałów wideo, od cyklu starych SuperBowls, przez cykl Football Life, na godzinnych podsumowaniach Top10 kończąc.

Jest w tym momencie 9 drużyn z bilansem 0-2. Wg strony Football Outsiders w 41% symulacji (50 tys. prób) tylko jedna z tych drużyn robiła play-offy. W ostatnich dwóch sezonach udało się to jednak 3 drużynom, które zaczynały sezon od dwóch porażek. Od 2006 roku było razem takich zespołów 10.

Do czwartku 40,3 punktu na mecz zdobywane na mecz w tym sezonie, to był najgorszy wynik od 20 lat. W czwartek jednak Rams i 49ers (41-39) dali nam niespodziewanie jeden z najlepszych meczów tego sezonu. Co ciekawe, 45,6 punktów zdobywanych po dwóch tygodniach w zeszłym sezonie, było najlepszym wynikiem od 1998 roku.

Dziś wyjątkowo zmieńmy kolejność, bo już o godz. 15 NFL wraca do Londynu. O tym poniżej pisze Piotr.


Piotr Stokłosiński

NFL usiłuje podbić świat i już od paru lat liga ta robi sobie z Londynu bazę wypadową i rozgląda się, gdzie dalej można uderzyć. Rokrocznie na Wembley, stadion na tych meczach jest wypełniony po brzegi, o bilety dość trudno, nie tylko pod kątem finansowym, a wszystko to pomimo faktu, że rzadko kiedy do Europy wybierają się topowe drużyny.

Jasne, pojęcie „topowe drużyny” w tej lidze zmienia się właściwie z roku na rok, ale żadna z nich nie ma większej ochoty w środku sezonu fundować sobie takiej wyprawy. Zwłaszcza, jeśli ma się to odbyć kosztem meczu na własnym stadionie. W tym roku Wielka Brytania przyjmuje gości z USA już w trzecim tygodniu rozgrywek i są to goście w postaci (2-0) Baltimore Ravens i stałego bywalca Londynu – (1-1) Jacksonville Jaguars. Z perspektywy pierwszych meczów w tym sezonie i popisów (defensywnych) obu ekip, sam mecz może nie będzie niebywałym widowiskiem, ale z pewnością zapowiada się ciekawiej, niż wiele meczów tej niedzieli.

Zwłaszcza za sprawą Ravens, ale ja nie o nich. Ekipa z Baltimore ma kapitalną defensywę, przechwytuje posiadania w tym sezonie tak często, że żadna inna drużyna nawet nie zbliża się do osiąganych przez nich liczb, a Joe Flacco nawet nie musi być starym sobą. Wystarczy, że Flacco jest na swoim stałym, całkiem porządnym poziomie. Gwiazdami wieczoru poranka mają tam być jednak Jaguars, towar eksportowy wciskany Europie od lat jako „Wasz team to watch!”. Ten team od lat jest jednym z najgorszych lidze – jeśli NFL chce się promować w Europie, to mogli wybrać lepiej, ale ok, przyjmijmy, że w tym sezonie z ‚beznadziejnej’ ta drużyna stała się ‚całkiem ciekawa’.

Wszystko to za sprawą tych wszystkich picków, które w ostatnich latach władze Jags przeznaczyły na wzmocnienie defensywy. Ta układanka zaczyna w końcu wyglądać tak, jak wszyscy tam wyobrażali sobie to w ostatnich miesiącach. Kondycyjnie co prawda Jags dalej mają sporo do nadrobienia, bo o ile Texans udało się zatrzymać na siedmiu punktach (29-7 w Week 1), zupełnie ich neutralizując, to z Titans (16-37 w Week 2) już nie było tak łatwo. W pierwszej połowie ekipa Douga Marrone wciąż trzymała fason, ale konsekwentna, fizyczna ofensywa gospodarzy sprawiła, że w pewnym momencie tej młodej obronie Jaguars po prostu odcięło prąd i „worek z punktami się rozwiązał”.

I choć dalej Jaguars są bardziej na etapie „super potencjału” niż „defensywy, która sama wprowadzi team do postseason”, to pewnie byłoby im dużo lżej gdyby ofensywa robiła… cóż, cokolwiek.

Blake Bortles jest okropnie słaby w futbol amerykański. I o ile jeszcze przed rokiem broniłem go własną piersią mówiąc, byśmy dali mu chwilę – ludzie wokół niego też do elity nie należą, radzi sobie z tym co ma na tyle, na ile umie – to pierwsze dwa mecze tego sezonu nie pozostawiają złudzeń. Uważam, że gdyby EverBank Field dali kontrakt Colinowi Kaepernickowi, to Jaguars może mogliby nawet podgryzać Tennesse w walce o wygranie dywizji. Bortles przetrzymuje piłkę, a jak już ją wypuszcza z rąk (i nie jest to fumble…), to często wybiera przedziwne opcje, kończące się interception.

Fani Jaguars mają pecha, ale i NFL ma pecha. Tak już jest, że wizytówką drużyny jest QB i choć faktycznie ten zespół nie jest już olewany, to dalej brakuje mu charakteru, postaci, za którą mogłaby podążyć reszta, a przede wszystkim, która porwałaby serca fanów w Londynie.

Gdzieś na końcu tunelu jest już światełko, bo Jags podpisali Ryana Nassiba i co prawda o ile będzie to rozwiązanie na zasadzie z deszczu pod rynnę, to Jaguars już nie udają, że nie widzą problemu i już po drugim tygodniu szukają opcji. Szkoda tylko, że najlepsza z nich dalej leży nieruszana i nikt nie ma ochoty się po nią schylić.


Ratingi (znów) w dół

Była to niemała historia w zeszłym roku, tłumaczona wówczas w dużej mierze ekscytującym finiszem kampanii prezydenckiej. Sytuacja się jednak powtarza.

Telewizyjne ratingi w Week 1 poszły o 12 punktów procentowych w dół w porównaniu z sezonem 2016. Te w Week 2 przyniosły spadek o 15 punktów procentowych.

Jest to alarmujące dla NFL, nawet w czasie, w którym oglądalność telewizyjna w sporcie spada przez różnego rodzaju opcje streamowania. Jako powody spadku wymienia się raz jeszcze zwiększoną świadomość odbiorców z zagrożenia dla graczy przewlekłą urazową encefalopatią mózgu (CTE), ale też protesty Colina Kaepernicka i graczy oraz rosnący udział oglądających „NFL Redzone” wśród fanów futbolu.

Dobry start? Proszę oto kontrakt

Detroit Lions to zespół, który w sobotę jednym chórem wymieniliśmy z Karolem jako największą niespodziankę tego sezonu.

I kilka godzin po podcaście, pracujący w Detroit czwarty sezon Jim Caldwell (bilans 29-21) otrzymał przedłużenie umowy. Jedynym trenerem bez kontraktu na sezon 2018/19 pozostaje więc Marvin Lewis w Cincinnati Bengals, któremu po starcie 0-2 przed tygodniem zwolniono ofensywnego koordynatora. Lions grają dziś ważny mecz u siebie z Falcons, Bengals goszczą u mocno osłabionych Packers.

Co z tą ofensywną linią, NFL?

Drugi sezon z rzędu jednym z motywów stają się spadające umiejętności zawodników ofensywnych linii, odpowiedzialnych za chronienie quarterbacka i kreowanie gry biegowej running-backom. Wg NFL Research 5,2 sacka na mecz, to najwięcej w NFL po dwóch pierwszych tygodniach, licząc aż od 20 lat.

Osobiście, nic nie pociąga mnie w futbolu bardziej, niż oglądanie tych wielkich, majestatycznych, mierzących nie rzadko po 200 cm i ważących często powyżej 120 kilogramów figur, które przez cztery kwarty wypychają cię, nie dają się przejść, albo zbiegają do drugiej linii i blokują dla runu, biegnąc przed siebie. Gdybym kiedyś dał się koledze w Słupsku przekonać do grania w futbol, nie wychodziłbym z McDonalda i zostałbym właśnie takim liniowym.

Lubię włączyć popołudniu mecz sprzed 10, 20, 30 lat i wyzerować swój wzrok na ofensywnej linii: oglądać technikę rąk, oglądać pracę stóp i siłę ludzi takich jak Jon Runyan, jak Anthony Munoz, jak Orlando Pace, czy Jonathan Ogden. Ale ci ludzie nie grają teraz w NFL i podobnych zawodników jest coraz mniej. Oczywiście nadal są postaci takie jak Andrew Whitworth (chroniący teraz na lewej flance Jareda Goffa w Rams), jak legendarny Joe Thomas (Browns), jak guard Richie Incognito (Bills), czy Zack Martin, Travis Frederick i Tyron Smith (wszyscy Cowboys), żeby wymienić tylko kilku (bo …jest ich tylko kilku), ale nawet Smith – najlepszy z nich wszystkich – zalicza od kilku miesięcy regres, związany z kontuzjami pleców.

Oglądamy więc zespoły, których ataki niszczone są brakiem dobrej protekcji i gry biegowej. Oglądamy Giants dewastowanych przez wybranego w I rundzie Draftu 2015 lewego tackle’a Erecka Flowersa. Oglądamy te dziwne mieszanki afrykańso-polskich nazwisk na wschód i zachód od centra Justina Britta w Seattle. Oglądamy Texans bez Pro-Bowlera Duane’a Browna jako żart z ofensywnej linii nie mniejszy, niż Giants, albo Andy’ego Daltona słusznie obwinianego za grę w tym sezonie, ale też już bez Whitwortha i Kevina Zeitlera, którym latem pozwolono odejść. Nawet dziś o godz. 15 w Londynie będziemy mogli zobaczyć podejrzaną linię Jaguars, która ma blokować dla huraganu jakim jest Leonard Fournette. Ba: po drugiej stronie wyjdzie linia ofensywna Ravens, niestety już bez – obok Martina – jednego z dwóch najlepszych guardów NFL Marshala Yandy, kontuzjowanego w poprzednią niedzielę.

Wydaje się, że w lidze wciąż powiększa się dysproporcja talentu między ofensywną, a defensywną linią. Coś będzie musiało się zmienić.

Talent w Drafcie 2016 był rozczarowujący. Ten w 2017 powinien być lepszy, bo trzech liniowych typowanych jest wstępnie do wyboru w Top-20. To mój faworyt Orlando Brown z Oklahomy – właśnie oldskulowy, ogromny lewy tackle, to tackle Connor Williams z Texasu i inny – najgorzej z nich się w tym sezonie dotychczas spisujący – Mike McGlinchey z NotreDame.

Ale konia z rzędem temu, kto uważa, że ta trójka (i Garrett Bolles udanie debiutujący po dwóch tygodniach w Denver Broncos) poprawi sytuację. O przyczynach właśnie tej sytuacji mówił w tym tygodniu wspomniany Ogden:

„Patrzysz na to co się dzieje i próbujesz dojść do tego co naprawdę się dzieje i jakie są tego przyczyny. Fizyczna natura ofensywnych liniowych nie jest już tym samym, czym była w przeszłości, a drużyny NFL próbują graczy przychodzących z koledżu nauczyć techniki bardzo szybko. Zmieniły się reguły i mniej w off-season jest treningów w pełnym rynsztunku, mniej, niż przed laty, jest też jednostek treningowych na pełnym kontakcie.

W koledżu wszyscy grają teraz z shotguna albo spread-offense. Nie uczą już dłużej technik blokowania runu na zewnątrz, tylko biegają do wewnątrz. Chcą cię uczyć jak zabierać tę ciasną przestrzeń, zamiast tego jak wykorzystać ją i rozszerzyć. Kiedyś uczono nas w jaki sposób poszerzyć przestrzeń i ustalić nową line-of-scrimmage, ale nie uczą już tego w koledżu, a teraz w NFL nie mają już na to czasu”

Cóż, gra z pewnością zmieniła się w ostatnim dziesięcioleciu i biegi coraz mocniej zastępowane są przez grę podaniem, ale choćby przykład Kyle’a Shanahana z Falcons w zeszłym sezonie niech przypomni, że gra podaniem Atlanty ruszała dopiero wtedy, kiedy ustabilizowana została dobrze działająca gra biegowa.

Będę przyglądał się ofensywnym liniowym w tym tygodniu znów bardzo mocno i szukał pozytywów na przyszłość. Z pewnością, jak i rok temu, tych kilka linii ofensywnych dojrzeje z biegiem treningów i spotkań, i w drugiej połowie sezonu ich gra stanie się lepsza.


ZAPROŚ KOLEGĘ: W tym tygodniu kolegi nie ma na co szczerze mówiąc jakoś panicznie zapraszać, ale jest Łona.


OGLĄDAJ, WARTO: (1-1) Seattle Seahawks @ (1-1) Tennesee Titans (godz. 22:05). Wydaje się, że dziś wreszcie rozpocznie się w Tennessee era Derricka Henry’ego: to lepszy running-back, niż DeMarco Murray. Kropka. Tylko, że front-7 Seattle to wyzwanie najgorsze z możliwych. Pojedynki linii defensywnej Seahawks z Jackiem Conklinem i Taylorem Lewanem – dla purystów. Poza tym dla Titans to szansa na „statement-game”, którego nie zaliczyli w Week 1 u siebie z Raiders, a dla Russella Wilsona i Seattle na zdobycie po raz pierwszy w tym sezonie więcej niż 12 punktów w jednym meczu…

(2-0) Atlanta Falcons @ (2-0) Detroit Lions (19). Po osiągnięciu 25 punktów przewagi w ostatnim SuperBowl Kyle Shanahan zagrał grą biegową tylko cztery razy. Po osiągnięciu 24 punktów w Week 2, Steve Sarkisian zagrał dołem razy 14 i Falcons dociągnęli mecz do końca – tylko o tym pisano po ostatnim tygodniu w Atlancie. Tu historią są jednak rewelacyjni Lions, którzy zaczęli sezon 2-0 po raz pierwszy od 2011 roku, mają znów zdrowego pass-rushera Ziggy’ego Ansah, najlepsze special-teams w NFL i Matthew Stafforda liderującego NFL w skuteczności podań po odjęciu dropów. „Tacklują dużo lepiej i agresywniej, niż robili to w zeszłym sezonie. Nie ma już przeciwko ich obronie łatwych zagrań” – chwali Lions trener Falcons Dan Quinn. Jednak im bliżej meczu, tym rośnie lista kontuzjowanych: po stronie Falcons zabraknie króla sacków Vica Beasley’a i guarda Ryana Schraedera (prawa strona ich ofensywnej linii to potencjalny wielki kłopot dziś), po stronie Lions rewelacyjnego rookie MLB Jarrada Davisa oraz nie tylko LT Taylora Deckera, ale najprawdopodobniej centra Travisa Swansona. Może nie być takiej uczty ofensywnej, na jaką liczyliśmy.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

10

Skomentuj