Dniówka: Zmiana finansowych realiów. Raptors zmniejszyli koszty i dodali Milesa. Knicks pozostają Knicks


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 10 lipca 2017
fot. Albert Pena / Newspix.pl

fot. Albert Pena / Newspix.pl

Podczas zeszłorocznego offseason Stan Van Gundy zapłacił $21 milionów w trzyletnim kontakcie za Bobana Marjanovica, żeby w kolejnym sezonie trzymać go na końcu ławki Detroit Pistons i przygotować się na nieuniknione odejście Aron Baynesa w 2017 roku. Patrząc na pieniądze, jakie wówczas otrzymywali środkowi, SVG był przekonany, że nie będzie w stanie zatrzymać swojego rezerwowego centra.

Minął rok i 30-letni Australijczyk zgodnie z oczekiwaniami zrezygnował z opcji wartej $6.5 milionów, aby wejść na rynek wolnych agentów i otrzymać większą wypłatę. Ale obecne realia bardzo różnią się od tego, co działo się w 2016 roku i Baynes jest kolejnym, który dotkliwie się o tym przekonał. Zamiast zainkasować swój kontrakt życia, w następnym sezonie w Bostonie zarobi dwa miliony mniej, niż mógł wziąć, zostając na swojej dotychczasowej umowie w Detroit.

Ogromny napływ gotówki do NBA z nowej umowy telewizyjnej i skok salary cap (z $70 na 94mln) sprawiły, że wakacje 2016 były prawdziwym szaleństwem wydawania pieniędzy. Z niedowierzaniem patrzyliśmy na wartości kolejnych kontraktów, ale równocześnie tłumaczyliśmy to sobie nowymi, finansowymi realiami.

Tak to od teraz miało wyglądać i tak to też tłumaczyli sobie managerowie oferujący te ogromne umowy. Wszyscy spodziewali się, że w kolejnych latach poziom salary cap dalj będzie szybował w górę. Zeszłoroczne przewidywania wskazywały na $108 milionów w sezonie 2017/18. Okazało się jednak, że tego następnego skoku już nie było i ostatecznie salary cap wynosi nieco ponad $99 milionów. To nadal istotny wzrost, ale znacznie mniejszy, niż oczekiwano.

W zeszłym roku Baynes na pewno byłby w stanie znaleźć duży, kilkuletni kontrakt (chociażby taki, jak Boban). Rok temu Toronto Raptors nawet nie odważyliby się rozmawiać z Kyle’em Lowry’m o 3-letniej umowie, obawiając się kolejki drużyn gotowych zaproponować 4-letniego maxa ich gwiazdorowi. Rok temu nawet perspektywa walki o tytuł w Oakland pewnie nie byłaby w stanie przekonać Nicka Younga do wzięcia rocznego mid-level, bo miałby na stole kilka grubych ofert od innych drużyn. Rok temu George Hill nie musiałby żałować, że zrezygnował z przedłużenia od Utah Jazz i porwał się na wolną agenturę. Rok temu Kentavious Caldwell-Pope mógłby wybierać z kim podpisze ofertę maksymalnego kontraktu.

Evan Fournier, Allen Crabbe, Ryan Anderson, Joakim Noah, Luol Deng, Kent Bazemore, Even Turner, Bismack Biyombo, Ian Mahinmi i Timofey Mozgov podczas zeszłorocznych wakacji podpisali kontrakty warte $60-80 milionów, a to tylko solidni starterzy, rezerwowi i starzejący się, byli All-Starzy. Do tego Andre Dummond i Bradley Beal otrzymali 5-letnie maksymalne umowy, a rok krótsze maxy zainkasowali Harrison Barnes, Chandler Parsons i Hassan Whiteside.

Obecnie natomiast, nie licząc gwiazd (wśród których Lowry i Paul Millsap otrzymali tylko 3-letnie umowy), mamy jak na razie tylko pięć kontraktów na poziomie co najmniej $60 milionów – Jrue Holiday ($126/4), Otto Porter ($106/4), Tim Hardaway ($71/4), Danilo Gallinari ($65/3) i James Johnson ($60/4).

NBA wyhamowała z wydatkami i ceny widocznie spadły. Wszyscy (prawie wszyscy) uświadomili sobie w, że wakacje 2016 to był jednoroczny wybryk. Teraz wszystko wraca do normy, bo też wygląda na to, że w następnych latach salary cap nie będzie już tak rosło i trzeba się do tego dostosować.

Boleśnie odbiło się to na obecnych wolnych agentach, którzy wyobrażali sobie, że zainkasują równie duże kwoty, co ich koledzy w 2016 roku i mocno się przeliczyli (Zach Lowe zwrócił uwagę na idealny przykład – Bismack Biyombo po jednym udanym sezonie w Toronto rok temu otrzymał umowę gwarantującą mu średnio ponad $17 milionów rocznie przez cztery sezony, podczas gdy teraz jego były kolega Patrick Patterson będący przez kilka lat ważnym rezerwowym Raptors nie dostał nawet $17 milionów w 3-letniej umowie).

Ale boleśnie odczuwają to także drużyny, które rok temu zaszalały z wydawaniem pieniędzy. Los Angeles Lakers musieli oddać D’Angelo Russella, żeby pozbyć się kontraktu Mozgova i będą musieli w przyszłości jeszcze zapłacić za przehandlowanie Luola Denga. Orlando Magic ze swoim przeciętnym składem mają zapchane salary cap umowami Biyombo i Fourniera, Portland Trail Blazers żałują, że nie wybrali tylko jednego z dwójki Turner/Crabbe, a Washington Wizards muszą szykować się do płacenia podatku, bo mocno przepłacili swojego rezerwowego środkowego.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

15

Komentarze

  1. Chyzio

    10 lipca 2017 o 13:05

    Hardaway JR – Jak na standardy Knicks to nie jest to taki zły kontrakt. Koleś jest młody i ma dobre nazwisko mogą być z niego ludzie. Wiadomo że jakby to było 60 milionów bez tych trade kickerów to byłoby lepiej ale wtedy być może Atlanta by wyrównała a zakładam że chcieli go mieć.
    Ten kontrakt w porównaniu do wspomnianych wyżej Mozgova, Carolla czy Noaha to bajka.

    I ok można powiedzieć to już lepiej było nic nie robić. Ale czy Knicks właśnie sie nie wzmocnili? O ile nie będą handlowali Melo za gruszki a pan superstar będzie chciał pograć to według mnie mogą zawalczyć z Indianą, Atlantą, Detroit i Chicago o 8 miejsce, ten sam chujowy poziom.

    Lubię to: 9
    • DuzyJot

      10 lipca 2017 o 14:27

      jak dla mnie miejsca 6-8 na wschodzie dodaja gratis do frytek

      Lubię to: 7
      • Chyzio

        10 lipca 2017 o 14:30

        no bez przesady

        Cavs,Boston,Wiz,Toronto,Miami,Bucks
        7 – Bobcats?
        8 – reszta, chyba że proces się uda

        Lubię to: 1
        • DuzyJot

          10 lipca 2017 o 14:38

          Cavs,Boston,Wiz,Toronto,Bucks – pelna zgoda – Bobcats biora nr6 – reszta to loteria (sorry Miami)

          Lubię to: 1
          • Marcin Śledziński

            10 lipca 2017 o 15:07

            Zgoda w 100%,Charlotte wydają się lepsi od Miami, ale wyraźnie za wymieniona piątka, na ósme można chyba dać póki co kogoś z dwójki NYK/ 76ers.
            Takie rozważania to najlepszy dowód, że sezon ogórkowy w pełni…

            Lubię to: 4
          • bulls2006pch24

            12 lipca 2017 o 22:15

            Zobaczcie jaki dobry i wyrownany skład ma Miami.oczywiscie jak na wschód. Będą atakowali pierwsza czwórkę. Zresztą drua czesc tego sezonu to potwierdza a doszli jeszcze Olynyk, Adebayo a po kontuzji wroci Winslow

            Lubię to: 1
  2. Paszczak

    10 lipca 2017 o 20:11

    Kolejny dzień, w którym Derrick Rose nie podpisał kontraktu
    #SuperTeam #Chinycorazbliżej

    Lubię to: 8

Skomentuj