Wake-Up: Spurs bez Leonarda odesłali Rockets na wakacje. Fatalny mecz Hardena


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 12 maja 2017
fot. League Pass

fot. League Pass

Kolejny mecz półfinałów konferencji i kolejny blowout, ale tym razem też ogromna niespodzianka i wielki szok dla fanów w Toyota Center.

San Antonio Spurs zagrali bez kontuzjowanego Kawhi’ego Leonarda, a wcześniej już przecież stracili Tony’ego Parkera, co teoretycznie dawało Houston Rockets dużą przewagę w walce o Game 7, jednak okazało się, że oni też nie mieli swojego lidera. W koszulce gospodarzy biegał gość z brodą, ale gdzie był jeden z najlepszych zawodników tego sezonu, kandydat na MVP?

W tym decydującym momencie sezonu Rockets znowu wyglądali jak ten rozczarowujący zespół z wcześniejszych rozgrywek, który potrafił oddawać mecze w fatalnym stylu. I tak też teraz kończy się dla nich ten obecny, bardzo udany sezon. W Game 5 zabrakło im sił na finiszu, przegrali po dogrywce, a dzisiaj na własnym parkiecie skompromitowali się, nie będąc w stanie nawet podjąć walki. Od samego początku wyglądali jak kompletnie rozbita drużyna, która myślami jest już na wakacjach. To Spurs grali jakby walczyli o życie.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

47

Komentarze

  1. meler

    12 maja 2017 o 08:51

    Manu swoim blokiem wszedł mu do głowy tak bardzo, ze rozwalił gościa od środka.

    Lubię to: 24
  2. Stacz

    12 maja 2017 o 12:03

    Jonathon Simmons – świetnie się go ogląda. Biegająca energia, po obydwu stronach parkietu. Kolejna perełka skautingu wyciągnięta znikąd? Szacun.

    P.S. Zdjęcie ze statuetką – mistrz :D

    Lubię to: 4
    • adek

      12 maja 2017 o 13:26

      nie wiem dlaczego ale bardzo mi przypomina Lance’a Stephensona, tyle że nie jest to taki jeździeć bez głowy jak Lance.

      Lubię to: 1
      • bon3s

        12 maja 2017 o 15:27

        Póki co to Lance’owi, temu wersja Indiana Pacers to może buty wiązać;)

        Lubię to: 0
    • Ingiel

      12 maja 2017 o 13:58

      Raczej sam sie wyciągnął . Musiał podobno płacić za występ na treningu D-League. A w te wakacje podpisze ładny kontrakt

      Lubię to: 2
  3. Paszczak

    12 maja 2017 o 12:06

    I teraz przypominam sobie te wszystkie ´zmieniam typ na 4-0´…´Pop jest przereklamowany´ po game 1.

    Lubię to: 10
  4. doc89

    12 maja 2017 o 12:13

    Kto by się spodziewał że Houston pogrążą w Game 5 Manu + Green a w ostatnim meczu piątka (Murray,Mills,Anderson,Simmons,Lee) która wyszła na początek drugiej kwarty i zrobiła ten run 13-0 po którym już było widać że Houston nie da rady.

    Lubię to: 3
  5. mruk

    12 maja 2017 o 12:49

    Można czepiać sie Hardena, ale tak naprawdę nikt z Rockets nie miał wielkiego dnia. A Spurs po prostu grali świetnie (agresywnie) w obronie i te kilka kamyczków tworzących drużynę zagrało. Mam wrażenie, że nawet nikt ze Spurs nie zagrał jakoś wybitnie (wide Kawahi wcześniej), tylko dobrze (lub b. dobrze LaMarcus) jako całość. I nagle to wystarczyło na Houston. Gdyby tak LaM wskoczył na swój poziom z Portland, Pau zaczął grać dobrze a nie średnio. Kawahi wróci…obyśmy mieli dobrw finały zachodu.
    Go Spurs!!! :)

    Lubię to: 1
    • bon3s

      12 maja 2017 o 13:15

      Niestety ale zbyt dużo cudów naraz by się musiało wydarzyć by Spurs mieli szanse z Warriors. Jak ktoś wspomniał LMA gra najlepiej gdy jest liderem, wróci Kawhi i znów będzie kasza. Zresztą nawet gdyby Kawhi i LMA grali koszykówkę życia to wystarczy to na góra 2 wygrane. Jedyna wielka przewaga w matchupach jaka ma Spurs to trener (o ile Kerr nie wróci)

      Lubię to: 1
    • Bubu Zwierz

      12 maja 2017 o 15:16

      Spurs zagrali ŚWIETNIE! Simmons, LMA, Murray trafiali przecież ‚wszystko’ z midrange. Floatery, pull-ups, wszystko wchodziło, gdzie Rockets wpadalo ledwo co.
      Nie zgodzę sie, że wszyscy zagrali słabo, bo Dekker dał szybkie 6pts a Ariza był w formie cały mecz – jak nagle zaczął grać izolację było wiadomo, że Rockets nie dają już znaków zycia.

      Lubię to: 1
  6. adek

    12 maja 2017 o 13:24

    widać Kawhi jest przereklamowany – bez niego drużyna gra lepiej ;)

    Lubię to: 5

Skomentuj