Wake-Up: Raptors pokonali Celtics. 40 i triple-double Hardena. Game-winner Walla


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 11 stycznia 2017
for. League Pass

for. League Pass

Za nami dziewięć meczów interesującej nocy w NBA, podczas której Raptors po raz kolejny udowodnili, że są drugą najlepszą drużyną na Wschodzie, John Wall game-winnerem uratował Wizards, Michel Beasley przypomniał o swoim istnieniu, James Harden jak zwykle błyszczał przedłużając serię zwycięstw Rockets, a LeBron James znowu przegrał w Utah.

Chicago @ Washington 99:101 (Wall 26)
Boston @ Toronto 106:114 (Thomas 27 – DeRozan 41)
Atlanta @ Brooklyn 117:97
Charlotte @ Houston 114:121 (Walker 25 – Harden 40/15/10)
Milwaukee @ San Antonio 109:107 (Beasley 28 – Leonard 30)
Cleveland @ Utah 92:100 (James 29 – Hayward 28)
Portland @ LA Lakers 108:87 (McCollum 25)
Miami @ Golden State 95:107 (Whiteside 28/20 – Durant 28)
Detroit @ Sacramento 94:100 (Caldwell-Pope 21 – Cousins 24)

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

30

Komentarze

  1. kp_ldz

    11 stycznia 2017 o 07:39

    Utaaaaaah :))))

    Lubię to: 5
    • lfrancik@gmail.com

      11 stycznia 2017 o 08:04

      Utah w pełnym składzie to może być mega trudny przeciwnik w play-off. Mają chyba najdłuższą ławkę w NBA, jeśli chodzi jakość składu i co najważniejsze w końcu miło ich się ogląda

      Lubię to: 1
      • Sosna1982

        11 stycznia 2017 o 08:12

        Znowu szykuje się na Zachodzie droga krzyżowa by doiść do Finału. Cavs ziewając dojdą do Finału a Warriors już w drugiej rundzie mogą stracić sporo sił choćby z Memphis czy Utah. I znów Bronek zostanie wykreowany na superbohatera pokonując zmęczonych rywali.

        Lubię to: 11
        • lfrancik@gmail.com

          11 stycznia 2017 o 08:48

          Co zrobić, można liczyć na jakąś wymianę, ale jakoś graczy, którzy diametralnie mogą zmienić układ sił na wschodzie i dostępnych do wymiany to nie ma. Jeżeli bierzemy jako najgroźniejszych contenderów tomoże Cousins albo Whiteside mogliby zrobić jakoś różnice, choć dziś rano pojawiło się info, że Boogie podpisze extension za ponad 200 baniek.

          Lubię to: 0
        • Chyzio

          11 stycznia 2017 o 08:50

          tiaaa,
          najpierw pojedynek ze świetnymi w tym sezonie Portland lub zawsze groźnymi Sacramento,
          druga runda z Memphis których nie powinno być w PO (Clippers zakończyli w pierwszej rundzie, wiadomo… kontuzje)
          no i finał zachodu z Houston, no ok to może być pojedynek ale still to jest Houston, to nie jest zespół klasę wyżej niż Toronto,

          Lubię to: 31
        • host3234

          11 stycznia 2017 o 10:54

          Zmęczonych rywali? Are you fucking kidding me?

          Spójrz może jaką drogę do Finałów mieli GSW w 2015 roku.

          Lubię to: 22
        • Wolver

          11 stycznia 2017 o 15:00

          Oj kolego Sosna. Tu niby, że chodzi o dysproporcje w konferencjach i wschód ma za łatwo, a zachód taki zmęczony gra te finały, ale w domyśle to chyba masz tylko dojebać Lebronowi, bo tu wcale nie bohater, bo na podmęczonych trafił itp. itd., nieprawdaż? :)

          „Znowu szykuje się na Zachodzie droga krzyżowa by dojść do Finału”

          O tym wykrwawiającym boju na zachodzie, to trąbi się rok w rok, od czasu jak Lebron wylądował w Miami. A praktyce wyglądało to tak:

          Dallas 2011:4-2,4-0,4-1,
          OKC 2012: 4-0,4-1,4-2,
          Spurs 2013: 4-0,4-2,4-0,
          Spurs 2014: 4-3,4-1,4-2,
          GSW 2015: 4-0,4-2,4-1,
          GSW 2016: 4-1,4-1,4-3,

          Najwięcej spotkań grali Spurs 2014 i nawet nie ma na nich jak zwalić, bo tytuł w tym roku wygrali. To jest dopiero prztyczek w nos „teorii zmęczniowej” ;)
          Rozumiem, że GSW 2016 – okrzyknięty najlepszym team w historii już w połowie sezonu – przegrał z Cavs, bo musieli stoczyć jedną siedmiomeczową serię z OKC i gdyby nie to, tytuł musiał być ich?

          „I znów Bronek zostanie wykreowany na superbohatera pokonując zmęczonych rywali.”

          A kogo jeszcze tak zmęczonego pokonał – OKC 2012, czy Spurs 2013 byli „tacy zajechani”. Sorki, ale lubisz go czy nie, Bronek pokazał gdzie jest jego miejsce w dwóch ostatnich finałach, mimo że jedne przegrał.

          Może pogadamy o tytule GSW 2015, posługując się taką retoryką?

          W regular season czołowi czterej gracze grali w przedziale 28-33 minuty na mecz, reszta w ogóle miała wakacje, a w finałach zagrali (poza pierwszym meczem, gdzie był Kyrie) przeciwko Lebronowi, który zapierdalał po 46 minut na mecz, kręcąc niebotyczne all-around cyfry 35.8/13.3/8.8.
          A jeszcze tu i tam ktoś rzuci od czasu do czasu „eeee tylko 39,8% z pola”. Kurwa ludzie… Przy takim usage i czasie na parkiecie, w drużynie, w której drugą opcją był Mozgov, przeciwko pierwszej defensywie NBA? Bitch please, to co trafiło się Warriors w tamtym roku, to jest mieć podmęczonych i osłabionych rywali.

          A co ich tak zmęczyło w 2016? Pogoń za rekordem? Rywali odprawiali z takim kwitkiem, że ciągle tylko widziałem, jak Curry przesiaduje sporą część czwartych kwart na ławce, w swojej ulubionej pozycji Lawrence’a z Arabii z ręcznikiem na głowie. Już zamiast śpiewki o zajechaniu sezonem lepiej żebyś szedł równie popularną linią kontuzjowanego Stefki, albo zwieszenia Greena. Jak powszechnie wiadomo, przez to stracili tytuł, bo gdyby Green był na parkiecie, to byli skazani na wygraną w game 5…
          Ale przynajmniej wiemy, że Bronisław wykręcił znowu całkiem niezłego statystycznego monstara 29.7/11.3/8.9/2.6/2.3 na skuteczności 49,4% i 37,1%, bo GSW akurat zmęczeni byli :)
          W zasadzie to w ogóle nie wiadomo, co ten Bronisław w NBA robi. Na szczęście dla niego, na takich słabiaków trafia, że nawet majstry od czasu do czasu wpadną…

          Kurde, ja rozumiem, że można kogoś nie lubić, sam jestem dyplomowanym „hejterem” kilkunastu graczy i paru drużyn i rozumiem heheszki i szpileczki, ale wypada ludziom oddać co ich od czasu do czasu, a nie pisać bzdury, od których aż zęby bolą.

          Lubię to: 22
          • I love basket

            11 stycznia 2017 o 15:26

            Ostatnio dowiedziałem się że leBron nie gra zespołowo i nie jest ważną postacią w historii NBA więc nic mnie już nie zdziwi …

            Lubię to: 7
          • Wolver

            11 stycznia 2017 o 15:33

            Cud Panie kolego, cud. Jedni mówią, że za dużo podaje, zamiast brać ciężar gry na swoje barki, a drudzy, że nie gra zespołowo. Prawdziwy magik, że potrafi to pogodzić :)

            Lubię to: 1
          • adek.pasternak@gmail.com

            11 stycznia 2017 o 17:54

            Dobre podsumowanie.pozatym nikt nie bronil KD przejsci i tworzyc wlasne legacy w Washingtonie.

            Lubię to: 1
  2. Behemot

    11 stycznia 2017 o 11:48

    dodatkowa * ode mnie: „Blazers pokonali Lakers po raz dziesiąty z rzędu.” No co? ;)

    Lubię to: 5

Skomentuj