Flesz: Regres młodego core’u Utah Jazz. Przeciętność w Detroit


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 11 stycznia 2017
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Przeciętność w jakiej pogrążyli się (18-22) Detroit Pistons nie jest raczej epifanią dla twardo stąpającego po ziemi Stana Van Gundy’ego. Sztab analityków Pistons, który ponoć ogląda każdy mecz NBA, już pewnie zauważył, że w tych czasach ofensywnych eksplozji i defensywnego atletyzmu, bycie co najwyżej dobrym, nie pchnie cię nigdzie. Zmieniający mecze talent DeMarcusa Cousinsa objawił się jego dwiema trójkami w ostatnich 159 sekundach przegranej Pistons ostatniej nocy z Sacramento Kings.

Ale Pistons prowadzili już w trzeciej kwarcie 70-52, bo drugi mecz z rzędu Andre Drummond grał inspirującą obronę przy i 8 metrów od obręczy. To co Drummond zrobił w czwartej kwarcie wygranego dwa dni temu meczu w Portland, powinno być z nim cały czas, zasypiać i budzić się rano. Albo przynajmniej, gdy wchodzi na parkiet.

Pistons są jednak na półmetku sezonu 2,5 meczu pod kreską w tej wciąż przeciętnej do bólu Konferencji Wschodniej, w której trzeci najlepszy zespół (Celtics) nie potrafi zbierać piłki na swojej tablicy. Choć SVG sprytnymi ruchami transferowymi wydobył Detroit z dupy i wytresował na team, który nie traci piłki (nr 1 w NBA) i z reguły give-a-fuck po bronionej stronie parkietu (nr 10) – i choć chciałbyś przytulić Stanley’a Johnsona do piersi i powiedzieć, że małe kroki, że wszystko będzie dobrze – to nie są to lata 50-te i Hoosiers. To zawodowa liga, w której Pistons drugi rok z rzędu nie mają All-Stara + tylko team z Rondo-Wade’m-Butlerem trafia mniej trójek niż ich 7,7 na mecz, a talentu wystarcza zaledwie na 21. rim-protection w NBA.

Jak długo jeszcze będziemy skakać z kwiatka na kwiatek w zależności od tego czy Drummond ma mecz, w którym się stara (czy nie) i czy Kentavious Caldwell-Pope ma dzień, w którym trafia (czy nie)?

Reggie Jackson wciąż broni na wyprostowanych nogach i za rok od teraz może znaleźć się już w dolnej połówce starterów NBA. W porównaniu z 2015 rokiem Drummond w post to niebo, a ziemia, ale centrzy wokół nieoczekiwanie szybko stają się lepsi i rzucają z daleka. Na koniec sufit Pistons może być dużo niżej, niż wyglądało to jeszcze trzy miesiące temu i perspektywa lat przeciętności urealnia się w głowie SVG.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

21

Komentarze

  1. kp_ldz

    11 stycznia 2017 o 08:38

    Nie wiem Maćku, ile meczów Jazz widziałeś w ostatnich 2-3 tygodniach, ale Favors z dnia na dzień wygląda lepiej. To wciąż sporo niżej niż powinien grać, ale wierzę, że bez kontuzji koło marca powinien być w pełni formy. Ponadto widać jakieś (na razie niezbyt wielkie) sygnały, że być może popracował nad tróją i zacznie je walić na te co najmniej 35% i 1.5 3PAPG, bo tego zdecydowanie w jego grze brakuje.

    Natomiast (Pono, Fu i Koras) zdecydowanie zgadzam się co do Lylesa. Ma minuty (minuty, nie mecze), gdy wygląda fantastycznie, ale po tym, co pokazywał pod koniec zeszłego sezonu i latem, to jest dużo poniżej oczekiwań.

    Lubię to: 14
    • Ojgin

      11 stycznia 2017 o 10:57

      Pełna zgoda. Co do Lyles’a to odnoszę wrażenie że gra jakby za karę. Taki obrażony, chwilami obojętny. Szkoda, bo talent jest …

      Lubię to: 1
  2. czardi

    11 stycznia 2017 o 09:33

    Gordon jest tatusiem LeBrona.

    Lubię to: 7
  3. Gdt@wp.pl

    11 stycznia 2017 o 11:32

    Detroit potrzebuje gracza +24 punkty i 7 zbiórek w każdym meczu ( + będzie stwarzał przestrzeń innym). Pistons grali na prawdę dobry mecz przez pierwsze 2,5 kwarty. Niestety Stanley Johnson nie jest strzelcem nawet w layupach. Jego rzut za trzy jest z kolei strasznie przewidywalny (ciężki i wolny). Andre jak to Andre, dobry pod koszem, nie rzucał wolnych, Cousins go zjadł swoją wszechstronnością. SvG musi coś wymyślić…ale czy ma z czego? Mam wątpliwości.

    Lubię to: 3
  4. rekin

    11 stycznia 2017 o 19:44

    pamietam szubrawcy jak się naśmiewaliscie z pana koszykarza joe inglesa, on pewnie też..

    Lubię to: 1

Skomentuj