Gorący Ekspres: Franchise player – Giannis, KAT, Embiid czy KP?


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 7 stycznia 2017
fot. AP Photo

fot. AP Photo

Aż ośmiu graczy dobiło już w tym sezonie do 50 punktów w jednym meczu i jest to wyrównany rekord NBA, a nie mamy jeszcze nawet połowy sezonu. Skąd się to wzięło? Dlaczego jest ich aż tylu? Wybiegamy też w przyszłość i James Harden z Russellem Westbrookiem toczą pojedynek o MVP. Okładkowe pytanie dotyczy nowych super-talentów o wzroście 7 stóp lub więcej.

Są to trzy kwestie, które poruszone zostały w nowym Ekspresie. A propos nowych – dziś debiutuje Maciek Kędziora.

„Nazywam się Maciek. Zapewne stanę się najmłodszym konduktorem Gorącego Ekspresu, będąc na pięknym etapie mojego życia jakim są imprezy, znaczy się Liceum Ogólnokształcące. Oprócz domówek, nocki zarywam również dla NBA LP, aby oglądać swoich ukochanych Wilków na żywo. W przerwach między NBA i nauką siedzę głównie na Netflixie, albo wyszukuję znajomym najbardziej niedoceniane utwory z lat 70-tych i 80-tych. Ulubiony gracz (nie mylić z najlepszym) – Kevin Garnett. Ulubiony obecny gracz – Marc Gasol”

Nikt nie odpada, więc Ekspres wiezie 11 osób. Przypomnę, że do Ekspresu możecie dostać się, wysyłając pytania na mac.kwiatkowski@gmail.com. Sami kibice Wolves ostatnio…

Gramy:


1. Średnio triple-double Russella Westbrooka i 50 zwycięstw Thunder, czy nr 1 w asystach Jamesa Hardena i 60 zwycięstw Rockets. Komu bardziej należeć się będzie MVP?

Olek Żerelik: James Harden. W takim przypadku chyba jednak James Harden (przy obecnej bądź wyższej średniej punktów). 60 zwycięstw to imponujący wynik dla drużyny spoza Superligi ;)

Bartek Bielecki: James Harden. Nie potwierdzałem tej informacji, ale gdzieś niedawno słyszałem, że MVP nigdy nie zdobył zawodnik drużyna spoza pierwszych trzech miejsc w tabeli i myślę, że to dość dobra, niepisana zasada. Harden to w tej chwili przecież nie tylko punkty i asysty, bo rozpoczął swoją własną serię triple-double  [Pytania pochodzą z czwartku]. Gra Rockets, którzy są lepsi niż Thunder, kręci się tak samo wokół niego jak w OKC wokół Westbrooka. Trevor Ariza przyznał nawet ostatnio, że Houston praktycznie nie korzysta z zagrywek, a opiera się na tym co wykreuje James Harden. Ponadto, to gigantyczne triple-double Jamesa zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To większy wyczyn, niż seria triple-double Russa. Przy 50-ciu wygranych Thunder, prędzej niż Westbrookowi, MVP przyznałbym LeBronowi.

Jędrzej Mirowski: James Harden. I to nie dlatego, że postawiłem na jego kandydaturę trochę pieniędzy przed sezonem (zrobiłem tak też z Kawhim i Jamesem …tylko Brożego nie wziąłem pod uwagę). Come on, ludzie – mówimy o teamie na 60 zwycięstw! 60! Westbrook wbrew pozorom wcale nie jest taki osamotniony w OKC – ma Adamsa, Oladipo, głęboką rotację na prawie wszystkich pozycjach i jest tam alfą i omegą. Nikt nawet nie śmie mu się sprzeciwiać. Wolę wręczyć statuetkę Hardenowi, który naprawdę stanowi o sile Houston, niż Westbrookowi, który wykorzystuje swoją pozycję w drużynie. Plus typ, że Rockets nie dociągną do 60 zwycięstw, a OKC do 50.

Jacek Rachwał: James Harden. Ciężki wybór, ale to zwycięstwa Hardena robią na mnie większe wrażenie, niż zbiórki Russella. Nawet sam Westbrook mówił, że jego triple-double to nic nie znacząca statystyka. Że liczą się zwycięstwa. Dlatego jeśli Rockets faktycznie skończą z 10 wygranymi więcej niż OKC, to moim zdaniem Harden jest lepszym wyborem.

Maciek Kędziora: LeBron James. LBJ jest najbardziej wartościowym zawodnikiem w obecnej NBA. Nie powinniśmy popadać w casus Jordana i nie dawać LeBronowi nagród „bo to już nudne”. Zamieniając Westbrooka czy Hardena z Jamesem, to OKC/Rockets zostaliby wzmocnieni, a Cavs osłabione. I teraz faktycznie triple-double machine Westbrook wydaje się być pewnym kandydatem. Ale za parę lat, gdy James odejdzie, będziemy się zastanawiać jak zawodnik jego pokroju dostał tak mało statuetek MVP.

Maciek Staszewski: LeBron James. Zeszły sezon pokazał najdobitniej w historii, że sezon regularny to rewia tanich dziwek, a i tak wiadomo kto jest najpiękniejszy. To jak w klubie: widzisz cycki, błyszczyki, wyzywające spojrzenia i schodzenie dupą do samej ziemi, ale wiesz, że jak ta panna w sweterku, która stoi z drinkiem w cieniu, wyjdzie na parkiet, nikt nie będzie mógł oderwać od niej spojrzenia. Tym razem nikt nie da się oszukać na silikon Stefki, ani jej koleżanek.

Przemek Napierzyński: Russell Westbrook. Osiągnięcie średnich na poziomie triple-double to byłby absolutnie historyczny wynik i za to Russellowi dałbym MVP, tym bardziej jeśli OKC mieliby sezon na poziomie 50 zwycięstw. 60 wygranych Houston to również byłoby wybitne osiągnięcie, ale ani to, ani najlepsze średnie w asystach Hardena nie działają na moją wyobraźnię tak, jak wspomniany wcześniej wyczyn.

Krzysiek Ograbek: Russell Westbrook. Zacznę jednak od tego, że nie wierzę ani w 50 zwycięstw OKC, ani w 60 Rockets. Jeśli jednak skończyłoby się tak jak w pytaniu, to stawiam na Westbrooka. To co obecnie robi Harden, około dekadę temu dało Nashowi 2 statuetki MVP. Jednak czasy się zmieniły i w dzisiejszej NBA Nash nie miałby tych wyróżnień. Dodatkowo, nowe Houston zbudowane jest pod Hardena i pasujące do tego, jak chce grać D’Antoni. Za to Oklahoma bez Westbrooka wygląda jak drużyna w przebudowie i bez niego byłaby na samym dnie ligi. Gościu daje z siebie 100% w każdym meczu, jest wszędzie i robi wszystko. Jeżeli wygra te 50 meczów, a statystycznie będzie miał sezon, który miał się już nie zdarzyć, to MVP należy się jemu.


2. Giannis Antetokounmpo, Joel Embiid, Karl-Anthony Towns, Kristaps Porzingis – przypuśćmy, że od jutra wszyscy mają po 20 lat i są na takim poziomie, jak obecnie. Od kogo zacząłbyś budowę nowej drużyny?

Olek: Giannis Antetokounmpo. Wyboru dokonałem metodą eliminacji. Najmniej wierzę w Kristapsa, który wygląda mi na znakomitego LaMarcusa, ale nie na franchise-playera. Towns nie zachwyca mnie w tym sezonie, jako ktoś to może zapewnić zwycięstwa swojej drużynie, ale daję mu jeszcze spore szanse na rozwój w dobrą stronę. Na końcu zostali Embiid i Giannis… przeważył fakt wszechstronności i zaliczenia pierwszego game-winnera :)

Bartek Bielecki: Giannis Antetokounmpo. Porzingis w tym gronie odpada w przedbiegach. Wybór między Giannisem, Embiidem i KATem jest trudny, bo każdy jest niesamowicie utalentowany, ale ma jedną wadę: Antek kiepsko rzuca, Embiid ma historię kontuzji, KAT słabo broni. Biorę Antetokounmpo i liczę, że poprawi swój rzut, bo wydaje mi się graczem, który jest najbardziej uniwersalny z tej trójki i najłatwiej byłoby dobrać zawodników do budowy składu wokół niego.

Jędrzej Mirowski: Giannis Antetokounmpo. Pamiętam jak w jednej z Przerw Michał powiedział, że od Giannisa zacząłby budowę swego teamu w fantasy. Wtedy heheszkowałem z niego mocno, ale teraz ukłony i czapki z głów. Ogromną przewagą Giannisa nad resztą kandydatów jest jego multi-pozycyjność. Jeśli facet dołoży rzut za 3 (a robi progres, bo 2 sezony temu trafiał 16%, rok temu 25,7% a teraz „już” 29,7%”. Małymi kroczkami do przodu…) to stanie się prawdopodobnie najlepszym graczem tej ligi, gdy LeBron James uda się już na zasłużoną emeryturę. Będzie w stanie grać zarówno na PG, jak i PF lub nawet na C (chociaż tutaj brakuje mu póki co trochę masy). W dodatku w przeciwieństwie do Embiida i Porzingisa, nie ma póki co obaw o jego zdrowie.

Jacek Rachwał: Giannis Antetokounmpo. Bo może grać na wszystkich pozycjach (co już jest bardzo ważne, a będzie absolutnie kluczowe wraz z rozwojem ligi) i jest chyba jedynym stuprocentowym All-Starem w tym roku z wymienionej czwórki. Do tego gdyby był 2 lata temu tak dobry jak teraz (ma 22 lata) to w ogóle bym się nie zastanawiał. Drugim wyborem byłby Embiid, ale u niego wciąż można mieć obawy o zdrowie, odpukać!

Maciek Kędziora: Giannis Antetokounmpo. Giannis to freak of nature i co najważniejsze coraz lepszy. To jak duży postęp zrobił w swoim jumpshocie (choć jeszcze wiele pracy przed nim), to jak staje się coraz lepszym rozgrywającym pozwala mi wierzyć, że za 2-3 sezony stanie się Top-10 ligi i jakby to ujął Charkles Barkley w dwóch słowach „Must Watch TV”. Ekonomicznie jego atletyzm będzie przyciągał tłumy widzów, a koszulki z najtrudniejszym nazwiskiem w NBA są świetnym produktem marketingowym (w mojej opinii średnio wykorzystywanym przez Bucks – powinni robić jakieś konkursy np. Na najlepsze przekręcenie nazwiska Antka).

Maciek Staszewski: Joel Embiid. Dawno nie mieliśmy w lidze takiej fali nowych gwiazd, co? Zwłaszcza, że powinien w tej wyliczance pojawić się też Anthony Davis. Sami 7-footerzy, to jest piękne. Jeśli dasz mi gwarancję zdrowia, idę w Embiida. Nawet z jego historią kontuzji nie wymieniłbym go teraz na żadnego innego zawodnika w NBA. Zaawansowane statystyki i całe to bla bla, tylko to potwierdzają, a prowadzący tę rubrykę już dawno zrobił sobie z niego wirtualną dziewczynę. Dlatego na pewno wiesz dobrze czemu jest zajebisty skoro tu jesteś. Sam gram pod koszem i chciałbym rzucać za 3 i mijać z obwodu… Jedyne co mi w nim przeszkadza, to że i ty pewnie kochasz go od zawsze i opowiadasz znajomym, że wiedziałeś. że będzie gwiazdą już kiedy grał na jakimś afrykańskim zadupiu w piłkę. A to przecież moja miłość była pierwsiejsza.

Przemek Napierzyński: Giannis Antetokounmpo. On i Embiid to są atletyczne freaki, a jednocześnie zawodnicy bardzo wszechstronni i uniwersalni, chyba o bardziej kompleksowych umiejętnościach, niż pozostała dwójka. Stawiam na Giannisa, ponieważ Joel, mając 20 lat, właśnie rozpoczyna rehabilitację swojej kontuzjowanej nogi.

Krzysiek Ograbek: Joel Embiid. Nie wiem, czy można się wyłamać w odpowiedzi na to pytanie. Ekspresowicze chyba nie są hipsterami. Argumenty za nim padną w innych odpowiedziach, więc od siebie dodam tylko jeden: miękka kiść.


3. Kuba „Rookie” Sobczak pyta – Jaka jest przyczyna tego że już 8 różnych graczy miało w tym sezonie mecze na +50 punktów. Doskonałe umiejętności ofensywne czy słabość aktualnie granej obrony (jest mniej fizyczna)?

Olek: Wszechstronność graczy. Na słabą obronę bym tego nie zrzucał, gdyż mimo, ze jest mniej fizyczna, to głównie dlatego, ze jest dużo bardziej skomplikowana i w sumie rzecz ujmując powinna być bardziej szczelna, niż była. Warto nadmienić, że kiedyś broniło się głównie strefę podkoszową – teraz skupiać się trzeba równie mocno na linii za 3 punkty. Wszechstronność graczy oraz lepsza organizacja gry generuje dużo wolnych pozycji rzutowych. Warto też zaznaczyć, że gracze są coraz lepiej wytrenowani, trafiają z coraz większą skutecznością i podejmują coraz lepsze decyzje… szczególnie ci najlepsi, jak Russell, Harden, Curry, Durant, czy LeBron.

Bartek Bielecki: Doskonała ofensywa. Tak naprawdę wpływ na te erupcje punktowe ma wiele czynników. Największym według mnie jest postęp w ataku, ale uważam, że obrona jest słabsza, niż kiedyś, a na to z kolei wpływ ma też sposób sędziowania – widzimy za dużo gwizdków przy ewidentnych próbach wymuszenia faulu przy rzucie z wyskoku; tacy gracze jak James Harden i Jimmy Butler większość swojej ofensywy opierają na szukaniu kontaktu z graczem obrony. Przede wszystkim jednak zawsze denerwuję się, gdy słyszę opinie, że taki Steph Curry, Kyrie Irving, czy Kevin Durant na pewno nie dali by rady w ’90s, bo tacy gracze jak Barkley by ich zmietli fizycznie. Uważam, że jest wręcz odwrotnie. Ci dzisiejsi gracze mogliby być jeszcze lepsi w poprzedniej erze, bo nie było wtedy wielu aż tak utalentowanych graczy w ataku, tak świetnych na koźle, zwinnych i szybkich, potrzebujących ułamków sekundy by trafić z dystansu. Mamy też takich zawodników jak Porzingis, Embiid i Towns, których nie było w poprzedniej erze, a już są widoki na dalsze kroki ewolucji, na przykład w postaci braci Ball. Oglądałem ostatnio kilka spotkań licealnych Chino Hills, gdzie najbrzydszy nastolatek na ziemi, LaMelo Ball, potrafi odpalać skuteczne rzuty z okolic połowy boiska. W koszykówce coraz bardziej kładziony jest nacisk na atak i to właśnie on ewoluuje nam z sezonu na sezon, czego efektem są właśnie takie wyczyny pojedynczych graczy.

(Pół plusa)

Jędrzej Mirowski: Szybsza gra, więcej rzutów za 3, niskie line-upy. Nic dodać, nic ująć. Teraz pozostaje już tylko czekać na 50 punktów od Embiida i Giannisa. Wtedy Twitter oszaleje.

Jacek Rachwał: Umiejętności ofensywne. Naprawdę ciężko jest przeciwstawić się fizyczną obroną wszystkim tym strzelcom, którzy zdobywają tyle punktów. Mnóstwo ich rzutów trafianych jest z dalekich odległości przez ręce, gdzie żadna obrona nie jest w stanie nic poradzić. Kiedyś stosowało się momentalne podwajanie na piłce, ale teraz dobre drużyny mają tak świetny spacing od wszystkich graczy na boisku, że od razu karzą przeciwników za podwojenia trójkami z czystych pozycji. Obrony więc wolą pozwolić oddawać gwiazdom drużyny przeciwnej rzuty przez ręce, nawet jak wpadają. Jak powiadają, good defense, better offense.

Maciek Kędziora: Coraz więcej line-upów ofensywnych. Obecnie w NBA ofense > defense. Wiekszość zespołów w pierwszej piątce woli wystawić dobrą stretch czwórkę potrafiącą rzucać za 3, mającą problemy z obroną, niż niezłego defensora. Powoduje to bardzo jednostronne match-upy które z łatwością potrafią wykorzystać zawodnicy wybitni ofensywnie – tacy jak Harden. Szkoda tylko że 50-tki nie rzucił jeszcze w tym sezonie jakiś mało znany gracz, bo wtedy te 50+ punktów robi większe wrażenie (jak 51 punktów Rossa w 2014 które pamiętam do dziś.

Maciek Staszewski: Oj, możesz więcej Rookie, w tym pytaniu wszystkie odpowiedzi będą podobne. Powinny być. Jasne, że chodzi o dominację kozackiego ataku. Trójkoball (luźno najwięcej średnio trafionych na mecz w historii – 9,5 – między bieżącym sezonem a 6 najlepszym są, uwaga, prawie 3 trójki na mecz różnicy) otworzył grę dla wszystkich. Gracze walący tróje naturalnie zdobywają więcej punktów, gracze penetrujący także, bo przez rzucających wysokich i najlepszy w historii spacing, pole 3 sekund jest otwarte jak nigdy wcześniej. To, że defensywne 3 sekundy to już prawie martwy przepis, nic tu nie zmienia. Rzut za 3 sprawia, że wszystkie doskonałe stare schematy defensywne, w tym ten Thibsa z przeładowaniem mocnej strony i Indiany Hibberta, z wysokim praktycznie nie wychodzącym do picka, możesz sobie wsadzić w dupę. Właściwie jedyne sensowne rozwiązanie teraz to ciągłe switchowanie, a gwiazdy tej ligi umieją wykorzystywać przewagi po switchu. Obrona zawsze będzie krok za atakiem, jest odpowiedzią na niego, nie czymś co go dyktuje. Poczekajmy co teraz się wydarzy, ale analityka na stałe podniosła wydajność ataku i myślę, że to szczyt ofensywnego boomu dopiero przed nami. W tych rekordowych występach nie przeszkadza graczom też najwyższe tempo gry od 93 roku i Ortg niższy tylko o 0,4 punkta od najlepszego w historii sezonu 08-09 (to szokujące, co?), ale w tej, już prehistorii, drużny grały o 4,5 posiadania wolniej.

(Plus)

Przemek Napierzyński: Doskonałe umiejętności ofensywne + zmiany taktyczne zachodzące w NBA. Nie wydaje mi się, żeby nagle w tym sezonie spadła jakość gry obronnej, natomiast nie mam wątpliwości, że zwiększenie tempa gry czy szukanie rzutów za trzy to czynniki stymulujące do wybuchowych punktowych wyczynów poszczególnych zawodników. Tym bardziej, że widać tendencję wśród najlepszych graczy do rozszerzania wachlarza swoich umiejętności. Wysocy zawodnicy dodają rzut z dystansu, ci niżsi bez kompleksów wjeżdżają pod kosz i szukają przewagi szybkości po zmianach krycia w obronie. Wszystko to wskazuje, że w najbliższym czasie tendencja wzrostu ilości +50 punktowych meczów zostanie zachowana. I Bardzo dobrze!

(Plus)

Krzysiek Ograbek: Atak. Koszykówka NBA bardzo szybko ewoluuje. W tej chwili jest tak, że dobrą obronę pokonuje lepszy atak. Niedługo pojawi się nowy coach Thibs (albo on sam osobiście) i obrona znowu będzie górą. Potem przyjdzie nowy D’Antoni (ale już nie on sam osobiście) i atak znowu będzie górą… itd.


AKTUALNA TABELA

22.5 – MACIEK STASZEWSKI
18.5 – Przemek Napierzyński
16 – Bartek Bielecki
15 – Piotr Sitarz
14 – Olek Żerelik
12.0 – Krzysiek Ograbek
10 – Ola
9 – Michał Tomaszewski
9 – Jędrzej Mirowski
3 – Jacek Rachwał

20

Komentarze

  1. I love basket

    7 stycznia 2017 o 17:52

    ”Sezon regularny to rewia tanich dziwek” BANG bonusowy punkt się należy.

    Lubię to: 48
  2. rekin

    7 stycznia 2017 o 18:15

    triple double jest przereklamowane – niby czemu 10/10 jest lepsze niż 12 asyst i 8 zbiórek?

    Lubię to: 16
    • stypulkovski

      7 stycznia 2017 o 20:00

      Istotnie, nie jest lepsze. Tym bardziej, że teoretycznie jesteś w stanie zgarnąć kilka zbiórek w jednym posiadaniu lub „posiadaniu”. Z kolei nie rozdasz 2 asyst w 1 posiadaniu. Tylko MJ to potrafił :)

      Jest po prostu bardziej medialne i tyle. Bardziej znane laikom i nośne w nagłówkach jest „triple-double” a nie „pierwszy zawodnik, który zaliczył w sezonie średnie… bla bla bla”. I będzie to poważny argument za Westbrookiem (Harden jest już teoretycznie-why-not dwie statuetki MVP w plecy). A czy to, że jest to 10/10 czy 12/8 ma jakieś znaczenie? Wypada zapytać Rajona Rondo…

      Inna sprawa, że zarówno Broda, jak i Westbeast idą na historyczne sezony, nie grając w tempie 120-kilku posiadań na mecz jak Big-O. Co dowodzi tego, że:

      1) Koszykówka NBA jest w najlepszej formie w swojej historii, sorry Phil, Kareem, Big O, Frazier, ktokolwiek.
      2) Co za tym idzie, Harden i Westbrook zaliczają historyczne sezony, najlepsze w historii NBA w swoich kategoriach.

      Lubię to: 10
    • dwinch

      7 stycznia 2017 o 20:01

      Nie jest, ale Amerykanie lubią równe liczby. I dla nich 30/10/10 zawsze będzie lepsze niż 30/12/8.

      Lubię to: 1
  3. pdxpl

    7 stycznia 2017 o 18:35

    do kwietnia szaleją dzieci(Westbrook, Harden), potem tata LeBron przywraca porządek.

    Lubię to: 46
  4. psiepole@poczta.onet.pl

    7 stycznia 2017 o 19:08

    chyba nie obserwujemy, że spada i zaraz juz nie bedzie triple-double w srednich

    mniej więcej, „Harden robi co Nash”, dokładnie, za brak cierpienia w obronie już nie winno się dawać statuetki …

    kiedy …

    ONLY Bron Bron!!!!!

    Lubię to: 0
    • Behemot

      8 stycznia 2017 o 09:42

      To Lebron jest z Argentyny?

      Lubię to: 9
      • psiepole@poczta.onet.pl

        8 stycznia 2017 o 20:24

        wszyscy jesteśMy z Królestwa Lechii … myślę, że Ktoś z praszczurów BronBrona także.

        Lubię to: 0
  5. stypulkovski

    7 stycznia 2017 o 20:06

    „Obrona zawsze będzie krok za atakiem, jest odpowiedzią na niego, nie czymś co go dyktuje.”

    Piotr Sitarz przeczytał, uśmiechnął się, pokiwał głową z uznaniem i nalał sobie whisky do szklanki…

    Lubię to: 25
  6. dwinch

    7 stycznia 2017 o 20:10

    Co do pierwszego pytania to raczej nie kwestia bilansu OKC, tylko tego, na którym miejscu skończą zachód. Jeśli w top3 – RW może dostać MVP. Jeśli niżej wątpliwe. Wtedy otwiera się szansa dla Hardena. Ale HOU w ledwie top3 west przy braku „historycznej” rzeczy jak triple-double averages to może być za mało na MVP. I wtedy dadzą komuś kto skończy 1/2 w swojej konferencji. Jak Lebron czy Kawhi.

    Lubię to: 0
  7. PrzEMO

    7 stycznia 2017 o 20:27

    „jak 51 punktów Rossa w 2014 które pamiętam do dziś”

    szczerze mówiąc, dawno bym zapomniał o tym występie, gdyby nie ta reakcja zNYKa (słuchaj od 14 minuty)

    http://szostygracz.pl/2014/01/26/miedzy-rondem-a-palma-odc-18-grizzlies-are-back-terrence-ross-omfg/

    dla mnie najbardziej zapadający w pamięć moment Palmy ever. A to już 3 lata minęły…

    Lubię to: 8
  8. lesny.ryj

    7 stycznia 2017 o 21:15

    Co do triple double to poszukałem sobie właśnie na bbal reference ilu zawodników notowało triple double per 100 posiadań w całych sezonach (od sez 73-74, dla zawodników grających powyżej 25 minet na mecz) i mi wyszło:
    Magic 4 takie sezony (w tym jeden gdzie zagrał zaledwie 37 spotkań)
    Kidd 5 sezonów
    Grant Hill (Yeah!)1 sezon.
    Darrell Walker (kto?) 1 sezon
    Lebron 2 sezony
    Westbrook 2 sezony
    Draymond Green 1 sezon
    I teraz uwaga. W obecnym sezonie takie numery jak do tej pory kręci aż 5 zawodników: Westbrook, Harden, James, Green i… Rondo ;)
    Taka tam ciekawostka.

    Lubię to: 23
  9. mka13

    7 stycznia 2017 o 22:50

    Co do drugiego pytania, jako pierwszy w Polsce fanatyk Bucks, zacząłbym budowę zespołu od GeekFreak.

    Lubię to: 1
  10. Marcin Śledziński

    7 stycznia 2017 o 23:31

    Zaskakująco szybko spadł kredyt zaufania do KAT – a, przed sezonem był oceniany jako top 15 na świecie, a teraz nawet nikt go nie wybrał.

    Lubię to: 6
    • Maciek Kędziora

      7 stycznia 2017 o 23:52

      To może powiem czemu ja go nie wybrałem mimo bycia fanem Wilków.
      Nie można pominąć Antka, który jest juź top-15 ligi. Kat będzie top -3 centrem ligi, teraz już spokojnie top -5 na piątce. To nie jest tak, źe zaufanie do Townsa spadło. Tylko mając wybór Giannis Vs Kat musisz wziąć Greka.

      Lubię to: 0
      • Wooden

        8 stycznia 2017 o 00:08

        Nie musisz

        Lubię to: 2
      • Robert Wdr

        8 stycznia 2017 o 01:06

        Ja tam myślę, że nastąpiło przehajpowanie KATa przed sezonem, koleś nie dorósł (jeszcze!) do oczekiwań. To i kredyt zaufania spadł. Podobą sytację mieliśmy z A Davisem w ostatnim sezonie.
        Antek gra świetnie, sam bym go wybrał ale jestem zaskoczony, że nie było nawet jednego typu na Townsa. Pytanie dotyczyło budowy drużyny od zera, Towns wydaje się jak najbardziej odpowiedni, bo potencjał ma i wygląda na typa który z sezonu na sezon przeskoczy do ścisłej czołówki ligi. Giannis wcale nie jest jedynym słusznym wyborem 😀

        Lubię to: 3
        • stypulkovski

          8 stycznia 2017 o 01:31

          Czy przegląd pola Giannisa nie jest przewagą?
          Z małym what-if: na ten moment. Bo… Towns ma naprawdę dobry passing-game. Jest ponadprzeciętny. Hot-take: widzę w nim potencjał na Marc Gasol type-of-guya jako obsługujący z post ludzi kiedyś tam.

          Czy Embiid/Towns serio są w stanie bronić (póki co), przy całej swojej super motoryce, niziutkich obwodowych?

          Ja bym brał Giannisa. Gościu ma pełen pakiet. Jest scoring mimo braku rzutu, ogarnia perimeter-defense i chroni obręczy, podaje i rzeczywiście może bronić kilku pozycji. Wszystko co chcesz poza rzutem i opcjonalnie brakiem masy w pojedynkach z prawdziwymi centrami tej ligi typu Embiid czy DMC…

          Lubię to: 2
  11. henry_2@o2.pl

    8 stycznia 2017 o 03:34

    W tych wszystkich porównaniach guardów jakoś wszyscy zapominają o Irwingu, a jest on na tym samym poziomie co Harden, Westbrook czy Curry. Tyle, że gra pod najbardziej dominującym grę zawodnikiem od czasów Shaqa i te cyferki jakoś uciekają. Poziom zajebistości Irvinga widać np. w bezpośrednich pojedynkach z Currym. Gdyby usunąć Bronka z zespołu, kręciłby najprawdopodobniej takie cyferki jak Harden/RW
    Jaki z tego wniosek? Nagroda MVP powinna przejść reformę tak jak ostatnio konkurs wsadów i wrócić do korzeni. Koniec z tym zdmuchiwaniem świeczek i wsadami bez butów. Dajcie MVP najlepszemu zawodnikowi ligi. A te wszystkie statystyki, rekordy, bilanse wsadźcie sobie w d…

    Lubię to: 5
    • psiepole@poczta.onet.pl

      8 stycznia 2017 o 07:26

      i Chwała Ci!

      LeBron MVP a Irving jest w holere niedoceniany, przypadek Pippena przy MJ.

      Lubię to: 0
    • rekin

      8 stycznia 2017 o 09:29

      gdy usuwa się lbja z zespołu, to irving z lovem wszystko przegrywają i uncle drew wcale nie kręci takich cyferek jak westbrook/harden, więc no… ;)

      Lubię to: 9
    • Behemot

      8 stycznia 2017 o 09:40

      Przypomnij sobie jak grał bez Lebrona.

      Lubię to: 2
    • I love basket

      8 stycznia 2017 o 12:29

      Kyrie to nie jest typ gracza który sam coś ”osiągnie”,dużo ciężej gra mu się bez leBrona gdy obrona skupia się tylko na nim,on jest asem z rękawa którego wyjmujesz w odpowiednim momencie,jego gra to wymienne prowadzenie ataku z Bronem,widać było w tym meczu z Detroid gdy James miał wolne że męczy się grając cały mecz jako lider,usunięcie Brona z zespołu może i oznacza 27/28 ppg Irvinga ale raczej koło 8 miejsca w konfie …

      Lubię to: 3
    • grasshooper

      8 stycznia 2017 o 18:29

      Przepraszam bardzo ale jak zatem przyznać nagrodę, którą otrzymuje się za sezon regularny nie uwzględniając bilansu drużyny czy statystyk indywidualnych?Ma ją co roku dostawać LeBron bo jest najlepszym graczem i chuj, kropka.
      Czego zatem niektórzy oczekują?Że będzie ją dostawał co roku do momentu przejścia na emeryturę?
      Przypominam raz jeszcze – nagroda MVP to nagroda za sezon regularny, nie za playoffs, nie za Finały, nie za wygranie ligi.Za to dostaje się pierścienie i puchar Larry’ego O’Briena.
      Czy z tej perspektywy naprawdę można kwestionować to co osiągnął Curry w zeszłym sezonie?
      W końcowym rozrachunku być może to wszystko było nic nie warte ale gość wszedł na fenomenalny poziom a Warriors osiągnęli najlepszy bilans w historii ligi.Nie można tego nie nagrodzić.Tak samo 2 lata temu kiedy Cavs nie byli nawet najlepszą drużyną w Konferencji Wschodniej a lepszy bilans miało łącznie chyba z 7 drużyn.
      LeBron też nie zawsze wygrywał ligę kiedy otrzymywał MVP, warto o tym pamiętać.

      Lubię to: 6
      • dwinch

        11 stycznia 2017 o 00:34

        @grasshooper
        Wszystko się zgadza, MVP jest nagrodą za RS i powinien ją dostać ten, kto był faktycznie most valuable podczas tych 82 meczy. Tylko tyle i aż tyle. Niektórzy o tym zapominają.

        Tyle, że problem jest taki, że nie ma osobnej nagrody dla najlepszego gracza RS i osobnej dla najlepszego gracza w ogóle/w danym roku – coś typu most valuable player of year. Albo chociaż Playoffs MVP. Jest tylko Finals MVP, które „musi” pójść do zawodnika, który zdobędzie mistrzostwo niezależnie od tego, kto był najlepszym graczem finałów. I dlatego niektóry uznają, że MVP to to trochę takie MVP of year a nie RS MVP.

        Bo jesteś takim Lebronem, o którym każdy wie, że jest jest najlepszym graczem ligi (m.in.) ostatnich 3 lat, gdy w dodatku co roku dochodzi do finałów i jest ich najlepszym graczem… a nagrody dostają inni. A potem porównując legacy graczy nikt nie powie – Lebron zdominował ligę na dekadę, tylko powiedzą – ma 4 MVP. 2 więcej niż Curry, 2 mniej niż Kareem. Więc pewnie taka jest jego wartość.

        Lubię to: 0

Skomentuj