Kolanowski: Zbyt leniwy, by być wybitnym


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 26 grudnia 2016
fot. Hoops Habbit

fot. Hoops Habbit

Nie chodzę do kościoła, ale przyjmijmy, że jesteśmy w konfesjonale, a ja jestem Twoim zaufanym duchownym.  Porozmawiajmy szczerze. Ile razy w życiu usłyszałeś, że „stać Cię na więcej”? Kiedyś w szkole od nauczycielki, w domu od rodziców lub w dorosłym życiu, kiedy awanturowałeś się z przełożonym lub rozstawałeś się z najbliższą Ci osobą. Derrick Coleman na pewno pamięta takie sytuacje i słyszał to zdanie wielokrotnie w ciągu 15 lat gry w NBA.

Na wstępie zaznaczę, że wszelkie podobieństwo Derricka Colemana z jego najsłabszych sezonów do Św. Mikołaja jest zupełnie przypadkowe. Powspominajmy wspólnie wręcz książkowy przykład marnotrawstwa talentu z lat 90-tych. Albo jak wolisz, ubogiego krewnego Karla Malone’a lub dziadka DeMarcusa Cousinsa.

Nawiązując do wstępu i przerabiając go na nieco bardziej sportowy charakter – ilu znałeś gości, którzy dobrze się zapowiadali, mieli być kimś, a ostatecznie wylądowali obok Ciebie w Twojej lidze amatorskiej?

Tu też mam przeczucie graniczące z pewnością,  że przynajmniej jednego. Każdy z nas mógłby pewnie wymienić jakiś niespełniony talent. Powody nieudanych karier mogą być jednak diametralnie różne. Nie powinno się wrzucać do jednego wora Michaela Redda, Grega Odena, Eddy’ego Curry’ego i Royce’a White’a. Skupmy się tylko na tych, którzy pogrzebali swoje możliwości na własne życzenie. Sukces jest bowiem mieszanką talentu, szczęścia, zdrowia, ciężkiej pracy i pewnie jeszcze kilku innych czynników.


Nikt nie lubi leniuchów.

Dużo lepiej słucha się historii o nadludzkiej pracowitości wielkich gwiazd sportu. O treningach rzutowych w środku nocy czy setkach przebiegniętych kilometrów w środku lata, w prażącym słońcu. W jednym z moich ulubionych meczów z dawnych lat Larry Bird rzucił 60 punktów przeciwko Atlancie. Jeśli wcześniej tego nie widziałeś, koniecznie to zrób i delektuj się tym, niczym ławka Hawks w czwartej kwarcie. W przeddzień meczu Larry urządził sobie ponoć zbyt długą przebieżkę po asfaltowych drogach, co zaowocowało bólem w kolanach. Fajna anegdota, kiedy zobaczy się jaki show odstawił później w Nowym Orleanie (tak, ten mecz odbył się na neutralnym terenie).

Ktoś mógłby jednak zaraz przywołać przykład Wilta, który swoje 100 punktów rzucił po zarwanej nocy. Owszem, Chamberlain podobno nie chodził spać zbyt wcześnie i był wielkim przeciwnikiem porannych treningów rzutowych, które później w Los Angeles organizował trener Bill Sharman. Trudno jednak polemizować z tezą, że Chamberlain musiał być tytanem treningów. O jego rekordach – czy to w lekkiej atletyce w okresie studiów na uczelni Kansas, czy na siłowni, gdzie trenował nawet z Arnoldem przy okazji przygotowań do „Conana Niszczyciela” – do dziś krążą legendy. Najbardziej dominujący zawodnicy w historii nie biorą się z przypadku.

Zresztą rywalizujący z Wiltem Bill Russell także nie przepadał za treningami i większość czasu spędzał ponoć na trybunach Boston Garden, popijając kawę i czytając gazetę. Z pewnością jednak również on wiele godzin poświęcał na swoje przygotowanie, wliczając w to samo studiowanie gry, co uczyniło go jednym z największych zwycięzców w dziejach zawodowego sportu.

Takich przykładów można by wymienić znacznie więcej i to bez względu na dyscyplinę. Historia Derrika Colemana się jednak do nich nie zalicza. To raczej jeden z tych przypadków, gdzie zabrakło pasji i determinacji, aby w pełni wykorzystać swój niebywały potencjał. Patrzenie na coś takiego z boku może być irytujące.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

30

Komentarze

  1. BigTeppa

    26 grudnia 2016 o 22:27

    Ledwo go pamietam, ale kojarzę, że nie był atletyczny. Nets bardziej kojarzę z ekipą Van Horna, Kerryego Kittlesa i …był jeszcze ten trzeci, najlepszy grajek, ale pamięć już nie ta. Spoko tekst. Lata 90. Moje dzieciństwo. Nostalgia.

    Lubię to: 1
  2. Angel of Goodness

    27 grudnia 2016 o 13:09

    Dobrze pamiętam ten jego jedyny występ w All Star w Minneapolis.
    Nagrany na VHS i obejrzany ze 100 razy, hej. Debiut Shaqa, czerwone buty Pippena i świetny mecz Marka Price’a. Wtedy to jeszcze były mecze gwiazd …
    Ech, lata 90. Ech, czasy młodości.

    Lubię to: 8

Skomentuj