Rozdawał „dachy” niczym cukierki


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 3 kwietnia 2016
Albert Pena / Newspix.pl

Albert Pena / Newspix.pl

Widzę coś znajomego w jego chodzie. Ta sama agresywna postawa z głową i klatką piersiową wysuniętą do przodu. Wydaje się trochę wyższy, ale może to jedynie złudzenie. Ostatecznie ma wokół siebie bejsbolistów, nie koszykarzy. Oczywiście podobieństwo najłatwiej znaleźć na twarzy. I nie tyle chodzi o rysy, co o napiętą skórę na szyi i wyraźnie rysujące się pod nią żyły. Głos jest może odrobinę mniej zachrypnięty, ale wykrzykuje dokładnie te same słowa.

Zamknij pieprzoną gębę!

Jest czwarty mecz World Series w 1969 roku. Baltimore Orioles przegrywają w serii z New York Mets 1-2. Trzeci inning. Rzuca Tom Seaver. Odbija Mark Belanger. Niska piłka. „Za niska”, myśli menadżer Orioles Earl Weaver. Sędzia bez zastanowienia pokazuje jednak strike. Weaver krzyczy w jego stronę kilka słów. Żadnych wulgaryzmów. Zwykłe wyrazy niezadowolenia z decyzji. Jeszcze przed rozpoczęciem serii liga zapewniła go, że z pobłażaniem będzie patrzyła na jego dyskusje z sędziami, jak długo powstrzyma się od agresywnego języka. Weaver powstrzymuje się od agresywnego języka.

Sędzia nie potrafi się powstrzymać.

Zamknij pieprzoną gębę!

Jego podniesiony głos mogą usłyszeć nawet widzowie przed telewizorami. Weaver twierdzi później, że on akurat nie dosłyszał i dlatego postanowił podejść do sędziego. Ponoć zdążył powiedzieć jeszcze tylko jedno słowo:

Shag!

To nie obelga. To przezwisko sędziego. Sędziego, który nie ma ochoty na dyskusje. Sędziego, który odwraca się i zdecydowanym gestem prawej ręki wyrzuca Weavera z boiska. W tym pełnym agresji geście również jest coś znajomego. W przyszłości z bliska obejrzy go kilka pokoleń gwiazd koszykówki. Stanie się znakiem rozpoznawczym być może najbardziej znanego sędziego w historii NBA. Póki co jednak Joey Crawford dopiero marzy o NBA. Ma 17 lat i uważnie obserwuje swojego ojca.

Nauczyłem się tego podejścia od ojca. Stare bejsbolowe przekonanie, które w latach 50. i 60. miał mój ojciec, mówiło, że sędzia zawsze ma rację. Szedłem na mecz bejsbola i to właśnie widziałem. Widziałem, jak mój ojciec nazywa George’a Myatta, czy jakkolwiek nazywał się menadżer Philly, chujem prosto w twarz. Widziałem to. Słyszałem to.

Pamiętam, kiedy odszedł na emeryturę, powiedziałem mu: „Tato, dzisiaj już nie można mówić takich rzeczy w czasie meczu”. Spojrzał na mnie i odpowiedział: „Pierdol się”.

Shag Crawford w ciągu 20 lat pracy w MLB sędziował w ponad 3100 meczach i trzech World Series. Zawsze w charakterystycznej pozycji na lekko ugiętych kolanach, opierał ręce na łapaczu, wpatrując się w lot piłki. Był pasjonatem swojego zawodu. I pasja ta zawsze wiązała się z emocjami.

Czasem te emocje pomagały.

Jak wtedy, gdy w 1965 roku, nie namyślając się długo, rzucił się na Juana Marichala z San Francisco Giants, który chwilę wcześniej uderzył kijem w głowę Johna Roseboro z Los Angeles Dodgers. Chwilę później na boisku Candlesitck Park w San Francisco rozpętała się 14-minutowa bijatyka. Crawford w samym jej środku zaś siłował się na ziemi ze wściekłym Marichalem. Na pamiątkę pozostała mu rozcięta ręka i jedno niesamowite zdjęcie.

Częściej emocje te przeszkadzały.

Earl Weaver nie był święty i w ciągu wielu lat swojej kariery niejeden sędzia usłyszał od niego wiązankę obelg. Tym razem jednak nie zawinił. Pech chciał, że mecz zakończył się kontrowersyjną sytuacją, w której Mets zdobyli zwycięskie punkty w 10. inningu. Po stronie Orioles nie było nikogo, kto mógłby protestować.

Shag Crawford nie czuł się winny. W jego mniemaniu to sędzia miał zawsze rację. Nawet, jeśli jej nie miał. A jako, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, Joey Crawford przez wiele lat był dokładnie taki sam:

Mogę szczerze powiedzieć, że nie wiem, komu dałem mój pierwszy faul techniczny. Nie mam pojęcia. Dałem ich tak dużo. Przykro mi to mówić, ale kiedy zaczynałem, to było jak rozdawanie cukierków.

Kiedyś wyrzuciłem Dona Nelsona tylko za to, że się na mnie patrzył. Po prostu skrzyżował ręce na piersi i się na mnie patrzył. Wziął przerwę na żądanie, żeby to robić. Nie spodobało mi się to.

Innej nocy pokazałem Billowi Fitchowi faul techniczny tak mocno, że złamałem palec. Był cały opuchnięty. Uderzyłem z całej siły w rękę, kiedy pokazywałem znak. To dlatego później zmieniłem ten sygnał na to delikatne skinienie palcem.

Crawford nigdy nie miał wątpliwości, że chce być sędzią. Zaskoczeniem mógł być jedynie wybór dyscypliny. Jego starszy brat Jerry całkiem dosłownie wszedł w buty ojca i kiedy zaczął sędziować w MLB przejął nawet jego numer. Joey z jakiegoś powodu jednak wolał koszykówkę.

Zacząłem na samym dole w lokalnych ligach. Już w mój pierwszy weekend sędziował w 13 różnych spotkaniach. Jeździłem od hali do hali. Nie miałem pojęcia, co robię. Miałem 18 lat i nie miałem nawet samochodu. Wypracowałem sobie drogę na górę. Udało mi się dostać do Eastern League, gdzie pracowałem 4 lata. Do NBA trafiłem, kiedy miałem 25 lat.

Crawford miał trochę szczęścia. W 1977 roku sędziowie NBA założyli swój związek zawodowy i domagając się poprawy warunków pracy, zdecydowali się na strajk w czasie playoffów. Liga zmuszona została do znalezienia zastępstwa. Sędziowie ściągani z niższych lig nie radzili sobie dobrze. Joey Crawford był wyjątkiem. Już w swoim pierwszym meczu, pod dużą presją, bo spotkanie pokazywane było w telewizji, pokazał się z bardzo dobrej strony i w sierpniu odebrał upragniony telefon z propozycją pracy. Młody chłopak z bujną czupryną nie mógł przewidzieć, że jego kariera potrwa prawie 40 lat.

Joey Crawford ogłosił odejście na emeryturę 10 marca tego roku. Jego kariera objęła najlepsze lata koszykówki. Był tam, kiedy ligą rządzili Magic i Bird, był tam gdy Jordan przenosił NBA na inny poziom, z bliska obserwował czasy Kobiego i LeBrona. Sędziował w 29 seriach finałowych (50 meczów) i 313 meczach playoffów. Niewątpliwie był jednym z najlepszych sędziów swoich czasów, a jednak zapamiętany zostanie z zupełnie innych powodów.

Złośliwi powiedzą, że zawsze chciał być gwiazdą, więc powinien mieć satysfakcję, że jest prawdopodobnie najlepiej rozpoznawalnym sędzią koszykówki w historii. Joey Crawford wolałby jednak, że coś innego niż emocjonalne decyzje i gniew, definiowało jego karierę. I wcale nie wstydzi się dziś przyznać do starych błędów. Szczególnie zaś do tego, który przysporzył mu najwięcej złej sławy.

W czasie kwietniowego meczu Spurs z Mavericks w 2007 roku Crawford wyrzucił z parkietu Tima Duncana. Choć może stwierdzenie „wyrzucił z parkietu” jest nie na miejscu, bo gwiazdor San Antonio dostał dwa faule techniczne, gdy siedział na ławce.

Po mecz wciąż zdziwiony Duncan opowiadał dziennikarzom:

Zanim dał mi dwa faule techniczne, odgwizdał faul, a ja zacząłem kręcić głową. Kiedy przechodził obok mnie, zmierzył mnie spojrzeniem i powiedział: „Chcesz się bić? Chcesz się bić?”. Ja nie odpowiedziałem.

Crawford miał oczywiście swoją wersję zdarzenia i twierdził, że Duncan cały czas narzekał:

Siedział na ławce i robił jakieś rzeczy za naszymi plecami. Dałem mu faul techniczny, a on nie przestawał, śmiał się, patrzył na mnie i wciąż narzekał. Dlatego go wyrzuciłem.

David Stern nie uznał tego wytłumaczenia. Tym razem temperament Crawforda nie mógł być wymówką. Kara okazała się być bardzo surowa:

Sposób, w jaki Joey Crawfor zachował się w tej sytuacji, nie spełniała profesjonalnych standardów, których wymaga się od sędziego NBA. Mając na uwadze wcześniejsze podobne zachowania tego sędziego, uzasadnione jest długie zawieszenie. Joey jest jednym z naszych najlepszych sędziów, ale musi wziąć odpowiedzialność za swoje działania na parkiecie. Po zakończeniu sezonu będziemy z nim o tym rozmawiać, żeby upewnić się, że rozumie swoje zadania.

Zawieszenie sprawiło, że Crawford po raz pierwszy od 1985 roku opuścić miał finały NBA. Stern mówił jednak, że nawet kara nie przekonała go, by poczuł się do winy:

Nie wydaje mu się, żeby zrobił cokolwiek złego. Prawdopodobnie nie chce już pracować w NBA. Mamy zamiar z nim o tym rozmawiać w przyszłości.

Osobiście prosiłem go wcześniej, by zmienił swoje zachowanie. Nie potrafił tego zrobić.

Joey Crawford nie chciał kończyć kariery w takich okolicznościach. Żeby tak się jednak nie stało, musiał coś zmienić. Zawieszenie przez ligę zbiegło się ze śmiercią jego ojca. To dało mu dodatkową motywację, by poszukać pomocy. Jak pisał w artykule dla New York Timesa w 2012 roku:

Sprawa Duncana prawdopodobnie zmieniła moje życie. Doszedłem do wniosku, że może sposób, w jaki pracowałem nie był dobry i powinienem to przemyśleć i zmienić, nie tylko na parkiecie, ale też poza nim. Już wcześniej spotykałem się z psychologiem sportowym. Po tym zdarzeniu widywałem go częściej. Nazywa się Joel Fish. Pracował z wieloma sportow cami. Pomógł mi spojrzeć na to z innej perspektywy.

Dzisiaj, nie będąc już ograniczonym przez swój kontrakt w NBA, może powiedzieć nawet więcej:

Żałuję niektórych sytuacji. Sprawa Duncana zawsze była czymś wielkim. Żałuję tego. Było wiele interakcji z zawodnikami i trenerami, kiedy później szedłem do hotelu i pytałem sam siebie: „Dlaczego mu to powiedziałem? Dlaczego to zrobiłem? To było głupie. Głupie!”. Takie rzeczy ze mną zostają. Ostatnie 9-10 lat było dużo lepsze, bo nie musiałem już przez to przechodzić. Po tym, kiedy poszedłem do psychologa sportowego, wiedziałem, że spieprzyłem sprawę i starałem się już nigdy tego nie robić. A jeśli mi się zdarzało, to od razu przepraszałem. 2007 rok był bardzo trudny, ale zasłużyłem na to. Wyciągnąłem z tego lekcję. Miałem szczęście, że Stern dał mi z powrotem pracę. Starałem się szukać w tym pozytywów.

Crawford z pełną otwartością opowiada dzisiaj o błędach, które popełnił w przeszłości. Tak, jak w intymnym niemal podcaście z Adrianem Wojnarowskim czy wywiadzie dla ESPN:

Mój problem jest taki, że jestem zbyt emocjonalny. To genetyczne. Mój ojciec był taki sam. W domu mówiliśmy przez cały czas mówiliśmy o sędziowaniu. Nie rozmawiałem z ojcem zbyt często, bo cały czas był poza domem, ale jeśli już rozmawialiśmy, to tematem było sędziowanie i to w jaki sposób się do niego podchodzi. A podchodziło się do niego z agresją. Mój ojciec zamierzał bić się po meczu z Alvinem Darkiem, który był menadżerem Giants. Zapytałem: „Tato, dlaczego się nie biłeś?”. Odpowiedział, że ich rozdzielili. Powiedział, że zamierzał się z nim bić. Potem mówił: „Nienawidziłem tego człowieka”, Nawet w latach 90. mówił, że by się z nim bił. O tym właśnie mówię, kiedy mówię o agresji. Podchodził do każdej sytuacji z agresją. Kiedy ja zacząłem sędziować w wieku 18 lat  i później w Eastern League, kiedy miałem 21-22, też to robiłem. Kiedy zacząłem pracować w NBA, nadal byłem agresywny. Taki byłem. I nie mówię, że było to coś dobrego.

Być może najlepszym efektem jego sławy jest to, że teraz mamy możliwość dowiedzieć się nieco więcej na jego temat. Crawford opowiada również o innych swoich wpadkach. Wśród nich są te relatywnie niewinne, jak „zablokowanie” rzutu wolnego Kevina Duranta czy ostre słowa skierowane do Timofieya Mozgova, ale też ten bardzo poważne jak „afera biletowa” z 1998 roku, którą nazywa „najgorszą rzeczą w swoim życiu”. (Crawford wymieniał bilety pierwszej klasy, które zapewniała mu liga i latał na mecze w klasie ekonomicznej, ale nie zgłaszał „zarobionej różnicy” do urzędu podatkowego. Po wyjściu sprawy na jaw odszedł na kilka miesięcy z NBA).

Większość sędziów przechodzących na emeryturę, po prostu znika z naszego pola widzenia. Crawford zawsze będzie pamiętany jako jeden z symboli swojej epoki. Można twierdzić, że to nic dobrego, bo rolą sędziego jest być niewidzialnym, ale trudno oprzeć się myśli, że jego wyskoki sprawiały, że NBA bywała bardziej interesująca. Wbrew zaś temu, co do dziś twierdzi wielu kibiców, która pamięta jedynie jego słabsze momenty, zawsze był jednym z najlepszych w swoim fachu. To nie przypadek, że sędziował w 29 seriach finałowych. Szczególnie po 2007 roku był jednym z najbardziej szanowanych przez graczy i trenerów arbitrów w lidze, którzy potwierdzili to jeszcze na początku tego roku w sondzie dla Los Angeles Timesa. Jak mówił przy tej okazji jeden z trenerów:

Kiedyś nie mogłeś mu nic powiedzieć. Zmienił to w wielki sposób. Kiedy jest na parkiecie, ma teraz wszystko pod kontrolę. Dla mnie to coś wielkiego. Nie ma znaczenia, czy to jest w domu czy na wyjeździe, nie da się zastraszyć kibicom. Dla mnie to ważne. Są sędziowie, którzy dają się manipulować kibicom. Joey nigdy.

Karierę Crawforda zakończyły problemy z kolanem, ale nie oznacza to wcale, że znika z NBA. Wciąż służył będzie lidze swoją wiedzą i doświadczeniem, pracując w centrum powtórek.

Sędziowie NBA grają niewdzięczną rolę. Są ważną częścią widowiska, na którą nikt nie chce zwracać uwagi. Po zakończeniu meczu zaś mówi się o nich źle lub wcale. Joey Crawford popełnił w czasie swojej kariery kilka błędów, które przyniosły mu niechcianą sławę. I sam dobrze rozumie, że to „dzięki nim” będzie pamiętany:

Co mogę z tym zrobić? To część mojej kariery.

Warto jednak czasem pomyśleć, że przez prawie 40 lat robił wszystko, żeby być w swoim zawodzie jak najlepszym. Każdego dnia studiował przepisy i trenował swoje ciało, by móc nadążyć za najlepszymi atletami na planecie. I choć akceptuje swoją reputacje, to bardzo dobrze wie, że szczyt jego kariery nie przypadł wcale na te chwile, które zbierały tysiące wyświetleń na You Tube’ie, a na te 3 najważniejsze mecze. Mecze numer 7 Finałów (1994, 2005, 2010):

Moja kariera była cudowna. A w tych trzech meczach, największych meczach, jakie mogą się zdarzyć, wykonaliśmy dobrą robotę. Wykonaliśmy bardzo dobrą robotę. Wiecie, skąd to wiem? Kiedy mówi się o tych meczach, nikt nie wspomina naszej trójki. To jest szczyt.

3

Komentarze

  1. railwayman

    3 kwietnia 2016 o 22:34

    prozmawiać z takim sędzią to jest też super sprawa dużo może ciekawych rzeczy opowiadać jak to wygląda z ich strony mi się udało porozmawiać z Mike Mathis okazała się że dziadek sędziował ponad 2 tyś meczów, i co się okazało pomino że ledwo chodzi to dalej lata na mecze i pomaga synowi :D który jest w Orlando trenerem a dziadek (ponad 70 lat) siedzi na trybunach i ogląda zachowania defensywne zawodników to się nazywa miłość do NBA :D

    Lubię to: 0
  2. 30+

    4 kwietnia 2016 o 01:02

    „Widzę coś znajomego w jego chodzie. Ta sama agresywna postawa z głową i klatką piersiową wysuniętą do przodu.” – to przecież piękny opis tzw. gęsi wyścigowej!

    Lubię to: 0
  3. Angel of Goodness

    4 kwietnia 2016 o 07:33

    Kariera jak z bajki. Charyzma i etyka pracy na najwyższym poziomie.
    W jego przypadku najlepsza ocena pracy sędziowskiej, czyli:
    kto sędziował ten cholerny mecz?, sprawdzało się tak sobie he he.
    Bardzo charakterystyczna postać i wybitny sędzia.
    To nie przypadek, że przez lata był nominowany na najważniejsze spotkania w najlepszych rozgrywkach koszykówki na świecie.
    Ponad to, doskonały przykład że człowiek uczy się przez cale życie . . .
    Wywiad z Joe na naszej stronie
    http://ks-wzkosz.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=145:joe-crawford-wywiad&catid=29:kategoria&Itemid=53
    http://refereemindset.com/nba-referee-passion-interview-joe-crawford
    Już kiedyś to załączałem ale przeczytajcie bo warto.

    Lubię to: 0
  4. Tomasz

    4 kwietnia 2016 o 10:38

    Najlepszymi sędziami są Ci których „nie widać” a Joey jakby mógł to by i publiczności dał technika ;)

    Lubię to: 0
    • Przemek Kujawiński

      4 kwietnia 2016 o 10:57

      I widzisz powtarzasz teraz bardzo potoczną opinię, która nie ma żadnego potwierdzenia w faktach, bo widziałeś na you tube’ie kilka dachów, które rozdał Crawford. Statystyki (dostępne tutaj) od sezonu 2008/09 mówią, że Crawford nie był sędzią, który rozdawałby szczególnie dużo dachów. Był raczej przeciętny w tej kategorii.

      A co do tego, że był jednym z najlepszych sędziów swoich czasów, nie ma dużych wątpliwości.

      Lubię to: 0
      • Tomasz

        4 kwietnia 2016 o 11:15

        @Przemek
        najlepszym mógł być/był właśnie od sezonu 2008/09 :)

        Lubię to: 0
        • Przemek Kujawiński

          4 kwietnia 2016 o 11:20

          I dlatego właśnie od 1986 roku sędziował w 29 seriach finałowych, 50 meczach finałowych i 3 z 5 meczach numer 7 finałów:)

          Lubię to: 0
          • pwoloszun

            4 kwietnia 2016 o 11:43

            A Robert Horry ma 7 misiow wiec to on jest GOAT

            Lubię to: 0
          • Przemek Kujawiński

            4 kwietnia 2016 o 12:00

            To nie jest dobra analogia. Sędziowie przydzielani są do finałów na podstawie oceny ich pracy. Crawford był po prostu zawsze jednym z najlepszych.

            Lubię to: 0
      • pwoloszun

        4 kwietnia 2016 o 11:49

        Piekny tekst i FANTASTYCZNE epitafium, ale…

        Dla mnie Joey byl przecietnym sedzia, wlasnie dlatego, ze mu odpierdalalo i dawal dachy z dupy. No bo jak inaczej to nazwac, kiedy koles sie chwali, ze dawal dachy, wywalal kluczowych zawodnikow i w konsekwencji ZUPELNIE wypaczal wynik meczu, za to, ze ktos sie na niego patrzy?

        Czy w regulaminie NBA jest dach za to, ze ktos sie na Ciebie patrzy???

        To jest narcyzm i megalomania na poziomie Kobasa. Tylko jak Kobe odpierdala, to krzywdzi wlasny team, natomiast sedzia na boisku ma status boga. To takie smieszne „to ja jestem samcem alfa i pokaze Ci chlopczyku, kto tutaj rzadzi”. Sorry, ale dla mnie to jest ANTYTEZA dobrego sedziego

        No i na koniec szczerze – ile razy cieszyliscie sie, na wiesc o Game 7 i info, ze Joey bedzie sedziowal, a ile razy mieliscie mysli w style „tylko nie to… ciekawe co odpierdoli…”

        Jeszcze raz DZIEKI za PIEKNY tekst.

        Pozdrawiam!

        Lubię to: 0
        • Przemek Kujawiński

          4 kwietnia 2016 o 12:07

          Ile znasz sytuacji, w których Joey Crawford wypaczył wynik meczu?

          W ciągu prawie 40 lat kariery, miał kilka sytuacji, w których zachował się źle. Niesprawiedliwie jest oceniać go przez ten pryzmat.

          „ile razy cieszyliscie sie, na wiesc o Game 7 i info, ze Joey bedzie sedziowal, a ile razy mieliscie mysli w style „tylko nie to… ciekawe co odpierdoli…”

          Jakie znaczenie ma to, że ktoś miał takie myśli? Nie ma to żadnego związku z jakością pracy Crawforda. To naprawdę nie jest przypadek, że Crawford sędziował te mecze.

          A jeśli nie ufasz w to, że NBA ma swoje systemy oceny pracy sędziów i Crawford był po prostu „obiektywnie” zawsze w topie, to może uwierzysz w opinie zawodników i trenerów, którzy również uważają go za jednego z najlepszych.

          Fakt, że Joey Crawford odwalił kilka rzeczy w swojej karierze, nie może sprawiać, żebyśmy oceniali go tylko na tej podstawie. Parafrazując Daryla Moreya: Nagraj 10 najgorszych minut swojej pracy i wrzuć na You Tube’a. Też nie będziesz dobrze wyglądał.

          Lubię to: 0
        • Angel of Goodness

          4 kwietnia 2016 o 14:45

          @pwoloszun
          Fatalny komentarz . . .
          Parafrazując klasyka: straciłeś dobrą okazję aby siedzieć cicho.
          Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii, nie musisz być sędzią koszykówki, znać przepisów i mechaniki aby zostawiać komentarz pod tym artykułem, ale ten wpis był naprawdę kiepski.

          Oprócz tego że Crawford był doskonałym sędzią, był też fantastyczną osobowością. To właśnie czyniło go tak obiektywnie lubianym, cenionym i szanowanym arbitrem nie tylko w lidze, ale również w Europie gdzie często przyjeżdżał na campy.
          Warto spojrzeć choćby na ostatni ranking sędziów nba wg zawodników/trenerów (01/2016).
          Oczywiście na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat nominacje na najważniejsze mecze w sezonie nie otrzymywał od zawodników i trenerów, ale od kwalifikatorów, szczegółowo analizujących jego pracę. Ilość i ranga tych meczy robi ogromne wrażenie.

          Niestety tylko raz miałem okazję oglądać Crawforda na żywo.
          Nie do końca świadomie, jako 16 letni chłopak, na turnieju Mcdonaldsa w Niemczech.
          Nie pamiętam dokładnie ale miał chyba wtedy jeszcze włosy, hej.
          Lepiej pamięta to mój ojciec, do dzisiaj wspominający jak Joey żartował sobie podczas przerwy z Charlesem Barkleyem.

          Lubię to: 0
  5. Olga

    4 kwietnia 2016 o 17:42

    A mnie zawsze zastanawiało, na jakim poziomie kształtują się zarobki sędziów w NBA i czy zależą od wagi meczu (prayoffy/sezon/finał/all star) – wiesz coś może na ten temat Przemku?

    Lubię to: 0
    • Przemek Kujawiński

      4 kwietnia 2016 o 21:03

      Ponoć zarobki dla sędziów debiutantów to 150k rocznie. „Sufit” to ponoć 550k (zależy od stażu), ale czytałem gdzieś, że są pojedynczy sędziowie, którzy zarabiają nawet więcej. Wiem też, że w zeszłym roku sędziowie negocjowali zwiększenie zarobków wobec nowej umowy telewizyjnej. Nie jestem pewny, jak duża ma być to podwyżka.

      Lubię to: 0
  6. @mopearls_15

    5 kwietnia 2016 o 09:01

    LEGEND!!!

    Lubię to: 0

Skomentuj