Świadectwo potęgi wyobraźni


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 22 stycznia 2016

kobe-81

Dokładnie 4124 kibiców widziało mecz, w którym Wilt Chamberlain rzucił 100 punktów. Łącznie z innymi zawodnikami sędziami i sztabami obu drużyn liczba ta nie przekroczyła 4200 osób. Nic więc dziwnego, że nie mamy wielu pewnych informacji na temat tego, co wydarzyło się tamtego wieczora. Wiemy, że ówczesny center Warrior trafił 36 z 63 swoich rzutów. Wiemy, że dołożył do tego niezwykłe jak na niego 28 na 32 z linii. Wiemy też, że mecz skończył się po 47 minutach i 14 sekundach – dokładnie w momencie, w którym zdobył swój setny punkt. Reszta? Z czasem przemieniła się w mit. I sam bohater tego wydarzenia nie mógł być z tego powodu szczęśliwszy. Jak wspominał na potrzeby książki Terry’ego Pluto „Tall Tales”:

To, co najbardziej lubię w tym meczu, to że nie został nagrany. Pozostała tylko niewyraźna taśma z nagraniem z radia. Ten mecz jest owiany tajemnicą. Ludzie upiększali go bez faktów wchodzących im w drogę. W czasie moich podróży spotkałem prawdopodobnie 10 tysięcy osób, które powiedziały mi, że widziały to spotkanie w Madison Square Garden. Cóż, mecz był w Hershey i było tam około 4 tysięcy osób. Ale nie mam z tym problemu. Mam wspomnienia z tego meczu i oni również je mają. Z czasem zaś te wspomnienia robią się coraz lepsze. To jest tak, jak z twoją pierwszą dziewczyną. Obraz, który masz w głowie jest zawsze lepszy niż to, jak wyglądała w rzeczywistości.

Wilt śmiało pozwalał więc sobie na upiększanie tych wspomnień. W jego wizji noc przed meczem spędził z przepiękną kobietą i nie zmrużył oka, a przed wejściem na parkiet pobił wszystkie rekordy na wszystkich fliperach, które stały w lobby hali. Choć kto wie? Może to wszystko wydarzyło się naprawdę?

Więc wszyscy wiemy, że Wilt Chamberlain zdobył 100 punktów w jednym meczu. Jest to jednak bardziej część mitologii niż historii NBA. Do tego mitologia ta dotyczy czasów tak odległych, że tamten wyczyn wydaje się dziś bardziej cyrkową sztuczką. Był 1962 rok i koszykówka dopiero raczkowała, Chamberalain zaś wyprzedzał atletycznie swoją epokę. Kiedy gracze Filadelfii zorientowali się, że jest szansa na rekord wszech czasów, wciąż i wciąż podawali mu piłkę. Cała hala liczyła jego kolejne punkty na głos. W końcu doszło do tego, że Warriors zaczęli specjalnie faulować swoich rywali, by dać swojemu liderowi większą szansę na dociągnięcie do trzycyfrowej zdobyczy. I nie chodzi tu o umniejszanie tego, czego dokonał Wilta Chamberlain. Chodzi bardziej o to, że jest to odległe, owiane tajemnicą i mimo wszystko „zrobione na siłę”.

Dlatego właśnie nie jest szaleństwem twierdzić, że największy wyczyn strzelecki w historii NBA mogliśmy oglądać dokładnie 10 lat temu, kiedy 22 stycznia 2006 roku Kobe Bryant na oczach 19 tysięcy ludzi zgromadzonych w Staples Center zdobył 81 punktów w meczu przeciwko Toronto Raptors.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

1

Komentarze

  1. lukostro

    22 stycznia 2016 o 15:28

    To były czasy, kiedy nie było jeszcze 6G i nie pamiętam, czy było już bądź czy znałem już zawszepopierwsze. Pamiętam, że informacje o NBA sprawdzałem na Interii i pierwsze co pomyślałem widząc nagłówek, to „Co?! Chyba się ktoś nieźle j%#nął”. Dla mnie to chyba też był mały punkt zwrotny w ‚relacjach’ z Kobe – wcześniej jakoś specjalnie za nim nie przepadałem. Za to dziś… ciągle próbuję namówić dziewczynę, żeby nasz synek dostał na drugie ‚Brajant’ ;)

    Lubię to: 0
  2. psiepole@poczta.onet.pl

    22 stycznia 2016 o 15:47

    „Bo możemy dziś śmiało dyskutować, czy fakt, że Bryant wreszcie dojrzał do tego, by być prawdziwym liderem, nie miało swojego źródła w tym, że pogodził się ze światem.”

    BUAHAHAHA BUEHEHEHEEYH HEHE UHAAAAA BUUHAAAAAAAAAAAA HOHOHOOO UHAHAAA BUHAHA

    Lubię to: 0
  3. meler

    22 stycznia 2016 o 15:49

    Przemek, nie czekaj z książką aż pojawi się jakiś wydawca. Można spróbować jakiegoś crowdfundingu? Może udało by się co nieco uzbierać i w końcu mógłbyś coś napisać, co ma 300 albo lepiej 1300 ston :)

    Lubię to: 0
    • stypulkovski

      22 stycznia 2016 o 16:00

      Doskonały pomysł.
      Zrobić zbiórkę na PolakPotrafi czy jakimś innym portalu :)

      Lubię to: 0
    • Przemek Kujawiński

      22 stycznia 2016 o 16:11

      To bardzo miłe, co piszesz. Dziękuję. Problemem nie jest wydawca. Jeśli chodzi o beletrystykę, to cały czas próbuję skończyć powieść i mam nadzieję, że w końcu skończę i po prostu ją wydam. Jeśli chodzi o NBA, to sprawa jest bardziej złożona. Nigdy w życiu nie chciałbym być osobą która pisze książkę o NBA na podstawie Internetu, artykułów w prasie i innych książek. Takie książki nie wydają mi się po prostu wartościowe. Jeśli miałbym więc kiedykolwiek napisać książkę o koszykówce, to tylko na podstawie własnych wywiadów i pracy dziennikarskiej. Na coś takiego zaś nie mam w tej chwili ani czasu ani środków niestety.

      Lubię to: 0
      • meler

        22 stycznia 2016 o 16:24

        Z tym akurat wypada się zgodzić, robienie zlepku z czegoś co już jest faktycznie nie było by wartościowe.
        Koniecznie daj znać jak już skończysz pisać obecną

        Lubię to: 0
  4. Tomasz

    22 stycznia 2016 o 16:38

    Przemku, zapomniałeś dodać że Mamba nie chciała opuścić boiska kiedy zwycięstwo było już przesądzone. Phil musiał chyba z trzy razy wołać/powtarzać do KB :)
    Anyway, pióro masz lekkie i chwała Ci że nie napiszesz ksiązki o NBA w stylu Martina Harrisa ;)

    Lubię to: 0
    • Przemek Kujawiński

      22 stycznia 2016 o 16:41

      O tym nie słyszałem. Phil w 11 pierścieniach (i w kilku innych źródłach było podobnie) pisał, że chciał go zmienić jego asystent powiedział mu, że nie może tego zrobić, bo Kobe ma +70 punktów. Potem pod koniec chciał mu dać szansę na owację na stojąco, ale nie mógł wziąć czasu aż do samej końcówki. O tym, że Bryant nie chciał zejść z parkietu nigdzie nie wyczytałem. Masz jakieś źródło?

      Lubię to: 0
  5. corso

    22 stycznia 2016 o 21:47

    A ja pytam, co z Harasimowiczem? ;-) nie trzeba, moim zdaniem, być insiderem,by napisać coś wartościowego – pytanie, czy doda się coś od siebie – a Ty, Przemku, dodasz, tu w ogóle nie ma wątpliwości. Synteza zawsze daje pole, by była czymś więcej, niż ‚zlepkiem’. Decyduje pomysł i wizja. Ale to w ogóle nie jest rozmowa na telefon ;-)

    Lubię to: 0

Skomentuj