Nie byli Magikiem i Birdem


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 22 sierpnia 2015
AP Photo

AP Photo

Kamery podążają za Kobe’m Bryantem. Nic dziwnego. Gwiazdor Los Angeles Lakers po trudnych latach wreszcie po raz czwarty zdobył mistrzostwo NBA. Po raz pierwszy bez Shaquille’a O’Neal. Ponownie z Derekiem Fisherem, którego złapał właśnie w szalony uścisk. I po raz kolejny z Philem Jacksonem, który z delikatnym uśmiechem przechadza się po parkiecie.

Realizator transmisji tylko raz zwraca swoją uwagę w stronę przegranych. Gwiazdy zespołu zeszły już do szatni, więc na sekundę na ekranie pojawia się J.J. Redick – rezerwowy obrońca Orlando Magic, który w Finałach zdobywał raptem 5,5 punktu w meczu. Redick z kamienną miną wpatruje się w zwycięzców. Przechodzący obok Stan Van Gundy w geście pocieszenia klepie go w klatkę piersiową. Kilka minut później kamera pokazuje tłum cieszących się graczy Lakers. Wśród nich dostrzec można rezerwowego skrzydłowego Adama Morrisona. W garniturze, z dziwacznym zarostem i zagubionym spojrzeniem nie wygląda, jak ktoś, kto wygrał właśnie mistrzostwo NBA. Prawdopodobnie nie czuje, jakby je wygrał. W Finałach nie pojawił się na parkiecie nawet przez sekundę.

Był rok 2009. Nikt nie emocjonował się Finałami przez wzgląd na to, że „zmierzyli się” w nich J.J. Redick i Adam Morrison. 3 lata w koszykówce to przepaść. Gdyby zdarzyło się to w 2006 roku, mecz taki pobiłby najprawdopodobniej wszelkie rekordy oglądalności. Tamtego roku bowiem dwaj biali chłopcy z przeciwległych krańców kraju rozgrzewali kibiców koszykówki do czerwoności, tocząc korespondencyjny pojedynek o koronę najlepszego strzelca uniwersyteckiej koszykówki.

Jesień 2005 roku wcale nie zapowiadała, że już niebawem znajdą się osoby, które porównają ich rywalizację do tej, którą pod koniec lat 70. toczyli Magic Johnson i Larry Bird. Redick w dwóch pierwszych meczach sezonu zaliczył solidne 19 i 18 punktów. Solidne, ale nie wybitne. Morrison zaczął jeszcze słabiej, bo od 15 punktów w swoim debiucie. Dla obu była to jednak jedynie rozgrzewka.

Morrison jeszcze w listopadzie po raz pierwszy rzucił 40 punktów. Redick czekał na to do grudnia, ale do końca sezonu regularnego jeszcze tylko 3 razy rywalom udało się go powstrzymać poniżej 20 oczek. Szczyt ich popisów przypadł na przełom stycznia i lutego. 21. stycznia Redick zaaplikował 41 punktów Georgetown. Morrison odpowiedział dwa dni później, karząc w podobny sposób San Francisco. 5 dni później Redick odpowiedział 40 punktami przeciwko Virginii tylko po to, żeby po godzinie Morrison przebił go od dwa punkty. Obrońca Duke w lutym w pięciu kolejnych meczach nie schodził poniżej 30 punktów w meczu. Skrzydłowy Gonzagi nie miał takiej serii, ale dołożył 44 punkty przeciwko Loyoli, w tym 37 w jednej połowie.

Redick i Morrison szli łeb w łeb w klasyfikacji strzelców i jako kandydaci do najważniejszych nagród indywidualnych. Trudno znaleźć w tej chwili artykuł z tamtych czasów, który wymieniając jednego z nich, nie wspominałby o drugim. Trudno też znaleźć taki, w którym nie przebijałaby się ekscytacja ich wyczynami lub… nienawiść.

Redick do dziś wymieniany jest na listach najbardziej znienawidzonych graczy w historii NCAA. Zazwyczaj w towarzystwie innej legendy Duke Christiana Laettnera. J.J. miał 8 lat, gdy zobaczył Laetnnera łamiącego serca kibiców Kentucky i zdecydował, że on też w przyszłości chce grać Mike’a Krzyzewskiego. Jego mama Jeanie opowiadała o tym, co mówił ludziom, którzy pytali go o szkołę, dla której zagra w przyszłości:

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni120 zł

5

Komentarze

  1. rekin

    23 sierpnia 2015 o 09:24

    „J.J. wciąż jest lepszy od ciebie!

    Adam z kamienną twarzą odpowiedział:

    Ale ja rzucam lepiej niż ty.”

    ale gównoriposta ;)

    tekst czytało sie świetnie, wielkie propsy.

    Lubię to: 0
    • lukostro

      23 sierpnia 2015 o 14:49

      Mógł niczym Kobe pokazać liczbę pierścieni na palcach. J.J. ma zdaje się kilka mniej:)

      Lubię to: 0
  2. Sowa

    23 sierpnia 2015 o 10:16

    Super
    „Historia z życia wzięta ”

    Lubię to: 0
  3. host3234

    23 sierpnia 2015 o 11:26

    Przemek!
    Kozacki tekst!

    Lubię to: 0
  4. Wisznu

    24 sierpnia 2015 o 08:18

    Swietnie to sie czytało

    Lubię to: 0
  5. Paweł Moras

    24 sierpnia 2015 o 16:01

    555/5

    Lubię to: 0
  6. Venom

    26 sierpnia 2015 o 01:28

    To ostatni czas w życiu, kiedy można kwestionować autorytety. Przez resztę życia trzeba będzie przed kimś odpowiadać.

    love it!

    Lubię to: 0

Skomentuj