Dwa światy Barona Davisa


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 2 grudnia 2014
Jeff Zelevansky/Icon SMI / Newspix.pl

Jeff Zelevansky/Icon SMI / Newspix.pl

Od godziny gapię się na dom, w którym wychował się Baron Davis. Próbuję zajrzeć przez płot na podjazd, żeby sprawdzić, czy wciąż stoi tam kosz, który specjalnie dla niego postawił jego dziadek. Próbuje wyobrazić sobie małego Barona, który z piłką pod pachą wychodzi z domu, żeby porzucać. Próbuję wyobrazić sobie, jak mogła wyglądać ta okolica 35 lat temu.

352 East 85th Street. South Central Los Angeles.

To nie jest adres, pod którym w latach 80. ktokolwiek chciał spędzać dzieciństwo. Raptem pięć kilometrów na południowy zachód znajdują się Imperial Courts, Nickerson Gardens i Jordan Dawns. Trzy „projekty” mieszkaniowe – niewysychające źródło nowych rekrutów dla ulicznych gangów. W tamtych latach w South Central wiedza o tym, która ulica należy do kogo, mogła zadecydować o życiu i śmierci.

O życiu i śmierci często decydował kolor ubrania. Niebieski zarezerwowany był dla Crips. Czerwony dla Bloods. Musiałeś to wiedzieć.

Robię spacer po okolicy. To Los Angeles. Nie jest to Los Angeles, które znam z filmów. Wiem, że nigdy nie było to Miasto Aniołów. Na zdjęciach wygląda jednak spokojnie. Podobne do siebie parterowe domki, małe podwórka, samochody zaparkowane przy krawężnikach. Tuż za rogiem znajduje się podstawówka South Park. Na widoku z powietrza można dojrzeć dwa boiska do koszykówki. Jedyne boiska do koszykówki, na jakich grał mały Baron Davis. Jego Los Angeles ograniczone było do kilku ulic. Przekroczenie niewidzialnych granic mogło skończyć się fatalnie.

Dziś mam odwagę, by przekroczyć te niewidzialne granice. Schodzę do Manchester Avenue i kieruję się na wschód. Mijam kilka komisów samochodowych i restauracji. Zwykła dwupasmówka, połatana jezdnia, krzywe chodniki. Wiele napisów po hiszpańsku, bo demografia okolicy przeżyła w ostatnich latach rewolucje. Kiedyś to było „czarne” miejsce. Dochodzę do wiaduktu, po którym prowadzi autostrada 110. Tu kończyła się wschodnia część miasta.

W 1971 roku do tego miejsca rozciągała się strefa wpływów 18-letniego Raymonda Washingtona. Washington dorastał na 76th Street. Mniej niż 2 kilometry od domu Davisa. Ich ulice wyglądają bliźniaczo podobnie. Washington nie lubił jednak rzucania do kosza tak bardzo jak bójek na pięści. Ponoć nie było wielu, którzy potrafili dorównać mu w tej sztuce. Swój pierwszy gang założył w wieku 15 lat. Nazwał go Avenue Cribs. Jego reputacja przyciągała kolejne dzieciaki z okolicy, a grupa rosła w siłę. Po drugiej stronie autostrady 110 zaczął mu jednak wyrastać konkurent.

Stanley Tookie Williams był młodszy o kilka miesięcy, ale trudno byłoby w to uwierzyć, widząc jego kartotekę. Na początku 1971 roku Williams opuścił zakład poprawczy, do którego trafił dwa lata wcześniej za kradzież samochodu. Kara nie zmieniła jego nastawienia do świata. Wszystko, co wyniósł z poprawczaka to nowa pasja – kulturystyka. To trochę zabawne, że 43 lata później o jego śmierci zadecyduje inny pasjonat tego sportu.

Zapytany, co planuje zrobić po wyjściu na wolność, odpowiedział podobno: „zostać liderem największego gangu na świecie”. Pomóc miały mu w tym jego potężne ramiona i charyzma.

Wciąż podążam przed siebie Manchester Avenue. Przecznica po przecznicy zbliżam się do celu mojej wyprawy. Wiem, że niebawem będę musiał skręcić w lewo South Denker Avenue. To na tej ulicy mieści się szkoła średnia George Washington Preparatory. Jeszcze kilka kilometrów na południe i jestem na miejscu. Spory budynek szkoły znajduję po lewej. Niestety nie mogę wejść do środka.

Wiosną 1971 roku gdzieś we wnętrzu tego budynku po raz pierwszy spotkali się Raymond Washington i Stanley Tookie Williams. Washington przyjechał do zachodniej strony dzielnicy specjalnie po to, by poznać Williamsa. Dziś nie wiadomo już, jaki był jego plan. Być może chciał wyzwać potencjalnego rywala na pojedynek na pięści, jak miał to w zwyczaju? Wiemy tylko, że gdzieś na korytarzu lub w toalecie szkoły średniej George Washington Preparatory nastolatkowie zdecydowali się połączyć siły. W ten sposób powstali Crips.

Washington rządził na wschodzie, Williams na zachodzie. Razem postanowili zwalczać inne okoliczne gangi. Jak wiele lat później wspominał Williams:

Myślałem, że będę w stanie wyczyścić sąsiedztwo z wszystkich tych, wiecie, grasujących tam gangów. Kompletnie się myliłem. Ostatecznie przerodziliśmy się w potwora, z którym chcieliśmy walczyć.

Crips byli agresywni i bezwzględni. Początkowo ich główną metodą działania była tak kochana przez Washingtona walka na pięści. Wraz z Williamsem wyzywali przywódców innych gangów na pojedynki i przejmowali kontrolę nad ich terytorium. Oczywiście tak dobrze zorganizowana grupa musiała w końcu spotkać swoją opozycję. Przywódcy mniejszych gangów, wiedząc że nie mogą konkurować z tak dużą siłą samodzielnie, zaczęli łączyć siły. W ten sposób narodzili się Bloods – naturalni wrogowie Crips.

Dzielnicę ogarnęła wojna.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

1

Komentarze

  1. Nobrainer

    2 grudnia 2014 o 07:34

    Przemku jak Jimmy Butler skilla w pisaniu trenowałes w offseson, teraz walczysz o maxa : d . Kolejny art leci ulubionych .

    Lubię to: 0
  2. rapski

    2 grudnia 2014 o 07:42

    Przemku standardowo wysokie loty. Szkoda tych kolan Barona, świetny zawodnik. Paskudnie wyglądała ta kontuzja w Knicks :/

    Lubię to: 0
  3. Wolver

    2 grudnia 2014 o 07:56

    A tłum skanduje MVP! MVP! I właśnie o to chodzi, żeby pomiędzy skrótami/zapowiedziami spotkań, artami z zaawansowanymi statsami i kącikami „taktycznymi” poczytać coś bardziej „humanistycznego” zza kulis nba.
    Dzięki Przemku, good job, good effort :)

    Lubię to: 0
  4. airbobo

    2 grudnia 2014 o 08:27

    Całe szczęście, że fraza „jestem z dzielnicy, gdzie koszykówka ratowała życie” była tylko dobrym żartem..

    A Baron Davis jeszcze na długo przed pamiętnym „We believe” dostarczał mi ogromu emocji, że każdy może grać w basket, nie zważając na warunki fizyczne;)

    https://www.youtube.com/watch?v=k9NUCr38ykE

    Lubię to: 0
  5. balham

    2 grudnia 2014 o 09:23

    Jak ważne jest by mieć kogoś kto doradzi i pomoże podjąć życiowe decyzje. Szacun dla babci i dziadka.

    Lubię to: 0
  6. mundo23@wp.pl

    2 grudnia 2014 o 09:54

    Super się czytało

    Lubię to: 0
  7. Bubu Zwierz

    2 grudnia 2014 o 11:02

    Fantastyczny art
    Nie miałem pojęcia o wspólnej historii Barona, Pierce’a, Tomkiem etc… Przemku, jak zwykle – quality!

    Lubię to: 0
  8. Maciek

    2 grudnia 2014 o 17:19

    Właśnie takie artykuły sprawiają, że ten portal wydaje się unikalny na polskim rynku. Historia bardzo ciekawa i czytało się świetnie. Oby więcej takich.

    Lubię to: 0
  9. wiadomo

    2 grudnia 2014 o 20:08

    Świetny tekst. Super fabuła i konstrukcja;) dzięki

    Lubię to: 0
  10. jamjack

    3 grudnia 2014 o 10:46

    Niesamowita historia. Z tego co wiem D.Wade i Jimmy Butler też nie mieli łatwo, ale żyć tak w dwóch totalnie różnych światach i potrafić się odnaleźć – szacun.

    Do Davisa mam jeszcze dodatkowy sentyment, bo w moim pierwszym sezonie z NBA zrobił to: https://www.youtube.com/watch?v=tYpwjB0IzoU Można powiedzieć, że widziałem to na żywo, bo nad ranem na Canal+ :) Wtedy rodzice już wiedzieli po moich okrzykach, że zwariowałem na punkcie basketu :D

    Lubię to: 0
  11. vipmen4

    4 grudnia 2014 o 09:06

    Swietna sprawa. Arty o Pennym i Davisie. A co myslisz o uzupelnieniu danych z przebiegu kariery i najciekawszych momentach w karierze. To bylo by swietne uzupelnienie i wszystko w jednym miejscu o opisywanym zawodniku.

    Lubię to: 0
    • Przemek Kujawiński

      4 grudnia 2014 o 10:25

      Przebieg kariery i najciekawsze momenty znajdziesz na Wikipedii. Nie piszę tego typu artykułów biograficznych.

      Lubię to: 0

Skomentuj