Bitwy NBA (3) – Cięty jak osa


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 14 sierpnia 2014
hornetsss

fot. AP

Charlotte Hornets wracają do NBA… Nie jest to może breaking news, ale moja ekscytacja tym wydarzeniem też nie jest przesadnie duża. Moja dziecięca historia z ekipą z Północnej Karoliny, obrandowaną w osę w barwach niewystępujących w naturze nie jest zbyt rozległa. Możliwe, że miałem jakąś koszulkę z ową osą – rozmiar dla siedmiolatka. Dziadek zawsze powtarzał, że pszczoły są w porządku, bo zapylają kwiaty i dają miód, a osy żyją po to, by ukąsić człowieka i umrzeć bez swojego paskudnego żądła. Czym się ekscytować? Zresztą jedyny Hugo jaki mnie wtedy interesował latał hugokopterem…

Oczywiście mieli w swojej historii takie momenty jak Muggsy Bogues, albo Muggsy Bogues w Kosmicznym Meczu, ale to nie robiło wrażenia na dzieciaku oczarowanym wsadami (przez pewien moment myślałem, że wsad tyłem jest wart 4 punkty!) i „lotniskowcami” wokół „pól kukurydzy”. Dopiero poznawanie NBA w późniejszych latach dało mi do zrozumienia co straciłem.

Charlotte Hornets, jeszcze nim oficjalnie stali się częścią drużyny, ssali. W sumie to bardziej miasto było do niczego – sceptycy uważali, że zawodowa koszykówka może mieć spory problem z wybiciem się w miejscu, w którym prym wiedzie koszykówka akademicka. Jeden z dziennikarzy, co zabawne, gazety o nazwie Sacramento Bee napisał nawet, że jedyna franczyza na jaką zasługuje Charlotte to ta ze złotym łukiem. Ciężko wprowadzić zawodowy sport do miasta, któremu sławę w świecie sportowej rozrywki przynieśli Rick Flair i Rickie Steambot.

Na szczęście łaska Davida Sterna spadła na Północną Karolinę i dała lokalsom Hornets. W NBA nowym drużynom wręcz nie wypada wygrywać, tak więc pierwsze sezony nie pozwoliły nawet pomyśleć o 30 zwycięstwach. Karta miała się jednak odwrócić i w Północnej Karolinie miał zjawić się talent na poziomie Micheala Jordana, który na początku lat 80 był jedynym poważnym sportowcem w stanie. Na szczęście i niestety.

Wybór Larry’ego Johnsona był dość oczywisty. Największa gwiazda boisk uniwersyteckich, dominator. Rok później dołączył do niego Alonzo Mourning i stworzyli wymarzony front court. Jednak zabrakło chemii, albo szansy na jej wytworzenie się. W 1992 roku, gdy Mourning rozgrywał swój rookie sezon, a zaledwie rok starszy Larry Johnson popisywał się swoim płaszczem Rookie of The Year mówiąc do ‘Zo „Hej, młody koleżko, jeśli będziesz grał twardo to może też dorobisz się takiej kurtki”. Typowy żart sportowców, cała szatnia odpowiedziała śmiechem, a Alonzo, podobnie jak ja, zachował kamienną twarz, choć raczej z innych powodów.

Bycie obiektem żartów było sporą zadrą przez resztę współpracy obu panów. Przez cały swój pobyt w Chartlotte rywalizowali o to kto będzie liderem tej drużyny, mimo że wspólnie prowadzili ją do największych sukcesów. Wejście do play-off, pierwsze w historii organizacji 50 zwycięstw.

Kolejny cios dla Mourninga spadł od zarządzających drużyną. Jego kolega spod kosza otrzymał 12 letni, wart 84 miliony dolarów kontrakt, największy w historii NBA. Właściciel Hornets George Shinn mówił wtedy o Johnsonie „on jest liderem tej drużyny,  jest i zawsze będzie” i pewnie nigdy wcześniej ani później nie pomylił się bardziej.

Dwa miesiące i Larry Johnson doznał swojej pierwszej kontuzji pleców. 31 opuszczonych meczów, a dodatkowo 22 bez Mourninga i Charlotte wrócili do czasów, gdy wczesną wiosną mogli rozjeżdżać się na wakacje.

Larry po kontuzji był innym graczem. Ucierpiał jego atletyzm i postanowił odsunąć swoją grę od obręczy. Po 21 próbach za trzy w sezonie kontuzji, oddał 210 rzutów z dystansu rok później. Naturalnie został zastąpiony Mourningiem w roli najlepszego w drużynie. Problem w tym, że Alonzo chciał być także traktowany jak najlepszy. Żądał 13 milionów za sezon, Hornets nauczeni przypadkiem Larry’ego oferowali „jedynie” 11,2.  Szybkie odrzucenie oferty i trade do Miami. Johnson uważał, że samolubne zachowanie jego kolegi było głównym upadkiem tej drużyny.

Kolejny sezon i kolejna legenda młodego klubu została wymieniona. Johnson trafił do Knicks. Sytuacja między drużynami była już wtedy dość napięta. Pat Riley zrezygnował z bycia trenerem Nowojorczyków i wyruszył do Miami, by objąć tam stanowiska prezydenta klubu i head coacha.

Spięcia pomiędzy Heat i Knicks były chlebem powszednim w NBA. W 1997 roku, NBA nauczona przypadkiem ze starć Knicks z Bulls zawiesiła aż 4 graczy NYK za opuszczenie ławki rezerwowych podczas walki P.J. Browna z Charliem Wardem.

Rok później nastąpiła kulminacja historii pomiędzy Johnsonem i Mourningiem. Ten drugi po całym meczu niesamowicie agresywnej gry swojego byłego klubowego kolegi, ruszył z pięściami na LJa do tego stopnia, że Jeff Van Gundy chwytając go za nogi próbował przerwać brawl. A już za niecałe 3 miesiące Charlotte Hornets wrócą do NBA z całą swoją chlubną i niechlubną historią oraz naprawdę kozackim parkietem.

0

Komentarze

  1. artnigo@gmail.com

    14 sierpnia 2014 o 19:53

    Az sie łezka w oku kręci. Szerszenie byli jednym z 4 najbardziej rozpoznawalnym teamem nba w tamtych czasach. Szkoda że lj i zo nie mogli się dogadać bo mieli ogromny potencjal na wygrywanie. Jeff van gundy wiszacy na nodze zo klasyka

    Lubię to: 0
  2. czardi

    14 sierpnia 2014 o 21:05

    Ze smutkiem muszę panu wyznać, że dziadek pana kłamał :(

    Lubię to: 0

Skomentuj