Suma koszykarskich strachów


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 15 lipca 2014
AP Photo

AP Photo

To rozległe, zmącone Dodge City na koszykarskiej mapie. Leży poza granicami zasięgu trenerów szkół średnich i kontrolujących ramion NCAA – w popularnym wyobrażeniu podejrzany świat ulicznych agentów, pudeł po butach pełnych pieniędzy i bijących się po klatkach piersiowych 16-latków napiętnowanych paskami Adidasa na czołach niczym kodami kreskowymi. Przede wszystkim z tego powodu letnie granie stało się symbolem koszykarskiego odpustu, winionym za wszystko, od śmierci podania kozłem, przez skażenie amerykańskiej młodzieży, aż do okazjonalnych porażek dorosłych mężczyzn, którzy reprezentują USA na międzynarodowej scenie. To jest wyrzut sumienia koszykówki.

W ten sposób, kilka lat temu na łamach New York Timesa o koszykarskich ligach letnich dla młodzieży pisał Tommy Craggs. Czysto teoretycznie są to najczęściej rozgrywki organizowane przez AAU, czyli amatorską unię sportową, w rzeczywistości jednak w większości stoją za nimi firmy obuwnicze, które nie tylko tworzą od podstaw koszykarskie obozy i turnieje, ale też sponsorują całe zespoły złożone z dzieciaków szkół średnich i podróżujące po kraju.

________________________

To tylko fragment tekstu. Aby uzyskać dostęp do całości, należy wykupić abonament. Kliknij w przycisk Kup teraz, jeśli chcesz kupić dostęp do SzóstyGracz.pl na miesiąc (cena: 19 zł).

Możesz też kupić w promocyjnej cenie 3-miesięczny albo roczny abonament.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł

0

Komentarze

  1. Ingiel

    15 lipca 2014 o 07:56

    Bo dzieci musza miec szanse byc dziecmi. Jak dorosli opiekuni tego nie rozumieja, to tylko przykro. Te swiecace kilka/kilkadziesiat tysiecy dolarow w przypadku gdy ciezko zaplacic za czynsz lub/i jedzenie to za duzo na wspolczesny, coraz miekszy kregoslup moralny.
    A ze duze korpo przeginaja palke, to zadna nowina.

    Lubię to: 0
  2. pwoloszun

    15 lipca 2014 o 13:11

    Oj, szczerze powiedziawszy mam mieszane uczucia do tego tekstu, TYM bardziej, ze jego autorem jest Przemek (od LBJ-ow jednak wymaga sie wiecej ;)

    Denerwuja mnie juz historie/ksiazki/filmy o sportowcach. Zawsze tylko dwa scenariusze:
    1) ciezkie zycie, niewyobrazalna harowka = sukces, LUB
    2) wielki talent, wielkie sukcesy i nagly zjazd z powodu pieniedzy/alkoholu/narkotykow/kobiet/samochodow/worldof warcraft (czyt. braku niewyobrazalnej harowki)

    Czy przypadkiem zycie (takze sportowcow!) nie jest jednak nieco bardziej skomplikowane niz taka zgrana do pozygu klisza?

    Lubię to: 0
    • dwinch

      15 lipca 2014 o 14:38

      Nie jest. Nie da się zostać top10, top20 w czymkolwiek jeśli nie masz mega talentu/warunków fizycznych lub nie włożysz mega pracy. Po prostu się nie da. Brzmi to jak banał – został mistrzem, bo najciężej trenował… No, ale koniec końców do tego się to sprowadza. Tegorocznym Finals MVP został gość, który trafił do ligi 3 lata temu i nie miał wtedy jeszcze rzutu… ;)

      Jeśli się spojrzy na biografie wszystkich największych sportowców (i nie tylko) swoich dyscyplinach – ich historie brzmią zawsze tak samo. Mały chłopak z wielkim marzeniem – od początku chciał być najlepszy, od początku w siebie wierzył, od początku był gotowy zrobić wszystko, żeby osiągnąć sukces. NIE DA SIĘ inaczej zmuszać się codziennie do katorżniczej pracy niż szukając sobie wielkiej motywacji, wielkiego celu. Fakt, że Kobe chciał być jak MJ/lepszy niż MJ pozwalało mu mieć jego work ethic. Phelps w swojej biografii pisał, jak w pewnym okresie był zły na siebie, że od 2 lata w sumie wszystko wygrywa, ale nie może pobić żadnego rekordu świata… Miał wtedy jakoś ze 20 lat ;d

      Jasne, są jakieś wyjątki jak Bode Miller, ale większość historii jest niestety pisana tym samym piórem.

      Lubię to: 0
    • Mike

      15 lipca 2014 o 15:32

      Tak kolego, nie podoba Ci sie to ale tak jest w wiekszosci przypadkow.

      Lubię to: 0
    • Przemek Kujawiński

      15 lipca 2014 o 15:36

      Są też inne historie (http://szostygracz.pl/2014/07/09/dawid-nie-moze-wygrac), ale najwyraźniej nikt nie chce o nich czytać;)

      Lubię to: 0
  3. Pikiel

    15 lipca 2014 o 21:35

    Bycie zawodowcem to nie zabawa, to ciezka praca. Jak ktos nie ma charakteru to zamiast NBA pogra sobie w kosza tylko na konsoli. Talent, niestety, jest rzecza drugorzędna.

    Lubię to: 0
  4. Tommy

    21 lipca 2014 o 09:09

    Nie ważne, że historia to klisza. Bardzo lubię takie teksty. Czyta się świetnie. A przy okazji skłania do refleksji.

    Lubię to: 0

Skomentuj